Mentzen punktuje podatki Tuska. Małe firmy zapłacą za ulgę w PIT

dzienniknarodowy.pl 3 часы назад
Zdjęcie: Mentzen punktuje podatki Tuska. Małe firmy zapłacą za ulgę w PIT


Rząd Donalda Tuska 19 sierpnia 2026 r. zapowiedział od 2027 r. podniesienie progu PIT do 130 tys. zł, stawkę 24 proc. dla dochodów 130-150 tys. zł i cięcie limitu ryczałtu do 250 tys. euro. Sławomir Mentzen ostrzega: za skromną ulgę dla etatowców zapłacą małe firmy.

Ulga z rachunkiem wystawionym przedsiębiorcom

Rząd przedstawił pakiet pod hasłem sprawiedliwości podatkowej, ale rachunek jest prosty: część pracowników ma dostać ulgę, a część przedsiębiorców zapłaci za nią nowymi obciążeniami. Według komunikatu Kancelarii Premiera od 2027 r. pierwszy próg PIT ma wzrosnąć do 130 tys. zł rocznie, między 130 tys. a 150 tys. zł ma wejść stawka 24 proc., a dochody powyżej 150 tys. zł mają być objęte stawką 32 proc.

Na papierze wygląda to jak korekta po latach inflacji i zamrożonych progów. W praktyce jest to tylko mały ruch w systemie, który od dawna karze ludzi za pracę, awans i ryzyko gospodarcze. Rząd podaje, iż na zmianach ma skorzystać 3,5 mln podatników, a maksymalna korzyść wyniesie 3600 zł rocznie. Tyle iż ta ulga nie bierze się z odchudzenia państwa. Ma być sfinansowana przez nowe daniny.

Sławomir Mentzen, jeden z liderów Konfederacji, nazwał propozycję kolejną negatywną rewolucją dla polskich małych firm. Ten głos wpisuje się w szerszy spór o to, czy państwo ma wzmacniać narodową przedsiębiorczość, czy traktować ją jak wygodny bankomat. W ostatnich tygodniach Sławomir Mentzen mocno punktował także inne działania rządu, a podatki są tu szczególnie czułe, bo dotykają codziennego bezpieczeństwa rodzin i firm.

Ryczałt ma wrócić do starego limitu

Najważniejszy problem dla drobnego biznesu to planowany powrót limitu przychodów dla ryczałtu do 250 tys. euro. w tej chwili limit wynosi 2 mln euro. Oznaczałoby to ośmiokrotne obniżenie granicy, po której przedsiębiorca traci możliwość korzystania z tej formy rozliczenia. Dla wielu firm usługowych, rodzinnych i jednoosobowych nie jest to abstrakcja z tabelki. To decyzja o kosztach księgowych, przewidywalności i sensie dalszego rozwoju.

Premier Donald Tusk mówi, iż ciężar mają wziąć na siebie najwięksi i najbogatsi. Problem w tym, iż przychód nie jest dochodem. Firma z wysokim obrotem może działać na niskiej marży, zatrudniać ludzi, płacić czynsz, leasing, energię i składki. Państwo, które udaje, iż każdy większy obrót oznacza wielkie bogactwo, uderza w realną gospodarkę, a nie w papierowe figury z konferencji prasowej.

W gospodarce narodowej małe i średnie firmy są tkanką lokalnej samodzielności. To one utrzymują miejsca pracy poza wielkimi centrami, płacą podatki w Polsce i dają rodzinom poczucie niezależności. Gdy rząd komplikuje im rozliczenia, zwiększa niepewność i wypycha z prostszych form opodatkowania, osłabia polski kapitał. A bez własnego kapitału suwerenność zostaje hasłem z mównicy.

Wyższy CIT i danina solidarnościowa

Pakiet obejmuje też podniesienie CIT z 19 do 22 proc. dla podmiotów z rocznymi przychodami przekraczającymi 50 mln euro oraz dla podatkowych grup kapitałowych. Rząd chce również podnieść daninę solidarnościową z 4 do 5 proc. dla dochodów przekraczających 1 mln zł. Władza nazywa to odpowiedzialnymi finansami publicznymi. Warto jednak patrzeć na całość, bo każdy nowy podatek ma drogę powrotną do cen, inwestycji, pensji i portfeli konsumentów.

Nie chodzi o obronę wielkich korporacji. Chodzi o zasadę. Polski system podatkowy jest już skomplikowany, pełen wyjątków i pułapek. Zamiast prostoty dostajemy kolejną konstrukcję progów, stawek, limitów i uzasadnień. Wczoraj rząd obiecywał wyższą kwotę wolną. Dziś daje mniej, a po drugiej stronie dopisuje nowe obciążenia. Nic dziwnego, iż podatki wróciły do centrum politycznego dnia.

Stawką jest wolność gospodarcza

Najuczciwsza reforma podatkowa powinna zmniejszać zależność obywatela od urzędu. Powinna nagradzać pracę, oszczędność i przedsiębiorczość. Tymczasem rządowa propozycja idzie inną drogą: łagodzi ból jednej grupie, po czym szuka pieniędzy u drugiej. Tak buduje się konflikt między etatowcem a przedsiębiorcą, zamiast wspólnoty interesu ludzi pracy.

Dla Polski stawka jest większa niż 300 zł miesięcznie maksymalnej korzyści dla części podatników. Chodzi o to, czy państwo ma być partnerem obywatela, czy maszyną do nieustannego przesuwania pieniędzy między grupami. Narodowa gospodarka potrzebuje prostych reguł i zaufania. Bez tego małe firmy będą rosły wolniej, inwestowały ostrożniej i częściej pytały, czy opłaca się jeszcze brać odpowiedzialność.

Źródło: Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, PAP, Money.pl, PCh24.pl.

Źródło: Money.pl

Читать всю статью