Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział w czwartek, 13 sierpnia 2026 r., iż nie ma decyzji o przekazaniu Ukrainie kolejnych pocisków do systemów Patriot. Wnioski z USA i Kwatery Głównej NATO wracają cyklicznie, ale rozstrzygnięcie, jeżeli zapadnie, ma należeć do rządu.
Wnioski są, zgody nie ma
Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz potwierdził, iż do państw sojuszniczych regularnie trafiają prośby o kolejne pociski do systemów Patriot dla Ukrainy. Jak podał Bankier.pl, chodzi o wnioski płynące ze Stanów Zjednoczonych i z Kwatery Głównej NATO. Minister zaznaczył jednak jasno: decyzji nie ma.
To rozróżnienie jest zasadnicze. Polska może pomagać Ukrainie, bo rosyjska agresja jest realnym zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa. Nie może jednak działać w trybie odruchu. Każdy pocisk PAC-3, każda luka w zapasach i każda decyzja o przekazaniu sprzętu musi być mierzona interesem państwa polskiego, a nie presją chwili.
Polska tarcza najpierw
MON przypominał w lipcu, iż łączny koszt zrealizowanych donacji na rzecz Ukrainy wyniósł 16,45 mld zł, z czego w latach 2024-2026 było to 1,55 mld zł. Ten bilans pokazuje skalę polskiego wysiłku. Pokazuje też, dlaczego dalsze oczekiwania muszą spotykać się z chłodną kalkulacją.
Szef MON mówił wcześniej, iż Polska należy do grupy sześciu użytkowników systemu Patriot z rakietami PAC-3 w NATO. To nie jest drobny magazyn amunicji, z którego można wydawać sprzęt według politycznego zapotrzebowania. To część osłony polskiego nieba, a więc bezpieczeństwa rodzin, miast, portów, lotnisk i infrastruktury krytycznej.
Dlatego warto wrócić do wcześniejszej linii ministra: każda donacja ma być poprzedzona analizą Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Ten standard musi obowiązywać także przy kolejnych wnioskach o Patrioty. Czytelnik DN dobrze rozumie różnicę między sojuszem a rezygnacją z własnego rachunku strat i korzyści.
NATO chce więcej amunicji
NATO nie ukrywa, iż ukraińska obrona powietrzna jest uzależniona od ciągłego dopływu zachodnich środków. Sekretarz generalny Mark Rutte mówił w czerwcu, iż program PURL odpowiada za blisko 90 procent ukraińskiej obrony powietrznej, w tym pociski Patriot. To twardy fakt i jednocześnie sygnał alarmowy dla Europy.
Jeżeli system bezpieczeństwa Ukrainy opiera się na zachodnich magazynach, to każde państwo graniczne musi pilnować własnych rezerw podwójnie. Polska ma szczególne położenie. Graniczymy z wojną, jesteśmy hubem logistycznym, mamy za sobą doświadczenie rosyjskich prowokacji i ataków hybrydowych. W takim miejscu polityka obronna nie może być gestem wizerunkowym.
Właśnie dlatego w tekstach o Patriotach dla Ukrainy najważniejsze pytanie brzmi nie tylko, czego potrzebuje Kijów, ale ile może oddać Warszawa bez uszczerbku dla polskiej tarczy. To jest uczciwa miara. Wszystko inne jest moralizowaniem na koszt podatnika i żołnierza.
Sojusz wymaga wzajemności
Polska nie ma obowiązku udowadniać, iż stoi po stronie bezpieczeństwa Europy. Robi to od początku rosyjskiej agresji: sprzętem, szkoleniami, logistyką i politycznym wsparciem. Ale właśnie dlatego Warszawa ma prawo wymagać od sojuszników pełnej przejrzystości, szybkiego uzupełniania zapasów i traktowania polskiego bezpieczeństwa jako sprawy pierwszej rangi.
To samo dotyczy relacji z Ukrainą. Pomoc wojskowa ma służyć osłabianiu Rosji, bo Rosja jest wrogiem naszej części Europy. Nie może jednak zamieniać się w jednostronny mechanizm, w którym Polska oddaje zdolności, a w zamian dostaje podziękowania i kolejne oczekiwania. kooperacja musi być partnerska.
Decyzja musi zostać w Warszawie
Najważniejsza informacja jest więc prosta: kolejna decyzja o pociskach Patriot nie zapadła. I dobrze, iż nie zapadła poza polskim rządem, poza oceną wojska i poza rachunkiem bezpieczeństwa państwa.
Polska racja stanu nie polega na odwracaniu się od Ukrainy. Polega na tym, by pomagać tak, aby Polska nie słabła. W tej sprawie odruch serca musi ustąpić miejsca rozumowi państwowemu. Tego wymaga suwerenność.
Źródło: Bankier.pl/PAP, Ministerstwo Obrony Narodowej, NATO.
Źródło: Bankier.pl












