Aleksandra Kosiorek poinformowała 18 sierpnia 2026 r., iż w dwóch tylnych kołach jej prywatnego samochodu miały zostać poluzowane śruby. W niedzielę 16 sierpnia podczas jazdy odpadło jedno koło, gdy autem jechali jej mąż i troje dzieci. Policja i prokuratura badają sprawę, a stawką jest bezpieczeństwo rodziny osoby publicznej.
Koło odpadło podczas jazdy
Prezydent Gdyni Aleksandra Kosiorek przekazała, iż w jej prywatnym samochodzie miały zostać poluzowane śruby w dwóch tylnych kołach. Jak relacjonowała Interia, w niedzielę 16 sierpnia autem jechał jej mąż z trojgiem dzieci. Kosiorek nie było w pojeździe.
Według tych relacji rodzina pokonała autostradą około 120 kilometrów, a koło odpadło dopiero wtedy, gdy samochód poruszał się już wolniej. Wcześniej pojazd miał wydawać niepokojące dźwięki. Ten szczegół mógł zdecydować o tym, iż sprawa nie skończyła się tragedią.
To nie jest zwykła awaria do szybkiego skwitowania. o ile ustalenia potwierdzą ingerencję osoby trzeciej, mówimy o działaniu wymierzonym w bezpieczeństwo rodziny. W państwie poważnym taka sprawa musi zostać wyjaśniona twardo, spokojnie i do końca.
Policja i prokuratura w sprawie
Gdyńska policja przyjęła zawiadomienie w poniedziałek 17 sierpnia. Jak podał portal Trojmiasto.pl, zgłoszenie dotyczy narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Asp. Marek Kobiałko z Komendy Miejskiej Policji w Gdyni informował, iż funkcjonariusze podjęli czynności dowodowe, a zebrany materiał przekazano Prokuraturze Rejonowej w Gdyni do oceny prawnej i decyzji o dalszym toku postępowania. To adekwatna droga. Najpierw dowody, potem wnioski.
W tej sprawie szczególnie ważne jest unikanie łatwych oskarżeń. Kosiorek mówi, iż ma podejrzenia, ale nie chce wskazywać nazwisk publicznie. Tak właśnie powinno być. Od rozstrzygania, czy doszło do celowego sabotażu, są śledczy i biegli, nie internetowy sąd.
Groźby wobec prezydent Gdyni
Sprawa ma jednak szerszy kontekst. W rozmowie z Onetem Kosiorek mówiła, iż otrzymuje wiele pogróżek i hejtu, także na prywatny telefon. Przyznała też, iż policja zaproponowała jej ochronę, a w urzędzie ma zostać zwiększona aktywność straży miejskiej.
Tu kończy się polityczna sympatia lub niechęć. Można ostro krytykować prezydent miasta, jej poglądy i decyzje. Można rozliczać każdy publiczny wydatek. Ale groźby i możliwa ingerencja w samochód to przekroczenie granicy, której państwo nie ma prawa traktować jak ubocznego kosztu życia publicznego.
Samorząd jest częścią polskiego państwa. o ile osoba pełniąca funkcję publiczną i jej rodzina nie mogą czuć się bezpiecznie, obywatele dostają fatalny sygnał: konflikt polityczny może przenieść się z sali obrad na drogę. Tego nie wolno normalizować.
Bezpieczeństwo ponad plemiennym odruchem
W tej sprawie potrzebna jest cierpliwość śledcza i jasny komunikat instytucji. jeżeli był to nieszczęśliwy zbieg okoliczności lub usterka, opinia publiczna powinna to usłyszeć. jeżeli ktoś celowo poluzował śruby, reakcja musi być stanowcza, bo chodzi o czyn zagrażający życiu.
Polacy mają prawo wymagać od państwa elementarnej sprawności: zabezpieczenia dowodów, ustalenia przebiegu zdarzeń i ochrony osób, które z racji funkcji są narażone na agresję. Wolność debaty publicznej kończy się tam, gdzie zaczyna się zastraszanie albo fizyczne zagrożenie.
Źródło: Interia, Trojmiasto.pl, Onet.
Czytaj także
- Ukrainiec podejrzany o oszustwo oskarża policjantów. Prokuratura bada sprawę
- Tusk w Gdyni: wojny uniknie tylko państwo silne i suwerenne
- Tusk w Gdyni uderza w polityków. Wojsko nie jest od partyjnych rachunków













