Meryl Streep w maju 2026 r., promując „Diabeł ubiera się u Prady 2”, skrytykowała „marvelizowanie” kina: prosty podział na dobrych i złych nazwała nudnym. Dla widzów oznacza to coś więcej niż branżową złośliwość: spór o to, czy kultura ma jeszcze pokazywać prawdę o człowieku.
Gwiazda mówi wprost o „marvelizowaniu” kina
Meryl Streep nie zaatakowała jednego filmu. Uderzyła w cały mechanizm, który od lat ustawia masową wyobraźnię według najprostszego schematu: bohater bez rysy, przeciwnik bez głębi, konflikt bez moralnego ciężaru. Jak podał magazyn People, aktorka mówiła o tym w rozmowie dla Hits Radio Breakfast Show przy okazji promocji „Diabeł ubiera się u Prady 2”.
Streep wskazała, iż współczesne filmy coraz częściej układają świat w kategorię „dobrych” i „złych”. Jej ocena była krótka: to nudne. Nie chodzi jednak tylko o gust hollywoodzkiej legendy. To diagnoza kultury, która coraz częściej myli opowieść z instrukcją ideologiczną albo produktem do globalnej sprzedaży.
Człowiek nie jest figurką z franczyzy
Najciekawszy fragment wypowiedzi Streep dotyczył złożoności postaci. Aktorka podkreślała, iż bohaterowie bywają wadliwi, a antagoniści potrafią być ludzcy i interesujący. To stara prawda dobrej literatury i dobrego kina. Bez niej zostaje produkt: gładki, przewidywalny, bez ryzyka.
W tej sprawie prawica nie musi udawać obojętności. Kultura masowa jest narzędziem formowania wyobraźni. jeżeli miliony młodych ludzi karmione są opowieścią, w której świat dzieli się na jasne piktogramy moralne, słabnie zdolność odróżniania dramatu od propagandy. A naród potrzebuje ludzi zdolnych do sądu, nie tylko do konsumpcji.
Hollywood kocha prostotę, bo prostota dobrze się sprzedaje
Marvel stał się symbolem większego zjawiska. Globalne studio chce filmu zrozumiałego w każdym kraju, odpornego na lokalny kontekst i łatwego do przerobienia na kolejne części, gadżety oraz kampanie promocyjne. W takim systemie postać z krwi i kości przeszkadza, bo jest mniej sterowalna niż marka.
Streep wie, o czym mówi. Jej Miranda Priestly z „Diabeł ubiera się u Prady” była rozpoznawalna właśnie dlatego, iż nie mieściła się w tanim moralitecie. Ostra, zimna, ambitna, ale nie papierowa. To dlatego widzowie wracają do tej roli po latach, a nie tylko wspominają kostiumy i nazwiska z plakatu.
Stawka jest większa niż komiksowe kino
Dla polskiego widza ta dyskusja ma także własny wymiar. Importowana kultura masowa nie jest neutralna. Przynosi język, emocje, wzorce aspiracji i uproszczone mapy dobra oraz zła. jeżeli polskie kino i media chcą zachować znaczenie, muszą opowiadać o człowieku serio: o rodzinie, winie, odpowiedzialności, lojalności, zdradzie, wierze i wspólnocie.
Nie wystarczy narzekać na Hollywood. Trzeba budować własną kulturę, która nie będzie kalką amerykańskiej franczyzy ani europejskiej poprawności. Narodowa wspólnota bez własnej opowieści zostaje klientem cudzych fabryk emocji. A wtedy ktoś inny ustawia jej wyobraźnię.
Źródło: People, Hits Radio Breakfast Show.












