"Ład światowy upadł. Teraz nadchodzi niebezpieczna faza. Czterdzieści lat po Deklaracji z Delhi świat ponownie poszukuje nowego ładu – tym razem jednak bez wspólnych reguł czy użytecznego wzorca."

grazynarebeca5.blogspot.com 1 час назад


Autor: Fiodor Łukjanow – redaktor naczelny „Russia in Global Affairs”, przewodniczący Prezydium Rady ds. Polityki Zagranicznej i Obronnej oraz dyrektor naukowy Międzynarodowego Klubu Dyskusyjnego „Wałdaj”.


Russia in Global Affairs

RGA na Telegramie

„Należy zbudować nowy ład światowy, aby zapewnić sprawiedliwość gospodarczą oraz równe bezpieczeństwo polityczne wszystkim narodom. Zakończenie wyścigu zbrojeń stanowi niezbędny warunek wstępny dla ustanowienia takiego ładu”.


W tym roku przypada 40. rocznica wypowiedzenia tych słów, pochodzących z radziecko-indyjskiej Deklaracji Delhijskiej, podpisanej w 1986 roku podczas wizyty Michaiła Gorbaczowa w Indiach i jego rozmów z premierem Rajivem Gandhim. Był to jeden z pierwszych ważnych dokumentów schyłkowego okresu zimnej wojny, w którym otwarcie mówiono o potrzebie „nowego ładu światowego”.


W tamtym czasie radzieckie przywództwo wierzyło, iż ład ten wyłoni się dzięki temu, co nazywano „nowym myśleniem politycznym”. Idea zakładała, iż ​​dawni adwersarze porzucą konfrontację i połączą najlepsze elementy swoich systemów, tworząc bardziej stabilne i sprawiedliwe ramy międzynarodowe. Była to wizja ambitna: wspólny wysiłek na rzecz odbudowy polityki globalnej na gruzach rywalizacji ideologicznej. Jednak historia miała inne plany.


Związek Radziecki niedługo wpadł w wir wewnętrznych kryzysów, by ostatecznie zniknąć ze sceny światowej. Zwrot „nowy ład światowy” przetrwał, ale został gwałtownie zaadaptowany przez administrację prezydenta George’a H.W. Busha. W interpretacji Waszyngtonu pojęcie to przestało oznaczać wspólną architekturę międzynarodową. Zaczęło oznaczać ład liberalny, zdominowany politycznie i militarnie przez Stany Zjednoczone oraz ich sojuszników.


W rzeczywistości nie był to wcale ład całkowicie nowy. Stanowił on przedłużenie systemu ukształtowanego po 1945 roku – tyle iż pozbawionego teraz przeciwwagi, jaką był Związek Radziecki.


Przez pewien czas wielu wierzyło, iż taki układ stanowi naturalny kres historii. Jednak wbrew tym oczekiwaniom – gdy tylko zniknęła konfrontacja zimnowojenna – stabilność globalna wcale się nie pogłębiła. Zamiast tego napięcia stopniowo narastały, a z początkiem drugiej dekady XXI wieku fundamenty systemu zaczęły już pękać.


Od tamtej pory tempo dezintegracji gwałtownie przyspieszyło.


W miarę jak ludzkość zagłębia się w drugą ćwierć XXI wieku, coraz trudniej zaprzeczyć, iż dotychczasowy ład światowy faktycznie przestał istnieć. Wszelkie wątpliwości, jakie mogły się jeszcze tlić, rozwiały się w pierwszych miesiącach 2026 roku.


Nie chodzi tu jedynie o to, iż najpotężniejsze państwa w coraz większym stopniu ignorują prawa i konwencje, które niegdyś wydawały się trwale ugruntowane; znacznie istotniejszy jest styl, w jakim w tej chwili uprawiana jest polityka. Decyzje podejmowane są impulsywnie i często jawnie ze sobą sprzeczne, jako iż rządy najpierw działają, a dopiero później improwizują. Oświadczenia składane dzisiaj mogą wprost przeczyć tym wczorajszym, a jednak zdaje się to już nie mieć żadnego znaczenia.


Tego rodzaju atmosfery nie należy jednak mylić ze zbiorową irracjonalnością. Przeciwnie – wielu aktorów politycznych zdaje się być przekonanych, iż dawne ograniczenia przestały obowiązywać, a obecna chwila stanowi historyczną szansę. Kieruje nimi prosty instynkt: należy zdobyć jak najwięcej korzyści, zanim układ sił ponownie się skrystalizuje.


Redystrybucja świata już się rozpoczęła. Wpływy polityczne, korytarze transportowe, zasoby, przepływy finansowe, ekosystemy technologiczne, a choćby sfery kulturowe i religijne – wszystko to staje się jednocześnie przedmiotem rywalizacji. Każde z mocarstw definiuje w tej chwili swoje ambicje i testuje metody, dzięki których mogłoby je zrealizować.


Oczywiście błędy będą kosztowne, ale to – przynajmniej – nie stanowi w polityce międzynarodowej żadnej nowości.


Prawdziwa niepewność tkwi jednak gdzie indziej, gdyż miniona epoka pozostawiła po sobie przeświadczenie, iż po okresach chaosu nieuchronnie następuje wyłonienie się nowej równowagi. Po bezładzie przychodzi struktura, a po konfrontacji – nowe ramy. Tym razem jednak nie ma na to żadnej gwarancji.


Dzisiejszy system międzynarodowy nie przypomina pustego placu budowy, oczekującego na nowy projekt. Po wielkich wojnach światowych stare struktury często ulegają masowemu zniszczeniu, tworząc przestrzeń dla wyłonienia się czegoś nowego – a tak nie jest w obecnej sytuacji.


Zamiast tego świat pozostaje przepełniony instytucjami i nawykami odziedziczonymi po minionych epokach. Wiele z nich uległo dyskredytacji lub przestało być funkcjonalnych, ale wciąż istnieją. I choćby te państwa, które najbardziej agresywnie atakują te instytucje, przez cały czas z nich korzystają, ilekroć jest to dla nich wygodne.


Przykładem pozostaje tu system Narodów Zjednoczonych. Jego autorytet uległ osłabieniu, a mimo to rządy wciąż odwołują się do niego w sposób wybiórczy – zawsze wtedy, gdy służy to ich interesom. Podobnie też struktury ukształtowane w epoce liberalnej globalizacji okazały się znacznie bardziej odporne, niż wielu się spodziewało.

Mimo wojen handlowych, sankcji, fragmentacji geopolitycznej oraz coraz bardziej otwartej rywalizacji między mocarstwami, globalna sieć gospodarcza wciąż opiera się całkowitemu rozpadowi. Łańcuchy dostaw uginają się, ale nie zrywają całkowicie. Rynki pozostają ze sobą powiązane. choćby państwa uwikłane w ostrą konfrontację polityczną przez cały czas prowadzą ze sobą handel – choćby pośrednio.


Ta odporność zdaje się frustrować niektóre z tych samych mocarstw, które usiłują przekształcić ten system.


Stworzenie prawdziwie nowych ram międzynarodowych będzie zatem procesem wyjątkowo bolesnym. Dostępny materiał budulcowy składa się z fragmentów pochodzących z różnych epok historycznych, systemów ideologicznych i modeli instytucjonalnych. W jakiś sposób te niekompatybilne elementy muszą zostać zestawione tak, by powstała z nich funkcjonalna całość.


Niektóre państwa podchodzą do tego zadania z rozwagą, dobierając elementy, które mogłyby ułożyć się w stosunkowo spójną strukturę. Inne postępują znacznie bardziej brutalnie, próbując wbić niepasujące do siebie fragmenty na siłę – dzięki presji lub zastraszania. Niebezpieczeństwo jest oczywiste: nadmierne użycie siły może wcale nie przynieść stabilności, ale jedynie pogłębić fragmentację.


Być może jednak cechą definiującą obecną chwilę jest fakt, iż nikt nie dysponuje rzeczywistym planem tego, co nastąpi dalej. W poprzednich okresach przejściowych – jakkolwiek wadliwe bywały ówczesne wizje – przywódcy przynajmniej wierzyli, iż rozumieją, dokąd zmierzają.


Dziś jednak brakuje takiej jasności; najnowsza walka o zbudowanie nowego ładu światowego toczy się bez uniwersalnych zasad, a choćby bez powszechnie akceptowanej wizji tego, jak miałby wyglądać sukces. Stare reguły odchodzą w niepamięć, ale w ich miejsce nie pojawiły się żadne uzgodnione zamienniki.


Na chwilę obecną przesłanie, z którym musi zmierzyć się każde z mocarstw, jest brutalnie proste: działaj na własną rękę, a następnie spróbuj żyć z tego konsekwencjami.


Przetlumaczon przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/639580-world-order-has-collapsed/

Читать всю статью