Sławomir Mentzen 20 sierpnia odpowiedział kpiną na aferę wokół raportu „Polaków portret własny”, pisząc, iż Konfederacja zrobiła własną wersję w AI i nie kosztowała ona 200 tys. zł. Ministerstwo Sportu i Turystyki zaprzecza, by sporny raport był częścią umowy; rozliczenie tej umowy wyniosło 179 738,19 zł.
Raport stał się symbolem urzędniczej bylejakości
Afera wokół raportu „Polaków portret własny” uderzyła w czuły punkt: promocję Polski za publiczne pieniądze. Jak podała Wirtualna Polska, Sławomir Mentzen napisał na platformie X, iż Konfederacja przygotowała własny raport w AI i iż nie kosztował on 200 tys. zł. To była polityczna szpila, ale trafiła w realny problem.
Problemem nie jest samo użycie sztucznej inteligencji. Narzędzia są narzędziami. Problem zaczyna się wtedy, gdy państwowy aparat, pełen urzędników, pełnomocników i zespołów, produkuje dokument o Polsce, który staje się pośmiewiskiem przez błędy, niechlujność i brak elementarnej kontroli. O tym samym pisaliśmy przy sprawie raportu pełnomocniczki Tuska z logo resortu.
Błędy, których nie da się obronić
Według Onetu raport „Polaków portret własny. Część I. Raport o DNA marki Polska. Perspektywa wewnętrzna” przygotowały Fundacja Marka Polska Think Tank oraz Akademia Leona Koźmińskiego, a za prace odpowiadała dr hab. Barbara Mróz-Gorgoń, pełnomocniczka rządu ds. promocji marki Polski. W dokumencie wskazywano między innymi na błędne lub kuriozalne twierdzenia: o pięciorgu polskich noblistach, Katowicach umieszczonych w północnym centrum Polski oraz rzekomo powszechnej znajomości języka mandaryńskiego wśród młodych Polaków.
Onet relacjonował, iż Barbara Mróz-Gorgoń przyznała wykorzystanie AI i tłumaczyła, iż dokument miał charakter roboczy. Wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski przypomniał z kolei, iż treści generowane przez sztuczną inteligencję powinny być oznaczane. To minimum. jeżeli państwo oczekuje standardów od obywateli i firm, samo nie może zasłaniać się brudnopisem po tym, jak dokument trafia do obiegu publicznego.
Resort zaprzecza kwocie 200 tys. zł za ten dokument
Tu trzeba trzymać się faktów. Ministerstwo Sportu i Turystyki zaprzeczyło, aby zapłaciło 200 tys. zł za sam raport. Z komunikatu cytowanego przez Przegląd Sportowy Onet wynika, iż sporny dokument nie był przedmiotem zamówienia, nie stanowił realizacji umowy z resortem i nie został przedłożony ministerstwu w ramach sprawozdania.
Resort podał jednocześnie, iż podpisał umowę ze Stowarzyszeniem Konferencje i Kongresy dotyczącą podstrategii turystycznej Marka Polska. Według tej relacji przedmiot obejmował opracowanie „Strategii Marki Polska”, badania, warsztaty, konferencję i udział ekspertów. Rozliczenie przyjęto na poziomie 179 738,19 zł. To liczba, która powinna paść jasno, bo uczciwa krytyka nie potrzebuje dorabiania faktów.
Ale komunikat resortu nie zamyka sprawy politycznie. Skoro dokument z logo, nazwiskami i państwowym kontekstem krążył w przestrzeni publicznej, obywatel ma prawo pytać, kto dopuścił do takiej kompromitacji. I dlaczego promocja Polski, zamiast opierać się na sile narodu, przedsiębiorczości, kulturze i historii, znowu ląduje w rękach ludzi od prezentacji, grantów i gładkich formułek.
Mentzen uderza w podatki i urzędniczy aparat
Mentzen wykorzystał sprawę do szerszego ataku na rozrzutność państwa. Jak relacjonowało Do Rzeczy, lider Konfederacji pisał, iż markę Polski budują sami Polacy: pracą, firmami, kulturą, sportem i codziennym porządkiem. Rząd w tej opowieści nie jest twórcą siły narodu, ale administracją, która zbyt często przeszkadza i konsumuje owoce pracy podatników.
To jest sedno prawicowej krytyki. Państwo ma chronić granice, własność, bezpieczeństwo i porządek prawny. Ma wzmacniać polski interes, a nie pompować pieniądze w urzędnicze konstrukcje, które po kilku godzinach od publikacji trzeba tłumaczyć jako wersję roboczą. Gdy Mentzen mówi o prostszych i niższych podatkach, wpisuje tę sprawę w szerszy spór o podatki Tuska i ciężar dla małych firm.
Marka Polski nie powstaje w gabinecie pełnomocnika
Polska marka nie potrzebuje zaklęć o „DNA”, jeżeli za nimi idzie tekst, którego nikt porządnie nie sprawdził. Polska jest silna wtedy, gdy działa realna gospodarka, rodziny mają poczucie bezpieczeństwa, szkoła uczy prawdy o historii, a państwo nie udaje, iż urzędniczy dokument zastąpi narodowy wysiłek.
W ostatnich dniach rządzący musieli już tłumaczyć się z innych pomysłów promocyjnych, w tym z głośnego spotu za 7 mln zł, o którym pisaliśmy w tekście o promocji Polski pod lupą. Teraz doszła sprawa raportu. Razem tworzy to obraz państwa, które chętnie mówi o wizerunku, ale ma kłopot z elementarną kontrolą jakości.
Dla Polaków stawka jest prosta: każda złotówka zabrana w podatkach musi być traktowana jak pieniądz wypracowany przez konkretną rodzinę i konkretną firmę. jeżeli władza tego nie rozumie, będzie mnożyć raporty, zespoły i pełnomocników. A Polska nie potrzebuje drogiej fasady. Potrzebuje poważnego państwa, które szanuje własnych obywateli.
Źródło: Wirtualna Polska, Onet, Przegląd Sportowy Onet, Do Rzeczy
Źródło: WP Wiadomości














