Listy do redakcji Angory (26.04.2026)

angora24.pl 6 часы назад

„Wielki… smutek?”

Nie, raczej ograniczony rozumek!

Chciałbym odpowiedzieć Panu Piotrowi z Krakowa, autorowi listu „Wielki… smutek?” (ANGORA nr 14). Piotrze, ośmielę się postawić tezę, iż ci, którzy głosowali na Nawrockiego, w ogromnej większości nie jęczą i przez cały czas na niego nie narzekają. Bez poprawności politycznej powiem, iż to ludzie nie bardzo rozumni, w większości słabo wykształceni, którzy nie rozumieją polityki, zwłaszcza międzynarodowej, procesów ekonomicznych i gospodarczych, współzależności państw w globalnym świecie. I choćby nie próbują tego pojąć, bo nie jest im to do niczego potrzebne. Do określenia własnych „poglądów” wystarczą im hasła głoszone przez populistycznych polityków, brzmiące jak czerwone paski grozy w prawicowych mediach, których to haseł nie potrafią rozwinąć ani uzasadnić. Na przykład: „Tusk sprzedaje Polskę Niemcom!” – krzyczą. Pytani, za co konkretnie ją sprzedał, najpierw robią karpika, a dociśnięci rzucają stekiem bezładnych wyzwisk pod adresem pytającego.

Jako członkini opozycji ulicznej ścierałam się czasami słownie z takimi ludźmi. Repertuar mają przebogaty, przepojony chrześcijańską miłością bliźniego, głoszoną często tuż po wyjściu z kościoła. W najlepszym przypadku dowiadywałam się, iż jestem ubeckim pomiotem, ale równie często, iż starą…

Dla nich Nawrocki to „swój chłop”, a nie jakiś tam elegancik z morskiej pianki. W świadomości ogromnej części społeczeństwa to brutalność, a czasem wręcz chamstwo są wyznacznikiem prawdziwej siły i władzy. To ludzie tęskniący za silnym przywódcą, idolem, który im powie, jak mają żyć i w co wierzyć, bo sami nie mają ochoty ani nie umieją wyznaczyć sobie priorytetów. No, może poza tymi, które dotyczą dosłownie ich podwórka i portfela, najczęściej sprowadzających się do tego, co państwo może im dać. Najchętniej w brzęczącym pieniądzu.

Że kibole się zbuntowali przeciwko Nawrockiemu? Tak, ale tylko w tym zakresie, który ich dotyczy, tj. nowelizacji kpk. Inne zawetowane ustawy, z SAFE na czele, kompletnie ich nie interesują, choć uważają się za prawdziwych Polaków. Za patriotów. Oraz za prawdziwych katolików. Więc w imię nauk Jezusa: „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” – wyrywa się na Jasnej Górze ryk z ich piersi. A Nawrocki im sekunduje. No, swój chłop…

Może rzeczywiście jakaś garstka wyborców Nawrockiego zaczyna niemrawo przecierać oczy. Ale raczej, tak jak Pan napisał, trzeźwieją ci, którzy do wyborów w ogóle nie poszli. Niemniej i jedni, i drudzy ograniczają się do marudzenia, a na ulice przez cały czas wychodzi tylko garstka tych, którzy spędzili na nich osiem lat w protestach przeciw ekipie Kaczyńskiego i w zasadzie tylko w Warszawie. Podobnie jest zresztą w USA. Przeciwko szaleństwom Trumpa protestują wykształcone społeczności wielkich miast. A prowincja śpi, choć może choćby coś tam zaczyna do niej docierać. Przysłowia są mądrością narodu. Szkoda, iż tylko je przytaczamy. Wniosków nie wyciągamy. Mądry Polak po szkodzie… ANNA DUTKIEWICZ

Kim pan jest, panie Nawrocki?

Nasuwa mi się takie pytanie: Czy jest pan Polakiem, czy jest pan patriotą? Wysłuchałem pańskiego buńczucznego orędzia w rocznicę wejścia Polski do NATO. Zawetował pan ustawę nie z troski o bezpieczeństwo (również finansowe) kraju, ale jako gest poddańczy wobec osobnika, który wyniósł pana na to stanowisko. Bezpośrednio po orędziu bardzo dobrze ocenił je rzecznik rządu pan Szłapka, mówiąc, iż to jest zdrada stanu, i bardzo obszernie uzasadniając swoje stanowisko.

Zabrał też głos profesor Balcerowicz, który określił pańskie wystąpienie jako haniebne. Swoją opinię wytłumaczył w jasny sposób, podając bardzo dużo przykładów – jak to określił – bezczelnych kłamstw. Nie liczy się pan z generalicją, która brała czynny udział w opracowaniu planu SAFE, nie liczy się pan z Ministerstwem Obrony Narodowej. Tak samo nie liczy się pan z przedsiębiorczością branży zbrojeniowej. Ze smutkiem przyjmuję fakty świadczące o tym, o co naprawdę panu chodziło, a mianowicie: „Musimy dowalić Tuskowi”. Dla mnie to jest po prostu głupie i nieodpowiedzialne! Chcąc „dowalić Tuskowi”, kładzie pan na szalę bezpieczeństwo kraju. W imię czego? Jakichś urojeń zgorzkniałego starszego człowieka, którego urojenia przejął i pan, i pańscy doradcy?

Proponuję zatrudnić w roli doradców kobiety – są mniej agresywne, a ponadto używają do myślenia rozumu. o ile nie bierze pan pod uwagę starań wymienionych wyżej ludzi, to może moja, prostego człowieka, opinia da panu do myślenia? Na Bliskim Wschodzie dzieje się to, co wszyscy widzimy. W przeszłości było już kilka podobnych amerykańskich interwencji. Korzystają na tym mocarstwa, które bacznie obserwują poczynania Trumpa i we właściwym momencie włączą się do gry, aby zaspokoić własne ambicje. Putin już w przedszkolach wsadza dzieci w tekturowe czołgi i wyjaśnia, jak postępować, by zostać bohaterem wielkiej Rosji. Pańskie działania opóźniają decyzje w kluczowych dla kraju sprawach, a bardzo częste weta prowadzą do tego, iż ci mali putinowcy wydorośleją (choć może nie będzie trzeba aż tak długo pana znosić…), przyjadą na prawdziwych czołgach i… skopią nam tyłki. Tylko iż to już nie będzie „wina Tuska”.

Niech pan, panie Nawrocki, nie będzie bezkrytycznym i bezwolnym sługą zgorzkniałego osobnika, który nie musi obawiać się o los swoich najbliższych. Nie ma pan prawa wciągać Polaków w krąg nienawiści, jaką pała Jarosław Kaczyński do Donalda Tuska. Niech to będzie prywatna sprawa pańskiego pryncypała. Ostatnio w telewizji usłyszałem wypowiedzi kilku znanych ludzi, którym dzisiejsza sytuacja przypomina lata trzydzieste XX wieku. Wtedy, w 17-dniowym odstępie czasu, zaraza przyszła z Zachodu i ze Wschodu. Z historią jest pan obeznany, więc proszę pójść po rozum do głowy, czego życzę panu ja i wszyscy patrioci kochający Polskę. CZYTELNIK JAN

Weto, panie prezydencie!

Zastanawiam się, jak czują się wyborcy, którzy oddali głos na kandydata PiS, czyli pana Karola Nawrockiego? Ja rozumiem, iż w kampanii wyborczej ten kandydat obiecywał naszym rodakom wszystko, czego sobie tylko życzyli. Często obiecywał rzeczy, które nie leżą w kompetencji prezydenta, i wskazywali to kontrkandydaci z innych ugrupowań, ale stał się fakt i prezydentem został pan Nawrocki. gwałtownie pokazał, czym naprawdę jest, czyli marionetką staruszka z Nowogrodzkiej, który dla odzyskania władzy zgryzłby kamienie.

To jeszcze nic, ma wspaniałych przyjaciół, np. prezydenta Stanów Zjednoczonych, który wywołuje konflikty zbrojne, w tempie, w jakim inni mają biegunkę. Żąda, aby taki czy inny kraj oddał mu jakiś kawałek terytorium, a najlepiej całe państwo, czego przykładem jest Kanada i Meksyk. Inny jego przyjaciel, pan Orbán, kumpel pana Putina, też należał do grupy tyranów, którzy dla władzy gotowi byliby poświęcić wszystko. I taki człowiek reprezentuje nasz kraj…

Z całą pewnością nie pełni on roli prezydenta w naszym kraju, jest raczej takim zaporowym; wetuje wszystko, co tylko się da. W żadnej uchwale Sejmu i Senatu nie widzi korzyści dla kraju, potrafi odmówić choćby zatwierdzenia stopni oficerskich dla elewów szkół wojskowych, nie mówiąc o ambasadorach czy o jakichś tam sędziach. Nie chce i już. Nie jestem prawnikiem i nie wiem, jakie możliwości ma Sejm, ale ktoś musi przeciąć ten koszmar! Myślę, iż skoro społeczeństwo wybrało tego człowieka, to i może odwołać. A może jakieś referendum w tej sprawie? Ciekawe, czy kumple z PiS-u broniliby pana Nawrockiego z pełnym przekonaniem? WŁADYSŁAW GÓRNY

Czytać ze zrozumieniem

W preambule Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej uchwalonej przez Sejm RP w 1997 r. jest zapis: „W poczuciu odpowiedzialności przed Bogiem lub własnym sumieniem, ustanawiamy Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej jako prawa podstawowe dla państwa oparte na poszanowaniu wolności i sprawiedliwości, współdziałaniu władz (podkreślam – współdziałaniu), dialogu społecznym oraz na zasadzie pomocniczości umacniającej uprawnienia obywateli i ich wspólnot”. Aleksander Kwaśniewski, jeden ze współtwórców tego podstawowego dokumentu prawnego w Polsce, życzył Rodakom, „aby Konstytucja stała się spoiwem łączącym nas wszystkich w trosce o naprawdę jedyne dobro, jakim jest dobro Rzeczypospolitej”. Niestety, wielu polityków nie bierze tego pod uwagę, ważniejsze – jak wielokrotnie się okazywało – były interesy partyjne; Polska się nie liczyła.

W rozdziale I (Rzeczypospolita) art. 4 jednoznacznie określa się, iż to „naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio”, a art. 7, iż „organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”. Z tego jednoznacznie wynika, iż zarówno parlament (Sejm i Senat), prezydent, który jest najważniejszym urzędnikiem państwa, i rząd, który zarządza państwem, to organy władzy, które winny współpracować ze sobą dla dobra wspólnego. W rozdziale V art. 126 jednoznacznie określa, iż „prezydent wykonuje swoje zadania w zakresie i na zasadach określonych w Konstytucji i ustawach”. To bardzo istotny zapis, który uniemożliwia prezydentowi działania niezgodne z Konstytucją, co, niestety, zdarzało się i zdarza również w tej kadencji, np. brak realizacji art. 134 (nadawanie na wniosek ministra obrony narodowej stosownych stopni wojskowych) i „współdziałania w zakresie polityki zagranicznej z Prezesem Rady Ministrów i adekwatnym ministrem, co określa art. 133. p3. (nieuzgodnione wyjazdy pana prezydenta do USA i na Węgry).

Zgodnie z zapisem art. 144 ust. 3 pkt 17 powoływanie sędziów, na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa, jest prerogatywą prezydenta, ale w przypadku sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych przez Sejm prezydent jest zobowiązany do odebrania ich ślubowania, bo art. 194 jednoznacznie stwierdza, iż „Trybunał Konstytucyjny składa się z 15 sędziów wybranych indywidualnie przez Sejm na 9 lat spośród osób wyróżniających się wiedzą prawniczą (…)”.

A więc Konstytucja nie daje prezydentowi żadnego prawa do dzielenia i przyjęcia ślubowania tylko od części wybranych przez Sejm RP sędziów według „ich życiorysu”, jak to stwierdził Zbigniew Bogucki, szef Kancelarii Prezydenta. Według nie tylko Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, bo potwierdziło to również kilku znanych konstytucjonalistów, byłych sędziów TK, a potwierdził również współtwórca Konstytucji Ryszard Kalisz, „zwłoka prezydenta w odebraniu tego ślubowania stanowi delikt konstytucyjny”. Taka zwłoka, zgodnie z wyrokiem TK (K 34/15), mogłaby być uzasadniona tylko w nadzwyczajnych przypadkach, a takowych nie było. Wniosek jest jednoznaczny – to tylko Sejm RP decyduje o wyborze sędziów do TK, a nie prezydent, który zobowiązany jest przyjąć to ślubowanie. Pan prezydent Karol Nawrocki jest tylko pierwszym urzędnikiem RP wynajętym przez naród i „wykonuje swoje zadania w zakresie i na zasadach określonych w Konstytucji” i dlatego nie może zachowywać się jak „Król Słońce”, który podobno mógł wszystko.

Warto przypomnieć art. 145, ust. 1, z którego wynika, iż „Prezydent Rzeczypospolitej za naruszenie Konstytucji, ustawy lub za popełnienie przestępstwa może być pociągnięty do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu”. Jak widać, Konstytucja RP licząca tylko 243 artykuły na 48 stronach wymaga czytania ze zrozumieniem, co pewnie prezydentowi, historykowi z rodowodem bokserskim, sprawia jednak duże trudności. W jego Kancelarii jest podobno wielu fachowców, w tym kumple z czasów „ustawek”, ale przecież jest tam też „wybitny prawnik” Zbigniew Bogucki, który chyba potrafi czytać zapisy Konstytucji ze zrozumieniem. ANDRZEJ WAWRZEŃCZAK

Przed nami horror?

Niestety – wiele na to wskazuje. Przyszły rok, 2027, możemy długo zapamiętać; wystarczy, iż w wyborach do parlamentu zwycięży partia o jakże pięknej nazwie – Prawo i Sprawiedliwość. Trzeba mieć na uwadze, iż partia ta ma jednak tyle wspólnego z prawem i sprawiedliwością co piszący te słowa senior (90+) z młodością. Takie są fakty i powinno się o nich pamiętać. Tu warto przypomnieć, iż wiele lat temu znany polityk Janusz Korwin-Mikke stwierdził, iż PiS to tylko populizm i socjalizm. I ta nazwa bardziej pasuje mi do partii Kaczyńskiego. Nie można dziś być pewnym, iż PiS wygra wybory w 2027 r. Myślę, iż to mało prawdopodobne.

Pewne jest natomiast, iż szykuje się nam brutalna kampania, w której wszystkie chwyty będą dozwolone. Ironią losu jest, iż wódz PiS-u Kaczyński miał poważne kłopoty z egzaminem dojrzałości, czyli po prostu z maturą. „Otóż zdarzyło mi się nie zdać z 10. do 11. klasy i mimo to wylądowałem w ostatniej klasie, a następnie po odkręceniu tego znalazłem się w liceum na Woli” – pisał w swojej książce wspomnieniowej „Polska naszych marzeń”. I prawdopodobnie zdał ją w końcu dzięki interwencji urzędnika z zewnątrz, ale nie w szkole, do której uczęszczał. Raczej rzadki przypadek, nietypowy. Obawiam się, iż tytułowy horror będzie miał jednak miejsce i iż na długo go zapamiętamy. PiS dołoży wszelkich starań, żeby wygrać wybory – i o takich pojęciach jak np. prawda, kultura, uprzejmość, fair play trzeba będzie jak najszybciej zapomnieć. Do kampanii na pewno włączą się prezydent Nawrocki i jego ekipa.

Co ci ludzie sobą reprezentują – nie jest dla nikogo tajemnicą. Szkoda, wielka szkoda. Może jednak mój pesymizm okaże się nieuzasadniony? Obym się mylił. Mamy wiosnę, może wielu naszych polityków zmieni swoje nastawienie, przecież zdecydowana większość Polaków kocha swój kraj! I tym optymistycznym akcentem kończę list do ANGORY – z serdecznymi pozdrowieniami dla Czytelników i Redakcji. KRZYSZTOF WAŚNIEWSKI

Czy mogło być inaczej?

Nawiązuję do przegranego ze Szwecją meczu, którego wynik został wypaczony przez sędziego. Nie wiem, na ile procent Polska mogłaby nie przegrać, gdyby to sędziowanie było sprawiedliwsze. Bo z drugiej strony nasza obrona zagrała katastrofalnie. Na pewno w pozostałych formacjach – chociaż nie było źle, to jednak też sporo zabrakło. Nazbyt sporo. Stąd taki, a nie inny wynik. Tym bardziej szkoda, iż nasi rywale grali bez siedmiu podstawowych zawodników. Poza końcówką, gdy niejako „wyłączył się nam prąd”, mieliśmy więcej z gry. A może to była taktyka Szwecji, by oddać nam inicjatywę i czyhać na nasze błędy? jeżeli tak, to ten plan powiódł się im znakomicie.

Prócz tego przeciwnicy imponowali chociażby organizacją gry w obronie czy też egzekwowaniem rzutów wolnych. Tego właśnie zabrakło Polakom. Na pewno momentami zagraliśmy z polotem, co mogło cieszyć oko, ale z taką grą, gdybyśmy trafili na przykład na Japonię, to mogłoby to już nie wystarczyć. Za mało jest ambicji i przede wszystkim umiejętności. Oczywiście, bardzo chciałbym się mylić. Na szczęście nic nie jest przesądzone. Jakiś tam potencjał istnieje. A iż nie nazbyt wielki, to mamy właśnie swój narodowy dramat. Tym razem jego współautorem okazał się sędzia. Tak to już bywa, gdy patologia staje się normą. ANDRZEJ ŁAPCZYŃSKI

Pieskie życie

Od dziecka miałem psy. Pierwszą suczkę, którą kochałem miłością najprawdziwszą, bo szczenięcą, straciłem dzień przed opuszczeniem dużego domu z ogrodem w Szczecinie i przeprowadzką do małego mieszkania w gomułkowskich blokach w Łodzi. Mama powiedziała z płaczem, iż ktoś ją otruł, ale ja dobrze wiedziałem, kto to zrobił i dlaczego. Poczułem ból niewyobrażalny, wylałem morze łez, a ojcu nigdy tego nie wybaczyłem. Ta suczka była dla mnie wszystkim. Nie mieliśmy po wojnie ani pluszaków, ani zabawek, ani marzeń, a rodzice nie mieli siły i czasu w okazywanie uczuć w bardzo licznej rodzinie dzieci własnych i przysposobionych. Tym boleśniejsza była to strata. W dorosłym życiu zawsze miałem psy bez względu na lokum, żałując, iż żyją zbyt krótko w porównaniu z życiem człowieka.

Dziś mam duży dom i leśną działkę, po której biegają dwa kolejne. Pięcioletnią rudą sukę po przejściach wziąłem ze schroniska, gdy zobaczyłem w ANGORZE jej zdjęcie z prośbą o adopcję. Pojechałem z Warszawy do Nowosolnej pod Łodzią i zabrałem ją z bidula. Miłe panie z tego schroniska, gdy wysłałem im zdjęcia podopiecznej w moim domu, odwdzięczyły się za to wzruszającym podziękowaniem i puentą, iż ruda wygrała los na loterii życia. Ruda jest piękna i łagodna. Zakochał się w niej bezdomny coli border, na którego widok tańczyła jak szalona, a on stał za płotem i czekał, aż go wpuszczę. Są dziś nierozłączną parą, która może być wzorem dla ludzi. Wszędzie chodzą razem i wszystko razem robią.

Z prawej strony mojej działki mieszkają wyborcy PiS impregnowani na całe zło, jakie czyni od lat klan Kaczyńskiego. Mają równie dużą działkę i też dwa psy. Ja jestem człowiekiem wielkich miast – Szczecina, Łodzi, Warszawy, a wieś wybrałem na dożycie. Oni są ludźmi wsi z dziada pradziada, co widać, słychać i czuć, bo wciąż gotują na fajerkach, jak Pawlak z Kargulem, i dymią cały rok. Mają niezłą pracę, dwa samochody, ale nic to nie zmienia w sposobie ich życia, bycia i w losie psów. Moje psy mają do dyspozycji całą działkę, pełne michy i nigdy nie przejdę obok nich obojętnie. Gdy wracam, cieszą się tak, jak tylko psy to potrafią. Śmieją im się pyski, kręcą kółka. Psy sąsiadów pędzą żywot w kojcu 2×2, śpią w obskurnych budach, załatwiają się obok, brodzą w błocie po deszczu, a mimo to na widok „swoich” merdają ogonami, czekając na jeden gest, na jedno choćby spojrzenie w ich stronę.

Rzadko jest im to dane. Kiedyś było jeszcze gorzej, bo mieli psa na krótkim łańcuchu. Któregoś razu ich córka chciała się pobawić z moją wnuczką, ale usłyszała od niej, iż zgodzi się tylko wtedy, gdy uwolnią psa, więc poszła do domu „negocjować” w tej gardłowej sprawie. Nic to nie dało i niczego w losie psa nie zmieniło. Dopiero po wielu latach uznali, iż wszystko, co mogą mu dać, to 4 metry kwadratowe kojca na działce 2500 metrów! Gdy byłem dzieckiem, mój dziadek, robotnik z ziemi obiecanej, powiedział kiedyś przy rodzinnym stole, iż najgorsi są chłopi. Nie wiedziałem wtedy, o co mu chodzi, ale zrozumiałem po latach, gdy budowałem dom na tej właśnie podwarszawskiej wsi. Pomocnik murarza, młody chłoporobotnik z matecznika PiS, powiedział koledze w przerwie na szluga, iż zabić psa to dla niego żaden problem! Niedawno zaje…ał swojego łopatą! Stosunek do zwierząt jest papierkiem lakmusowym stosunku ludzi do ludzi i do natury, czego ten prosty chłopak nie wiedział i nie rozumiał, choć powinien. Co gorsza, nie rozumie tego również człowiek bądź co bądź wykształcony, głowa państwa, bo nie chce ulżyć doli psów. Niczego w tej ocenie nie zmienia fakt, iż w pałacu pojawiły się dwa. Oby miały lepiej niż w schronisku. LUCJAN CERES

Читать всю статью