W Lublinie 24 sierpnia 2026 roku odbyły się obchody Dnia Niepodległości Ukrainy, w 35. rocznicę deklaracji z 1991 roku. Jak podaje Polskie Radio Lublin, uczestniczył w nich konsul generalny Roman Szepeliak. Dla Polaków to znak solidarności, ale też przypomnienie: gościnność wymaga prawdy i wzajemności.
Ukraińskie święto w polskim mieście
W Lublinie odbyły się obchody Dnia Niepodległości Ukrainy. Jak podaje Polskie Radio Lublin, uroczystość wiązała się z 35. rocznicą deklaracji przyjętej 24 sierpnia 1991 roku przez Radę Najwyższą Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Ten akt uznaje się za początek współczesnego suwerennego państwa ukraińskiego.
W obchodach uczestniczył konsul generalny Ukrainy w Lublinie Roman Szepeliak. Według relacji rozgłośni podkreślał on szczególne znaczenie tego święta w obecnej sytuacji. Trudno się dziwić: Ukraina przez cały czas broni się przed rosyjską agresją, a jej niepodległość nie jest dziś tylko datą w kalendarzu.
Solidarność potrzebuje porządku
Lublin od początku wojny stał się jednym z ważnych polskich punktów pomocy, kontaktów i przejazdu. To miasto dobrze zna ciężar położenia na wschodzie kraju. Niedawno DN opisywał, jak Lublin uczcił Święto Wojska Polskiego, a takie wydarzenia pokazują, iż lokalna wspólnota potrafi łączyć pomoc sąsiadom z własną państwową pamięcią.
Właśnie w tym miejscu trzeba postawić zasadę. Polska solidarność z narodem ukraińskim wobec Moskwy jest rozsądna, gdy służy bezpieczeństwu Rzeczypospolitej. Nie może jednak oznaczać rozmycia polskiej tożsamości, interesów i pamięci. Gość ma prawo do szacunku. Gospodarz ma prawo do własnego głosu.
To ważne szczególnie w Lublinie, mieście położonym blisko spraw wschodnich, a zarazem głęboko wpisanym w polską historię. Tutaj symboliczne gesty nie są pustą dekoracją. One uczą, jak wygląda sąsiedztwo w czasie wojny i jak łatwo pomylić pomoc z polityczną naiwnością.
Wschodnia polityka bez złudzeń
Polska prawica nie musi wybierać między dwoma fałszywymi skrajnościami. Nie ma powodu, by powtarzać rosyjską propagandę. Nie ma też powodu, by przy każdym ukraińskim święcie udawać, iż wszystkie spory zniknęły. Realizm narodowy polega na tym, iż rozumiemy zagrożenie ze strony Rosji i równocześnie pilnujemy polskich warunków.
Lublin był już sceną ważnych rozmów politycznych dotyczących relacji Warszawy i Kijowa. DN pisał o spotkaniu Donalda Tuska z Wołodymyrem Zełenskim w Lublinie, wskazując, iż polskie bezpieczeństwo wymaga konkretów, a nie samej symboliki. Dzisiejsze obchody wpisują się w ten sam szerszy kontekst.
Jeżeli Ukraina chce trwałego partnerstwa z Polską, musi widzieć w nas podmiot, nie zaplecze logistyczne i emocjonalne. o ile Polska chce zachować powagę, musi mówić językiem własnego interesu. Pomoc, kooperacja i sąsiedztwo mają sens wtedy, gdy są oparte na wzajemności.
Pamięć jest warunkiem dobrego sąsiedztwa
Dzień Niepodległości Ukrainy obchodzony w polskim mieście może być gestem solidarności wobec państwa zaatakowanego przez Rosję. Może też stać się dobrą lekcją dla polskiej polityki: nie wolno budować relacji na przemilczeniach. Polacy mają prawo oczekiwać szacunku dla własnej historii, dla Wołynia, dla ofiar i dla polskiego wkładu w pomoc Ukrainie.
Wojna na wschodzie nie zwalnia nas z myślenia. Przeciwnie, nakłada większy obowiązek trzeźwości. Lublin może świętować razem z ukraińskimi gośćmi, ale Polska nie może przestać mówić własnym głosem.
Źródło: Polskie Radio Lublin
Źródło: Polskie Radio Lublin













