Michał Kołodziejczak został zawieszony w prawach członka klubu Koalicji Obywatelskiej - poinformował w mediach społecznościowych szef klubu Zbigniew Konwiński. "Oczekujemy weryfikacji doniesień medialnych przez adekwatne służby" - napisał. To reakcja na materiały opublikowane w piątek przez Kanał Zero.
KO reaguje na publikacje ws. Michała Kołodziejczaka. "Ze skutkiem natychmiastowym"

W opublikowanych w piątek przez Kanał Zero materiałach pojawiły się zarzuty do byłego wiceministra rolnictwa o groźby, agresję, przemoc fizyczną oraz domniemane zażywanie narkotyków przez polityka. Później zostały opublikowane także nagrania z rozmów telefonicznych.
"Ze skutkiem natychmiastowym". Reakcja KO ws. Kołodziejczaka
"Michał Kołodziejczak ze skutkiem natychmiastowym został zawieszony w prawach członka Klubu KO. Oczekujemy weryfikacji doniesień medialnych przez adekwatne służby" - przekazał szef klubu parlamentarnego KO Zbigniew Konwiński.
"W związku z doniesieniami medialnymi dotyczącymi posła Michała Kołodziejczaka, klub Koalicji Obywatelskiej podjął decyzję o jego zawieszeniu w prawach członka. Potępiamy zachowania, które zostały przedstawione w udostępnionych materiałach. Nie akceptujemy żadnej formy przemocy i wyrażamy solidarność z poszkodowanymi kobietami" - dodała rzeczniczka klubu KO Dorota Łoboda.
Pierwsza z rozmówczyń KZ opisuje swoją znajomość z politykiem jako relację intymną. Jak twierdzi, początkowo Kołodziejczak był wobec niej troskliwy i rozmawiał o wspólnej przyszłości. Z czasem jednak jego zachowanie miało się zmienić. Kobieta opisuje wybuchy złości, wyzwiska i sytuacje, w których obawiała się o swoje bezpieczeństwo.
Jednym z opisanych zdarzeń było spotkanie, podczas którego Kołodziejczak miał wyjąć pewien narkotyk i powiedzieć, iż to kokaina. Według kobiety polityk sam zażył znaczną jej ilość, a następnie wielokrotnie namawiał ją do tego samego, powtarzając: "Weź też, weź też, weź też".
ZOBACZ: Byłe współpracownice oskarżają Michała Kołodziejczaka. "Mówił wielokrotnie, iż mnie zabije"
Kobieta początkowo odmawiała, ale ostatecznie zdecydowała się zażyć substancję. Jak relacjonuje, niedługo poczuła się bardzo źle i zaczęła obawiać się o swoje życie. Wspomina, iż leżąc na podłodze, mówiła do polityka: "Michał, ja umieram".
Kołodziejczak miał wówczas zapewniać ją, iż nic jej nie grozi, i zalecać wywołanie wymiotów. Kobieta twierdzi, iż podobna sytuacja powtórzyła się kilka tygodni później. Zastrzega jednocześnie, iż nie wie, jaka substancja została jej podana.
Rozmówczyni oskarża polityka także o przemoc fizyczną. Według jej relacji Kołodziejczak miał ją uderzyć, a następnie tłumaczyć, iż nie zrobił tego celowo. Swoje zachowanie miał wyjaśniać psychozą.
Relacje o zachowaniach Kołodziejczaka. "Mówił wielokrotnie"
Podobne zarzuty wobec Kołodziejczaka formułuje druga kobieta, która pracowała z nim w Agrounii. Twierdzi, iż polityk wielokrotnie ją poniżał, obrażał i reagował agresywnie.
Opisała między innymi sytuację, podczas której Kołodziejczak miał rzucić w jej pobliżu puszką. Kiedy zaprotestowała, polityk miał chwycić nóż i odpowiedzieć: "Gdybym chciał, to bym trafił". Była współpracownica twierdzi ponadto, iż Kołodziejczak miał jej grozić. Jak stwierdziła: "Mówił wielokrotnie, iż mnie zabije". Według niej groźby kierowała pod jej adresem także osoba z otoczenia polityka. Kobieta przekonuje, iż w tamtej sprawie doszło do skazania mężczyzny na karę grzywny.
Rozmówczyni KZ zarzuca mu także wykorzystywanie swojej pozycji w pracy. Według jej relacji Kołodziejczak miał porównać ją do niewolnika, tłumacząc, iż płaci jej wystarczająco dużo, by mogła się utrzymać, ale jednocześnie zbyt mało, by mogła pozwolić sobie na odejście z pracy.
ZOBACZ: Sygnał ostrzegawczy dla Tuska. Coraz więcej Polaków niezadowolonych z rządu
Kołodziejczak miał również dzwonić do kobiety z żądaniem natychmiastowego usuwania wpisów z mediów społecznościowych Agrounii i wymagać od niej pracy w Wigilię.
Według kobiety zachowanie Kołodziejczaka negatywnie wpłynęło na jej stan psychiczny. Wspomina, iż po zakończeniu współpracy trudno było jej oglądać jego publiczne wystąpienia. - To była dla mnie kompletna trauma widzieć go w telewizji, jak jakiegoś śmieszka, a z drugiej strony pamiętając, jak potrafiły mu puścić nerwy - powiedziała.
Kobieta twierdzi również, iż była świadkiem zażywania narkotyków przez polityka. Jak przekonuje, był to jeden z powodów jej odejścia z Agrounii. Kołodziejczak odrzuca oskarżenia. Obie kobiety tłumaczyły, iż zdecydowały się opowiedzieć o swoich doświadczeniach, aby ostrzec inne osoby przed zachowaniami, które zarzucają politykowi.
Nagrania rozmów z Kołodziejczakiem. "Powiedz, co chcesz ode mnie"
W godzinach popołudniowych portal opublikował także nagrania z rozmów telefonicznych. Na jednym z nich kobieta zarzuca Kołodziejczakowi, iż proponował jej zażycie narkotyków, chociaż ona "dziesięć razy mówiła, iż nie chce" i przez to "skończyła na psychotropach i ma zdiagnozowane PTSD".
- Mam sobie głowę odciąć? Co ja mam zrobić? - odparł polityk.
W drugim udostępnionym nagraniu można usłyszeć dialog, w którym kobieta oskarża Kołodziejczaka, iż jest on w posiadaniu intymnych nagrań.
ZOBACZ: Nowy sondaż partyjny. Koalicja traci większość w Sejmie
– Powiedziałeś, iż masz nagrania scen seksu ze mną – mówi.
– Powiedz, co chcesz ode mnie. 10, 20, 30 tys. złotych? Bo ja rano będę w Trójmieście i adwokatów – odpowiedział Kołodziejczak. Chwilę później wyparł się proponowania pieniędzy.
-No ale co chcesz? Pracę, zajęcie, uwagę czy co? - dodał.
Dziennikarka portalu w piątek w Sejmie próbowała konfrontować te relacje z posłem, który nie zdecydował się na odpowiedź. Polityk odrzucił oskarżenia, nazywając je pomówieniami.












