Listy do redakcji Angory (09.08.2026)

angora24.pl 4 часы назад

Prestiż zawodu zmienił się w…

Dojenie kasy

To oczywiste, iż rząd ma pełne prawo i jest zobowiązany sprawdzić, kto i ile doił z publicznej ochrony zdrowia. Żadna grupa nie może zasłaniać się prestiżem zawodu, co na każdym kroku podkreśla butny prezes Naczelnej Izby Lekarskiej (NIL) dr Jankowski. jeżeli są patologie, to trzeba je eliminować bez litości. Poczynając od lekarzy kombinatorów, przez dyrektorów szpitali, rady nadzorcze, po NFZ, a także NIL (faktycznie związek zawodowy broniący interesów lekarzy).

Jak to w ogóle jest możliwe, iż szpitale dysponują tak ogromnymi kwotami na wypłaty wynagrodzeń, sięgającymi choćby 80 proc. budżetu? Przy takich proporcjach choćby wydobycie złota stałoby się nieopłacalne. W każdej NORMALNEJ instytucji ta pula jest ściśle określana w budżecie, ograniczona i kontrolowana.

Kiedy za sprawą dziennikarzy na światło dzienne wychodzą milionowe kontrakty i wielotysięczne faktury, kilkunastogodzinne godziny pracy skutkujące także błędami lekarskimi, prezes NIL obudził się i krzyczy… o nagonce, o hejcie, a nic o najzwyklejszych złodziejach w swoim gronie? Czy z racji pełnionych funkcji na przestrzeni 8 lat odniósł się równie ostro do budzących ogromne wątpliwości zakupów maseczek i respiratorów, nadmiarowych zgonów w pandemii, leczenia na OIOM-ie męża pani marszałek Witek, specjalnego traktowania prezesa PiS i szeregu innych kwiatków.

Przeraża mnie apel dobrotliwego dr. Jankowskiego do rządu: „Nie idźmy na konfrontację, bo nikt na niej nie zyska”. „Trzymajmy się” – jak to rozumieć? Czy to nie wezwanie do konfrontacji? Czy próby wprowadzenia limitów na wynagrodzenia, ewidencja czasu pracy, likwidacja procentu od procedury oraz rozdział pracy dla sektora publicznego i prywatnego, łączenie kontraktów z umowami o pracę bez kierowania się przede wszystkim dobrem pacjenta, to coś niewłaściwego w zarządzaniu środkami publicznymi i bezpieczeństwem zdrowotnym (i pacjenta, i lekarza)? Gdzie tu przepisy BHP tak restrykcyjnie traktujące inne instytucje. Co z tego, iż w małych szpitalach jest wysokiej klasy aparatura (rezonans czy tomograf), o ile często nie ma fachowca, który potrafi wyniki interpretować. Opisy, często, niestety, kilkuzdaniowe, wykonują lekarze z innych jednostek, po tygodniu, a czasem po dwóch. Wiem to z własnego doświadczenia.

Jeżeli lekarz chce prowadzić prywatną praktykę, to niech robi badania w swoim prywatnym szpitalu i na swoim sprzęcie, a nie na sprzęcie zakupionym z naszych, publicznych pieniędzy. Jak będzie miał klientów, to się utrzyma na rynku.

Tajemnicą poliszynela jest, iż jak masz pieniądze, to idziesz na jedną lub kilka wizyt prywatnych, a potem najczęściej przez SOR trafiasz na oddział tego samego lekarza. Inna historia to nieudane zabiegi w klinikach jednoi kilku dniowych za niemałe pieniądze. Jak się coś nie uda, dalszy ciąg leczenia, czasami tygodniami, odbywa się już na koszt państwowego szpitala. Czy ktokolwiek to monitoruje, co o tej sprawie wie i co robi NIL?

„Żaden rząd nie wygrał z lekarzami”. Te słowa w ustach lekarza, o cechach typowego aroganta, który przewodniczy największej organizacji lekarzy, budzą we mnie grozę. To zapowiedź meczu do ostatniej możliwej bramki? Kto wytrzyma? W 1980 r. na trzy miesiące wyjechałam do Anglii. Skończyłam studia, pracowałam już dwa lata w zakładzie produkcyjnym (za 1600 zł/mies.). Wówczas ci, którzy wyjeżdżali za granicę przed odpracowaniem tzw. nakazu pracy, byli zobowiązani do zwrotu kosztów poniesionych przez państwo na ich wykształcenie. Musiałam złożyć weksel in blanco (250 000 zł). Komuna tak robiła i świat się nie zawalił. Według opozycji winni bałaganu trwającego od ponad 30 lat są w tej chwili rządzący premier Tusk i prezydent Warszawy. Nic ująć, nic dodać – kowal ukradł, Cygana powiesili. 316, czyli ponad 2⁄3 posłów i posłanek sprawuje mandat co najmniej po raz drugi, połowa z tej liczby siedzi w ławach 15 – 20 lat. Gdzie byli przez te lata, dlaczego nie reformowali systemu, nie widzieli, co się dzieje? Idą wybory, pustych hasełek reformatorów będzie znowu dostatek.

Dr Jankowski stwierdził, iż w przypadku grupy neurochirurgów mamy do czynienia z wyłudzeniem pieniędzy. Przyznał, iż ta sytuacja pokazuje bezsilność systemu. Spółki kombinatorów działały od kilku lat, płaciły niemałe składki na funkcjonowanie NIL. Kiedy, w ramach wielkiej troski, zgłosił ten fakt do prokuratury? Do dzisiaj nie wypowiedział się, jak NIL rozliczy swoje czarne owce, aby zachować prestiż rzeszy uczciwych lekarzy.

NIL zarzuca rządowi, iż czeka na propozycje ustaw od 9 miesięcy i odniesie się do nich w stosownym momencie. A co sama NIL zaproponowała w tym samym czasie? Jakoś nie było nic słychać. Prezes otrzymywał na etacie NIL ponad 40 tys. miesięcznie, nic nie widział, nic nie wiedział, nic nie słyszał, to co robił? Teraz straszy protestami? Skalpele na sztandary? BONIA

Pora uderzyć pięścią w stół, Panie Premierze!

Przestępstwo czy może koń trojański?

Jestem wdzięczny, iż doceniacie opinie i poglądy „pospólstwa”, bo tych z tytułami naukowymi mamy multum i niekoniecznie są oni dokształceni. Za to są bardzo pyskaci! choćby tak bardzo, iż prowadzący program telewizyjny z ich udziałem często nie potrafi tego pyskowania powstrzymać.

Czy zwróciliście uwagę, jak po przegranej w wyborach w 2023 roku podejrzani o przestępstwa gospodarcze trzęśli portkami i siedzieli cicho? Ale rządzącym zabrakło determinacji, choćby na granicy prawa, by ich rozliczyć. Tak robili poprzednicy. I co się stało? Feniks odrodził się z popiołów, przestępcy stali się oskarżycielami. A naród uwierzył w kłamstwa tych, którzy, podpierając się „wiarą w Kościół”, stworzyli mit następców komuny.

Smutno mi jest, iż ten ciemny lud tak daje się manipulować. Przykro też słuchać wywodu p. Kierwińskiego, iż będzie „wypalał gorącym żelazem” niedoskonałości. Żelazo to ja biorę w tabletkach, bo mi go brakuje w organizmie, a w powszechnym użyciu jest stal. I kowal!

Jak można było dopuścić do, za przeproszeniem, zasrania tak rażących przestępstw? Bo to, co działo się w znanym już wszystkim szpitalu, nie jest jedynie niedopatrzeniem. To przestępstwo. Czy nikt tego nie widział? Jakieś zaćmienie? A może to wpuszczony koń trojański? Taki, jakim okazał się marszałek Hołownia. Nie wierzyli mi znajomi, gdy tak go nazywałem, a tymczasem on okazał się podwójnym koniem trojańskim. Dlaczego? Bo przed oficjalnym ogłoszeniem wyników (może sfałszowanych?) zaprzysiągł prezydenta na urząd. Zamach? Tak, to on dokonał zamachu na praworządność, co na to inni? Połknęli własne języki? Ponoć wieść niesie, iż taki bieg wypadków wymarzył sobie prezydent zza oceanu. Strach choćby myśleć… I cóż teraz mamy? Wielkie pieniądze na armię, brak pieniędzy dla nauczycieli, górników, stoczniowców itp. Mamy ogromne zadłużenie i ogromne zasoby złota w NBP. W związku z tym władze NBP przydzielają sobie premie i nagrody, bo… mogą. A kto im zabroni?

Panie Premierze, czy hasło „nikt z lekarzami nie wygra” to symbol demokracji, czy dyktat? A może zastosować wariant „w kamasze”? Zbliżamy się do wyborów, a oszołomy szaleją. Uważam, iż trzeba oczyścić tę stajnię Augiasza i postawić na jakość. Tak by choćby przegrana dawała pewność silnej, liczącej się opozycji. To lepsze niż układy z koalicjantami robiącymi niezdrową, wręcz wrogą robotę, byle tylko zdobyć punkty sondażowe.

Myślę, iż takich, jak ja jest wielu, tylko pogubili się z taką polityką „nieudaczników” – jak przekonuje opozycja. Wierzę w Pana, Panie Premierze, i proszę, by uderzył Pan pięścią w stół. Już czas! SYBIRAK EMERYT 80+

Rzeź wołyńska – miejsce i czas były nieprzypadkowe

Mam prawo!

Jako wiekowy już mieszkaniec Dolnego Śląska mam prawo napisać o Wołyniu z jednego powodu. Zmarła w 1980 r. moja 86-letnia babcia ze strony mamy była Ukrainką, a jej mąż Polakiem. I choć historykiem nie jestem, to nurtowało mnie od dawna pytanie – dlaczego do rzezi Polaków doszło akurat na Wołyniu, i to w 1943 r., a nie gdzieś w innym miejscu i w innych latach? Różnica tkwi w historii Ukrainy, innej niż historia Polski, oraz w przebiegu bitwy stalingradzkiej.

Ukraiński ruch niepodległościowy był popierany przez Niemców od pokoleń. Takie mocarstwa jak Niemcy i Austria walczyły z Rosją w czasie pierwszej wojny światowej. One popierały tych, którzy chcieli niepodległości, czyli m.in. Ukraińców, Litwinów czy Łotyszów, ale nie popierały Polaków i Poznaniacy wiedzą dlaczego. Bo nasi rodacy mieli pretensje nie tylko do Warszawy leżącej w Rosji, ale też do Wielkopolski i do Galicji w Austrii. Dla Kaisera wspieranie Polaków było politycznie niemożliwe.

W 1918 r., w marcu, w traktacie brzeskim, Niemcy uznali państwowość Ukrainy. To oburzyło nas, Polaków, bo Niemcy nie uznali państwowości Polski, ale wyłącznie marionetkowe Królestwo Kongresowe. I jak Niemcy wypędzili Rosjan z Kijowa, Ukraińcy widzieli w nich wyzwolicieli. Podczas II Rzeczpospolitej sanacja represjonowała OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów). OUN przyjęła ideologię ultraradykalną równolegle do polskiej ONR, a choćby w myśleniu Dmytra Doncowa, wątki rasistowskie.

Ale kiedy przyszedł 1939 r. i II RP upadła, Niemcy doszli do Przemyśla, ale jeszcze nie do Lwowa, to już wtedy OUN próbowała współpracować z Niemcami, tak jak ich ojcowie 25 lat temu. Na darmo, bo Hitler to nie Kaiser, i jak w lipcu 1941 r. Stepan Bandera na czele frakcji OUN-B we Lwowie zadeklarował niepodległość Ukrainy, to go Gestapo aresztowało i wywiozło do Sachsenhausen do końca wojny. Ale była jeszcze druga frakcja OUN-M Andrija Melnyka, który pomagał Niemcom utworzyć dywizję „Galizien” dla Waffen – SS. UPA (zbrojne ramię OUN-B) powstała dopiero jesienią 1941 r. Nie wytrzymując dominacji Hitlera, równocześnie nie mogła przyjąć powrotu Sowietów Stalina. Wtedy powstało hasło: „Ani Hitlera, ani Stalina”.

Inicjatorem masakry na Wołyniu był Dmytro Klaczikowski, pseudonim Kłym Sawur, którego Zełenski z nazwiska nie wymienił, ale chce wolą parlamentu umieścić w Ukraińskim Panteonie Narodowym i dla nas jest to nie do przyjęcia. Sawur pochodził z dawnych polskich Kresów Wschodnich i miał w głowie, iż Polska jest takim samym wrogiem jak Rosja. Wiosną 1943 r. powstało zagrożenie, iż po wojnie Polska będzie w rękach znienawidzonej komuny. Stalin przed wojną i na początku wojny nie myślał o państwie polskim. Zabił masę naszych komunistów i wyobrażał sobie świat bez Polski. Zakończona 2.02.1943 r. zwycięska bitwa stalingradzka spowodowała zmianę jego zdania o Polsce. O granicach po wojnie jeszcze nie myślano. Stalin bał się, iż aneksja Polski do ZSRR wystraszy zachodnich sojuszników, którzy dostarczali mu nie tylko broń, ale i np. tuszonki, więc po cichu dał sygnał Wandzie Wasilewskiej, iż ma się przygotować na Polskę Ludową.

Ta decyzja była zagrożeniem dla Ukraińców na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Dla nich znaczyła powrót „polskich panów” ubranych w mundury politruka, czyli gorzej niż przed wojną. Buta Niemców słabła, czołgi sowieckie zbliżały się, a po zagładzie Żydów rasistowskie poglądy wisiały w powietrzu, a w podziemiu modne były ideologia faszystowska, przemoc i morderstwo. Klaczikowski vel Sawur policzył sobie, iż ma mało czasu w pozbycie się znienawidzonych „osadników”, więc wydał rozkaz. Mordowali ci, którzy doznali bezpośrednio upokorzeń od naszych rodaków, ale i nie oszczędzali swoich, którzy nie chcieli się do nich przyłączyć, lub uprzedzali mieszane rodziny o nadchodzących rzeźnikach. Tak zginęła sąsiadka mojej babci.

Teraz, dzisiaj, trzeba wygrać wojnę z Rosją, ale rękoma Ukrainy. jeżeli jej przez cały czas nie będziemy pomagać – przegrają. I oby nigdy do przegranej nie doszło. J.K.

Zajście w Bielsku-Białej to tylko jeden z przykładów!

Podłość pospolita

Nie miałem w planie tego listu, ale wiadomość o zajściu w Bielsku-Białej nie dała mi wyboru. Następna będzie kobieta w zaawansowanej ciąży czy 90-latka? Mnóstwo kanalii próbuje ostatnio stać się „obrońcą” ojczyzny. Ojczyźnie zbiera się już od tych usiłowań na wymioty. Chyba nikt od roku 1945 nie uruchomił tak ogromnych pokładów pospolitej podłości, zalegającej dno narodu polskiego, jak prezes partii o nazwie tak sprzecznej ze swoim działaniem, jak białe z czarnym.

Odwrócić ten proces może chyba tylko to samo, co ks. Lemański widział w 2014 roku jako ratunek dla Kościoła.

Mam wrażenie, iż chorobliwe wykwity polskiej skrajnej prawicy notorycznie udowadniając, iż „chamów ci u nich dostatek”, chcą zgotować szczekliwej niemieckiej AfD drugi Grunwald, tym razem na płaszczyznach kołtuństwa i warcholstwa. Ta, nomen omen, rzesza wyrachowanych cyników, wariatów przypadkowych i pospolitych złodziei Polsce chwały, jak wiadomo, nie przynosi, a powagi znacząco ujmuje. Groteskowe i stabilnie na jarmarcznym poziomie utrzymane występy typu „z gaśnicą”, „na granicy”, „w Berlinie” czy „w IKS Solino” pokazują, jak bardzo brakuje pomiędzy Odrą i Bugiem instytucji publicznego pręgierza z prawdziwego zdarzenia. I nie chodzi tu o obcinanie uszu, ale o SKUTECZNE napiętnowanie powodzi negatywnej dewiacji społecznej, bo co do tego, iż mamy do czynienia z dewiacją, nie mam wątpliwości. Ci, którzy, odpierając zarzuty twierdzą permanentnie, iż coś im naruszono lub bredzą o politycznym podłożu ww., muszą być równie uparcie przywoływani do porządku, jak uparcie walczą z rzeczywistością. Swoją drogą zdumiewające jest, jak ślepo katarynkowemu zaprzeczaniu faktom dają wiarę ludzie, wydawałoby się, zdolni do normalnej percepcji. Coraz więcej żyje w Polsce singielek i singli, a pomimo to zwyczaj myślenia samodzielnego zanika, a presja grup i grupek stała się Yersinią pestis dnia dzisiejszego. Do słupa upragnionego hańby wracając, do dyspozycji mamy dziś np. telebimy, które można umieścić w dowolnym miejscu, by o każdym czasie móc przedstawiać fakty i ich prawne reperkusje. Tak bardzo dziś potrzebna reklama rzeczywistości nie wymaga chyba ustawy? Gdyby rząd zechciał wykorzystać część powierzchni reklamowych w ramach zwalczania dezinformacji, to do podświadomości choćby ślepych i głuchych na politykę coś by się w końcu przebiło i zaczęło powoli kiełkować, a o nich tu m.in. przecież chodzi w obliczu wyborów w przyszłym roku. KAS podała ostatnio sumę grubych „nieprawidłowości” z czasów rządów PiS w wysokości 120 000 000 000 zł i ciągle słyszę, iż nie sposób sobie wyobrazić tak dużej kwoty. Tylko po co? Wystarczy podać, iż za tę sumę każda osoba w Polsce mogłaby przez 10 lat kupować sobie codziennie dwie bułki w cenie 44 groszy sztuka. No i smacznego! Jednorazowo 120 000 000 000 zł daje 37 281 000 średniej klasy rowerów plus tyle samo par wrotek na wypadek chwilowej niemożności siedzenia.

Uff! Troszeczkę mi ulżyło. Pozdrawiam! TADEUSZ

Pod Trybunał Stanu

Nigdy więcej

Trochę to trwało, ale dopiero teraz utwierdziłem się w przekonaniu, iż tylko czytając ANGORĘ, mogę w końcu odetchnąć – okazało się, iż świat jeszcze na szczęście nie zwariował. I dlatego właśnie pozwolę sobie pogratulować Redaktorowi Antoniemu Szpakowi za „Telewizor pod gruszą” – tekst, który ukazał się w ANGORZE nr 29 i przywrócił mi wiarę. Wiarę w oczywistą oczywistość, iż Pan Karol Nawrocki został wybrany na Prezydenta Polski niezgodnie z Konstytucją – m.in. dlatego iż nie zostały policzone wszystkie głosy. Ponadto nie zareagowano prawidłowo na liczne uchybienia i nieprawidłowości w wielu komisjach wyborczych. Coś nieprawdopodobnego!

I dlatego zgadzam się w 100 proc., iż przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej Sylwester Marciniak i były marszałek Sejmu Szymon Hołownia powinni stanąć przed Trybunałem Stanu. O Panu Hołowni pisałem już zresztą w ANGORZE Nr 11 2026 („Polityk czy pajac?”). M.in. wspomniałem o zbyt szybkim zaprzysiężeniu Karola Nawrockiego na urząd Prezydenta RP. Nie ma co owijać w bawełnę – kompletna kompromitacja.

A o kimś takim jak pan Bogucki w ogóle pisać nie będę. Szkoda papieru. KRZYSZTOF WAŚNIEWSKI

Czym się różni przestępstwo powszechne rzezimieszka od analogicznego czynu parlamentarzysty?

Jaka piękna katastrofa

Powyższy cytat z filmu pt. „Grek Zorba” symbolizuje reakcję na zawalenie się konstrukcji budowanej spontanicznie i z euforią przez człowieka cieszącego się chwilą. Katastrofa skwitowana beztroskim wzruszeniem ramion. Taką filozofią kieruje się konstytucyjny urzędnik – K. Nawrocki, dokonujący wraz z antyrządową, prawicową koalicją rozpierduchy relacji polsko-ukraińskich, budowanych z mozołem przez rozumiejących geopolityczne położenie Polski, m.in. prezydentów: A. Kwaśniewskiego i L. Kaczyńskiego. Czy racja stanu RP po prowokacji prezydenta W. Zełenskiego musi być zależna od histerycznie i bezrefleksyjnie wykrzyczanej racji prezesa Instytutu Pamięci Narodowej? Czy widok jedynie czubka własnego nosa to wada, mogąca przesłonić wartość najwyższego odznaczenia państwowego RP – Order Orła Białego (…)? Czy wybiórcza polityka historyczna, obliczona na sondażowe punkty poparcia od prawicowej ekstremy i nazioli, jest warta – dla społeczeństwa polskiego – fundowanego nam przez kibola przesłania, niesionego filmem pt. „Przeminęło z wiatrem”, iż jutro będzie lepiej? A może Karol marzyciel, wzorem króla Francji Ludwika XIV („Państwo to ja”), zmierza do absolutyzmu i, stojąc na jednej (prawej) nodze, krzyczy: Polska – to ja, próbując narzucić swoją wolę całemu narodowi (…). Jes tem daleki od chęci wypowiedzenia przed wyborami prezydenckimi w 2030 r., Jaśkowej sentencji z „Wesela” S. Wyspiańskiego, iż zamiast propaństwowych dokonań: „Ostał ci się jeno sznur”.

„Jaka piękna katastrofa…”, chciałoby się powiedzieć o sunącej w przepaść lawinie systemu służby zdrowia, spowodowanej wstrząsem oświadczenia majątkowego pazernego lekarza – radnego. Piękna tej katastrofy upatruję w perspektywie zastopowania dojenia mojej kasy przez cwaniaków w białych kitlach, wykorzystujących chory system. System, budowany od lat przez ludzi, których kwalifikacje oddaje cytat z komedii pt. „Poszukiwany, poszukiwana”: „Mój mąż jest z zawodu dyrektorem”. Owi „dyrektorzy” pokroju Dyzmy to: parlamentarzyści, lekarze, grupy wpływów, urzędnicy i lobbyści. To oni, przestawiając klocki budynków na makiecie miasta (przygotowując i uchwalając ustawy), wygłaszali kwestię: „A jezioro damy tutaj… i niech ten blok stoi w zieleni”. Czekam na piękną katastrofę tumiwisizmu klasy politycznej, w zakresie kompleksowej wojny z alkoholem, wynikającego ze strachu przed utratą wyborców. Uległość polityków wobec lobby alkoholowego idzie w parze ze strachem przed elektoratem i wykazuje tępotę matematyczną, niepozwalającą dostrzec różnicy pomiędzy 186 miliardami złotych ponoszonych kosztów społeczno-ekonomicznych, wynikających ze spożywania alkoholu (2025 r.), a kilkunastoma miliardami przychodu do budżetu tytułem podatku akcyzowego od napojów alkoholowych.

Czekam na piękną katastrofę przywilejów posłów i senatorów, po której jak Grek Zorba mógłbym tylko wzruszyć ramionami. Bo czym się różni grabież nienależnej kasy z NFZ przez część lekarzy od grabieży kasy za bezfakturowe rozliczenie kilometrówek przez parlamentarzystów? Czym się różni przestępstwo powszechne rzezimieszka od analogicznego czynu parlamentarzysty? Otóż przymknięciem oczu przez schizofreników politycznych z Wiejskiej na art. 32 Konstytucji RP, w którym zapisano, że: „…wszyscy są równi wobec prawa i mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne”. JANUSZ

Читать всю статью