Ks. Rafał Cieszyński, 53-letni proboszcz parafii Miłosierdzia Bożego w Lęborku, zmarł 17 sierpnia po utonięciu w Darłówku. Służby ratownicze wskazują, iż do tragedii doszło po godzinach pracy ratowników, a doniesienia o czerwonej fladze wymagają ostrożnego wyjaśnienia, bez ferowania wyroków.
Śmierć kapłana i modlitwa parafii
Kuria Diecezjalna Pelplińska poinformowała, iż 17 sierpnia 2026 roku zmarł ks. Rafał Cieszyński, proboszcz parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Lęborku. Miał 53 lata. Uroczystości pogrzebowe zaplanowano w Lęborku i Szymbarku.
To wiadomość, którą trzeba pisać spokojnie. Bez krzyku, bez domysłów, bez moralizowania nad tragedią. Kapłan odszedł nagle, a jego parafia została z żałobą i modlitwą.
Darłówko, prąd wsteczny i akcja ratunkowa
Według relacji mediów powołujących się na Morską Służbę Poszukiwania i Ratownictwa, do zdarzenia doszło w poniedziałek wieczorem przy plaży w Darłówku. Prąd morski porwał 53-letniego mężczyznę i 46-letnią kobietę. Kobietę udało się uratować.
Ratownicy mieli dotrzeć na miejsce kilka minut po zgłoszeniu. Pomoc mężczyźnie była utrudniona przez warunki na morzu. Po wyciągnięciu z wody prowadzono resuscytację, ale życia ks. Cieszyńskiego nie udało się uratować.
DN informował wcześniej o pierwszych ustaleniach w sprawie, gdy pojawiła się wiadomość o śmierci 53-latka po akcji ratunkowej na plaży. Teraz najważniejsze jest oddzielenie faktów od internetowych oskarżeń.
Służba morska tonuje spekulacje
W sieci pojawiły się komentarze dotyczące czerwonej flagi i zakazu kąpieli. Wirtualna Polska podała, iż rzecznik Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa prostował zbyt proste interpretacje: do tragedii doszło po godzinach pracy ratowników, więc flaga mogła zostać zdjęta. Inne media podawały, iż według części ustaleń flaga zakazująca kąpieli była widoczna.
Tu potrzeba powagi. Różne informacje o oznaczeniach na plaży nie powinny zamieniać śmierci człowieka w publiczny sąd. Od wyjaśnienia okoliczności są służby, nie internetowy tłum.
Lekcja bezpieczeństwa, nie sensacja
Bałtyk bywa groźny także wtedy, gdy z brzegu wygląda niewinnie. Prąd wsteczny potrafi wynieść człowieka w głąb morza i odebrać siły choćby osobie, która umie pływać. Służby ratunkowe apelują, by nie wchodzić do wody przy złych warunkach i po zakończeniu pracy ratowników.
Dla nas zostaje modlitwa za zmarłego kapłana, pamięć o jego posłudze i trzeźwa lekcja dla rodzin wypoczywających nad morzem. Życie ludzkie jest zbyt cenne, by lekceważyć ostrzeżenia, ale też zbyt godne, by po tragedii szukać taniej sensacji.
Źródło: Diecezja Pelplińska, WP Wiadomości, Interia, Onet/KAI.
Źródło: WP Wiadomości










