Gen. Andrzej Fałkowski w analizie opublikowanej 3 września wskazuje, iż rachunek za wojnę obejmuje znacznie więcej niż broń i utrzymanie armii: zniszczony kapitał, utraconą produkcję, emigrację, demografię, dług, energię i zaniechane inwestycje. Dla Polski wniosek jest twardy: kosztowne odstraszanie pozostaje tańsze niż konflikt.
Wojna wystawia rachunek całej gospodarce
Wydatki na czołgi, rakiety, amunicję i żołnierzy są najbardziej widoczną ceną bezpieczeństwa. Nie są jednak pełnym kosztem wojny. Gen. Andrzej Fałkowski w drugiej części analizy dla Defence24 zwraca uwagę, iż konflikt przenosi ciężar z pola walki do budżetu państwa, firm, gospodarstw domowych oraz na rynki energii.
Zniszczona fabryka oznacza utratę produkcji i miejsc pracy. Uszkodzona sieć energetyczna podnosi koszty funkcjonowania przedsiębiorstw. Emigracja zmniejsza zasób pracowników i podatników. Dług zaciągnięty w czasie wojny ogranicza możliwości przyszłych pokoleń. Do tego dochodzą inwestycje, które nigdy nie powstały, bo kapitał wybrał bezpieczniejsze państwo. Tego rachunku nie widać w jednej pozycji budżetowej.
Analiza przywołuje Ukrainę, Izrael i Iran jako trzy odmienne przykłady gospodarczego oddziaływania konfliktu. Najbardziej bezpośrednia lekcja płynie z rosyjskiej inwazji na Ukrainę rozpoczętej w 2022 roku. Ostrzał niszczy infrastrukturę, zakłady i mieszkania, przerywa działalność przedsiębiorstw oraz przyspiesza odpływ ludności. Odbudowa zaczyna się więc od poziomu niższego niż stan sprzed wojny, a jej ciężar trwa długo po ucichnięciu broni.
Odstraszanie wygląda drogo tylko w czasie pokoju
Skuteczna obrona ma niewdzięczną cechę: jej największy sukces polega na tym, iż nic się nie wydarza. Łatwo wtedy uznać wydatki za przesadne. Taki sposób myślenia jest krótkowzroczny. Państwo kupuje zdolności wojskowe po to, by przeciwnik uznał atak za zbyt kosztowny, a nie po to, by uzbrojenie musiało zostać użyte.
Polska przeznacza w 2026 roku ponad 200 mld zł na obronność. To ogromny wysiłek podatników, dlatego każda złotówka wymaga kontroli. Nie wynika z tego jednak, iż należy osłabić tempo modernizacji. Wynika, iż zakupy muszą budować realną zdolność walki, zapasy, logistykę, szkolenie i odporność państwa, a nie wyłącznie dobrze wyglądać w komunikacie ministerstwa.
Dla polskiego podatnika różnica jest zasadnicza. Źle wydane pieniądze na obronność są marnotrawstwem. Niewydane pieniądze, gdy zagrożenie rośnie, mogą przynieść utratę majątku, pracy, bezpieczeństwa rodziny, a w skrajnym przypadku wolności państwa. Rozsądna polityka nie wybiera między tanią armią a drogą armią. Wybiera między skutecznym odstraszaniem a ryzykiem rachunku, którego nie da się kontrolować.
Polskie zamówienia muszą wzmacniać polski kapitał
Wysokie nakłady mają sens wtedy, gdy możliwie duża część pieniędzy pracuje w kraju. Zakupy zagraniczne bywają konieczne, zwłaszcza gdy trzeba gwałtownie uzupełnić krytyczne zdolności. Nie mogą jednak utrwalać roli Polski jako klienta zależnego od obcego serwisu, części, amunicji i decyzji politycznych dostawcy.
Debata o tym, ile z wydatków obronnych buduje technologie w Polsce dotyczy samego rdzenia suwerenności gospodarczej. Kontrakt powinien być oceniany przez gotowość bojową, czas dostawy, koszt całego cyklu życia, możliwość naprawy w kraju, bezpieczeństwo dostaw oraz udział polskich zakładów. Cena zakupu jest początkiem, nie końcem kalkulacji.
Silny przemysł obronny daje podwójną korzyść. W czasie pokoju tworzy kompetencje, miejsca pracy i wpływy podatkowe. W czasie kryzysu skraca łańcuch dostaw i pozwala szybciej odtwarzać zużyte zdolności. To właśnie tutaj spotykają się bezpieczeństwo militarne, gospodarka i interes narodowy.
Cztery pytania przed każdym wielkim kontraktem
Polska powinna przed zakupem uzbrojenia odpowiadać na cztery pytania. Czy system jest potrzebny wobec realnego zagrożenia? Czy potrafimy go utrzymać i uzupełniać zapasy podczas długiego konfliktu? Jaka część wydatku zostanie w polskiej gospodarce? Czy kontrakt zwiększa swobodę decyzji państwa, czy tworzy nową zależność?
Państwo silne i suwerenne ma większą szansę uniknąć wojny. Ta zasada nie zwalnia władzy z oszczędności. Przeciwnie, wymaga bezwzględnego pilnowania jakości wydatków, bo zmarnowany miliard nie wzmacnia odstraszania.
Stawką dla Polaków są portfele, miejsca pracy, domy i prawo do życia we własnym, niepodległym państwie. Obrona jest droga. Wojna niszczy jednak podstawę, z której można finansować wszystko inne. Naród kierujący się realizmem płaci za siłę w czasie pokoju, aby nie zapłacić za słabość, gdy przeciwnik postanowi ją sprawdzić.
Źródło: Defence24.
Źródło: Defence24














