Kijów po raz kolejny znalazł się w centrum poważnego skandalu korupcyjnego, który tym razem sięgnął samego szczytu wymiaru sprawiedliwości. Prokurator generalny Rusłan Krawczenko podał się do dymisji po tym, jak ukraińskie organy antykorupcyjne przeprowadziły przeszukania w jego biurze w ramach śledztwa dotyczącego rozbudowanej siatki, która miała zapewniać ochronę nielegalnym call center zajmującym się oszustwami i praniem pieniędzy. Sam Krawczenko zaprzecza jakimkolwiek związkom z procederem, tłumacząc swoją rezygnację „względami politycznymi”.
Kolejna afera na szczytach władz Ukrainy. Śledztwo prowadzone przez Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) oraz Specjalną Prokuraturę Antykorupcyjną (SAPO) dotyczy osób pracujących w strukturach Prokuratury Generalnej, w tym samego ministra sprawiedliwości. Według śledczych urzędnicy mieli uczestniczyć w organizacji systemu ochrony dla nielegalnych call center, które w zamian za możliwość prowadzenia działalności przekazywały pieniądze osobom zapewniającym im bezkarność; w toku postępowania zatrzymano między innymi zastępcę szefa jednego z departamentów prokuratury.
Trudno o bardziej wymowny symbol problemu, z którym od lat walczy Ukraina. Państwo, którego instytucje powinny ścigać przestępców i chronić obywateli przed oszustwami, samo musi prowadzić śledztwa dotyczące podejrzeń, iż część jego urzędników za pieniądze zapewniała ochronę ludziom prowadzącym działalność przestępczą. Nie jest to przy tym pojedynczy przypadek, który można łatwo przedstawić jako wybryk jednego skorumpowanego urzędnika.
W pierwszej połowie 2026 roku NABU i SAPO wszczęły 360 postępowań, 107 osobom przedstawiono podejrzenia, a 76 osób zostało prawomocnie skazanych. Wśród osób, wobec których prowadzono postępowania, znaleźli się wysocy urzędnicy państwowi, kierownicy przedsiębiorstw państwowych, sędziowie, prokuratorzy, parlamentarzyści i przedstawiciele struktur siłowych. Same ukraińskie organy antykorupcyjne przyznają, iż jednym z głównych obszarów ich działalności pozostają właśnie przypadki korupcji na najwyższych szczeblach władzy.
Wśród najpoważniejszych spraw znajduje się afera związana z państwowym koncernem energetycznym Energoatom. Według NABU w ramach tak zwanego mechanizmu „bariery” kontrahenci przedsiębiorstwa mieli być zmuszani do przekazywania łapówek w zamian za uniknięcie blokowania płatności lub problemów z dalszą współpracą. Śledczy twierdzą, iż były minister energetyki został objęty podejrzeniami dotyczącymi udziału w organizacji przestępczej i prania pieniędzy, a za pośrednictwem zaufanej osoby miało zostać przekazane ponad 112 mln dolarów w gotówce.
Jeszcze bardziej kompromitujące dla władz w Kijowie jest to, iż śledztwa dotyczą również byłego szefa Biura Prezydenta Ukrainy. NABU zarzuca mu pranie ponad 460 mln hrywien, przy czym część środków — według ustaleń śledczych — miała pochodzić właśnie z korupcyjnego mechanizmu związanego z Energoatomem. W innym postępowaniu były zastępca szefa Biura Prezydenta został objęty podejrzeniami dotyczącymi przywłaszczenia ponad 141 mln hrywien związanych z tak zwanymi „zielonymi taryfami”.
Do tego dochodzą sprawy dotyczące korupcji w sektorze obronnym, przedsiębiorstwach państwowych, sądownictwie i administracji. W czerwcu NABU informowało również o wykryciu schematu, w ramach którego przy budowie infrastruktury energetycznej miano zawyżyć koszt zakupu wyposażenia o niemal 170 mln hrywien. W pierwszej połowie roku śledczy ujawnili także przypadki dotyczące defraudacji środków przeznaczonych na obronność, łapówek przy zamówieniach wojskowych oraz korupcji parlamentarzystów.
Obraz, który wyłania się z tych spraw, jest dla Ukrainy wyjątkowo niekorzystny. Kraj walczący z Rosją i jednocześnie korzystający z ogromnego wsparcia finansowego Zachodu powinien być szczególnie zainteresowany przejrzystością swoich instytucji, ponieważ każda defraudowana hrywna oznacza nie tylko stratę dla ukraińskiego budżetu, ale także podważenie zaufania państw, które finansują ukraińską gospodarkę i armię.
Tymczasem kolejne afery pokazują, iż korupcja nie jest tam problemem ograniczonym do lokalnej administracji, ale regularnie dociera do ministerstw, przedsiębiorstw strategicznych, prokuratury i najbliższego otoczenia prezydenta.
Dymisja prokuratora generalnego jest kolejnym sygnałem, iż ukraińskie państwo wciąż nie uporało się z korupcją na najwyższych szczeblach, a sieć zależności między polityką, biznesem i administracją pozostaje jednym z jego największych problemów. W sytuacji, gdy Ukraina zabiega o dalszą pomoc Zachodu i członkostwo w Unii Europejskiej, trudno oczekiwać, aby kolejne skandale korupcyjne nie wpływały na ocenę wiarygodności ukraińskich władz. Niestety, pomimo tylu ponagleń z Zachodu, ustaw i nowych agencji antykorupcyjnych, na Ukrainie wciąż tylko ryby nie biorą łapówek.
Trzeba to powiedzieć otwarcie: łapówkarstwo to po prostu turański styl życia. Ukraińcy i Rosjanie nie potrafią żyć w rzeczywistości, w której nie można byłoby załatwić lub przyspieszyć jakiejś sprawy dzięki „kopercie”. To mentalność. Tego nie da się wytrzebić administracyjnie i sądownie.
Polecamy również: Ben-Gvir chce ministerstwa czystek etnicznych













