Po rozebraniu monumentu Armii Czerwonej w Pyrzycach rosyjska dyplomacja wystąpiła z oficjalnym sprzeciwem. Demontaż przeprowadzono 31 lipca po decyzji samorządu i konsultacjach z mieszkańcami. Stawką jest prawo Polski do oczyszczenia przestrzeni publicznej z symboli narzuconej zależności.
Nota z rosyjskiej ambasady
Rozbiórka monumentu Armii Czerwonej w Pyrzycach wywołała reakcję rosyjskiej placówki dyplomatycznej. Portal Kresy.pl poinformował, iż ambasada przesłała polskim władzom protest i powołała się na umowę dwustronną. W nocie użyto określenia „rażące naruszenie”. Prace zakończono 31 lipca 2026 roku.
Moskwa znów występuje w roli strażnika własnej wersji dziejów na polskiej ziemi. Problemem nie jest pamięć o zmarłych ani ochrona wojennych cmentarzy. Chodzi o monument w miejskiej przestrzeni, który utrwalał obraz Armii Czerwonej jako dawcy wolności. Tymczasem w 1945 roku zakończyła się okupacja niemiecka, ale Polska nie odzyskała politycznej swobody. Nadeszły represje, rządy komunistów i zależność od Związku Sowieckiego.
Głos Pyrzyc został wysłuchany
Los obiektu był przedmiotem lokalnej debaty przez kilka miesięcy. Otwarte spotkanie z mieszkańcami zorganizowano 8 stycznia 2026 roku w Pyrzyckim Domu Kultury. Wynik konsultacji dawał przewagę stanowisku popierającemu demontaż. Później uchwałę przyjęła rada miejska, a sprawa zbiegła się z przygotowaniami do przebudowy ulicy Jana Kilińskiego.
IPN ocenił monument jako znak zniewolenia. Instytut wskazał też na ustawę dekomunizacyjną oraz poparcie większości mieszkańców dla rozbiórki. Tu leży istota sporu. O wyglądzie placów i ulic w Pyrzycach rozstrzygają polskie przepisy oraz miejscowa wspólnota. Rosyjska dyplomacja ma prawo wyrazić sprzeciw. Nie otrzymuje przez to prawa weta wobec decyzji polskiego samorządu.
Mogiła i propaganda to dwie różne sprawy
Groby żołnierzy podlegają ochronie i wymagają szacunku. Monument sławiący obcą armię pełni inną funkcję: przekazuje polityczną ocenę historii. Zrównanie obu spraw służy rosyjskiej narracji, ale nie porządkuje pamięci. Przeciwnie, zaciemnia ją.
Państwowy mit wyzwolenia pozwala Moskwie pomijać cenę, którą Polacy zapłacili po przejściu frontu. W tej cenie mieściły się prześladowania podziemia niepodległościowego, likwidacja swobodnego życia politycznego i dziesięciolecia podporządkowania Kremlowi. Rozebranie monumentu nie wymazuje udziału Armii Czerwonej w pokonaniu III Rzeszy. Odbiera natomiast imperialnej opowieści uprzywilejowane miejsce w centrum polskiego miasta.
Polska pamięć jest polską odpowiedzialnością
Protest ambasady potwierdza, iż kamienne relikty komunizmu przez cały czas mają dla Rosji znaczenie polityczne. Polska odpowiedź powinna pozostać rzeczowa: mogiły chronimy, historię badamy, a symbole dominacji usuwamy na podstawie prawa.
Mieszkańcy Pyrzyc odzyskali wpływ na własne otoczenie. Dla reszty kraju płynie z tej sprawy równie konkretna lekcja. Suwerenność obejmuje granice i instytucje, ale dotyczy też nazw, pomników oraz opowieści przekazywanej następnym pokoleniom. Kreml nie może być recenzentem polskiej pamięci.
Źródło: Kresy.pl














