Kraków: ostrzegał przed rajdami od 2021 r. Po tragedii pytanie o państwo

dzienniknarodowy.pl 1 час назад
Zdjęcie: Kraków: ostrzegał przed rajdami od 2021 r. Po tragedii pytanie o państwo


22 sierpnia 2026 r. na krakowskim Podgórzu kierowca Volkswagena wjechał w rodzinę przy ul. Solnej i Nadwiślańskiej. Zginęli 32-letni rodzice, a ich 8-miesięczne dziecko ciężko ranne trafiło do szpitala. Konrad Kordas pokazuje pisma od 2021 r. o rajdach i prędkości. jeżeli te sygnały ginęły w procedurach, zawiodła podstawowa funkcja państwa.

Śmierć na chodniku

Do tragedii doszło w sobotę 22 sierpnia przed godz. 18 w rejonie ulic Solnej i Nadwiślańskiej w Krakowie. Według śledczych kierowca Volkswagena stracił panowanie nad samochodem i wjechał na chodnik, którym szła rodzina z wózkiem. Oboje rodzice, 32-letnia kobieta i 32-letni mężczyzna, zmarli w szpitalu. Ich małe dziecko przeżyło, ale trafiło do szpitala w ciężkim stanie.

W poniedziałek 24 sierpnia 26-letni Hubert B. usłyszał zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Jak relacjonował Onet, sąd zdecydował o trzymiesięcznym tymczasowym areszcie. Podejrzany nie przyznał się do winy. W tej sprawie trzeba więc trzymać się faktów, dokumentów i ustaleń procesowych, a nie publicznego odwetu.

Dziennik Narodowy pisał już o nadmiernej prędkości i śmierci rodziców na chodniku. Dzisiejszy wątek jest inny. Dotyczy tego, czy miasto i służby potrafią usłyszeć mieszkańca zanim dojdzie do tragedii, a nie dopiero wtedy, gdy na ulicy stoją znicze.

Ostrzeżenia z Podgórza

Konrad Kordas, były mieszkaniec tej części Podgórza, twierdzi, iż od około 2021 r. alarmował policję i miejskie instytucje o niebezpiecznej jeździe, nocnych rajdach, hałasie i lekceważeniu przepisów. Jak opisał portal Lubię Kraków, Kordas publikował pisma oraz odpowiedzi służb. W dokumencie z 11 kwietnia 2023 r. miał ostrzegać przed możliwością tragicznego wypadku na ulicy Nadwiślańskiej.

Z materiałów przywoływanych przez lokalny portal wynika, iż policja wiedziała o zgłoszeniach dotyczących m.in. przekraczania prędkości, rajdów samochodowych i niestosowania się do znaków drogowych w rejonie Piwnej, Nadwiślańskiej, placu Bohaterów Getta i Kalwaryjskiej. Komenda Miejska Policji miała wskazywać, iż kierowano tam patrole, tworzono Plan Działania Priorytetowego i rozważano zmiany infrastrukturalne, w tym progi zwalniające.

To są fakty ważne i zarazem trudne. Pokazują, iż problem nie był całkowicie niewidoczny. Pokazują też, iż sama świadomość problemu nie wystarcza. Państwo, samorząd i policja istnieją po to, aby zagrożenie przekuć w skuteczne działanie. Dla zwykłych rodzin nie ma znaczenia, czy pismo przeszło przez adekwatny wydział, jeżeli chodnik przez cały czas nie daje poczucia bezpieczeństwa.

Procedura nie może zastąpić odpowiedzialności

Trzeba zachować ostrożność: nie da się prostym zdaniem udowodnić, iż konkretne zgłoszenie sprzed lat bezpośrednio zapobiegłoby temu konkretnemu wypadkowi. Takiej pewności nikt uczciwy mieć nie może. Można jednak postawić pytanie o system. o ile mieszkańcy latami opisują ten sam typ zagrożenia, a po latach dochodzi w tym rejonie do śmierci młodych rodziców, odpowiedź urzędowa nie może brzmieć: sprawa była w toku.

Według relacji Zero.pl prokuratura wskazała, iż podejrzany miał nie zastosować się do ograniczenia prędkości do 30 km/h. Portal podał też, iż biegły wstępnie ustalił prędkość auta na około 70 km/h. To ustalenia postępowania, które będzie jeszcze badane, ale sam rozjazd między znakiem a realną prędkością pokazuje sedno problemu: znak bez egzekucji bywa tylko dekoracją.

W państwie poważnym bezpieczeństwo ruchu drogowego nie jest modnym dodatkiem do strategii miejskiej. To element ochrony życia. Rodzina idąca chodnikiem nie powinna przegrywać z kulturą drogowej bezkarności, z bezradnością instytucji ani z przekonaniem, iż dopiero śmierć zmusza do działania. Tu chodzi o wolność zwykłego człowieka: wolność wyjścia z dzieckiem na spacer bez lęku przed rozpędzonym samochodem.

Kraków musi odpowiedzieć spokojnie i konkretnie

Po tragedii w Krakowie potrzebna jest powaga. Żadnej politycznej szarpaniny nad grobem ofiar. Potrzebna jest jasna kontrola dokumentów, decyzji i zaniechań: kto dostawał zgłoszenia, co z nimi zrobił, jakie działania podjęto, dlaczego nie wystarczyły i czy infrastruktura w tym miejscu była adekwatna do znanego ryzyka.

Miasto, policja i prokuratura powinny dać opinii publicznej odpowiedzi w języku faktów. Rodzina ofiar ma prawo do spokoju i prawdy. Mieszkańcy Podgórza mają prawo do bezpieczeństwa. A Polska, o ile chce być państwem serio, musi uczyć się reagować na ostrzeżenia zanim tragedia zamieni się w kolejny krótki komunikat.

Źródło: WP Wiadomości, Lubię Kraków, Onet, Zero.pl, TVN24.

Źródło: WP Wiadomości

Читать всю статью