Kłopotliwa wielokulturowość

liberte.pl 13 часы назад

„Stara panna” – jak nazwał Europę kiedyś Andrzej Stasiuk – wydaje się być nieustannie zażenowana faktem, iż straciła cnotę, wpuszczając na swoje narodowościowe folwarki „obcych”.

Może to zabrzmi drastycznie, ale ze zjawiskiem wielokulturowości w Europie jest jak ze słynnym przysłowiem o dziewicy: „chciałaby, a boi się”. Po latach odkrywania wielokulturowości jako fundamentu konstrukcji ontologicznej europejskich społeczeństw i ich kultur, nie wiadomo, czy w końcu lubimy wielokulturowość, akceptujemy ją, czy się jej boimy? I adekwatnie o jaki model wielokulturowości chodzi? Ta „stara panna” – jak nazwał Europę kiedyś Andrzej Stasiuk – wydaje się być nieustannie zażenowana faktem, iż straciła cnotę, wpuszczając na swoje narodowościowe folwarki „obcych”.

Zatem, jak to jest z wielokulturowością w Europie? Przy pełnej świadomości skomplikowania tematu na gruncie filozoficznym, kulturoznawczym, politologicznym i prawnym, spróbujmy uporządkować temat. Dlatego warto przypomnieć, jak Tony Blair, którego poprzednicy wpuścili rzesze Hindusów i Pakistańczyków do Wielkiej Brytanii we wczesnych etapach dekolonizacji, tworzył w połowie lat 90. XX w. markę wysp brytyjskich pod hasłem „Cool Britania!” New Labour lansowała od 1997 r. obraz Zjednoczonego Królestwa jako progresywnego centrum wzrostu gospodarczego, otwartości i tolerancji, zaś Londyn jako stolicę wzrastających przemysłów kreatywnych, wypychających starą ekonomię. Soft power państwa miała być budowana poprzez sukces Spice Girls, wdzięczny głos Liama Gallaghera z popowego Oasis oraz hit kasowy „Titanica” z pięknym, brytyjskim akcentem Kate Winslet w roli Rose DeWitt Bukater. Blair podkreślał w swojej polityce równe traktowanie obywateli, liberalizował prawo w zakresie orientacji seksualnej, a w 2004 roku otworzył rynek pracy na imigrantów z nowych państw członkowskich UE, co de facto zakończyło się Brexitem. Brytyjczycy, przyzwyczajeni od lat do obcowania z przedstawicielami innych kultur, choć niezwykle klasowi, żyli obok przybyszów, udzielając im sowitego wsparcia socjalnego, nie wpuszczając jednakże do zamkniętego kręgu kulturowego. To wszystko obrazowała Zadie Smith w powieści Białe zęby (2000). I choć po epoce Blaira nastąpił odwrót od strategii otwarcia i krytyka wobec braku demokratycznego mandatu laburzystów do prowadzonej polityki migracyjnej, Blair stał się symbolem „multi-kulti”. Był to swego rodzaju sen o pozageneracyjnym świecie równych praw społeczno-kulturowych, otwarcia na innych, hedonistycznej młodości, świecie „kolorowym” i tęczowym, w którym liczy się tylko człowiek, nieważne skąd pochodzi i jakiej jest narodowości. Sen śniły europejskie metropolie, urastające w tym czasie do rozmiarów wielokulturowych, kosmopolitycznych tygli.

Po epoce Blaira multi-kulti słabło w Anglii. Słabło też na kontynencie, zwłaszcza gdy okazało się, iż imigranccy sąsiedzi postanowili mordować Europejczyków w imię Allaha. Oczywiście przyczyn napięcia politycznego pomiędzy grupami społecznymi i etnicznymi, w tym mniejszością muzułmańską, było wiele. Jedną z nich na pewno atak na World Trade Centre (2001) i odpowiedź na niego w postaci konsolidacji sił europejsko-amerykańskich w wojnie w Iraku, a także przy operacjach ścigania członków Al Kaidy. We wrześniu 2003 roku w centrum handlowym w Sztokholmie zostaje zamordowana Anna Lindh, lewicowa ministra spraw zagranicznych. Zabójcą okazuje się chory psychicznie Serb, Miahajlo Mihajlovic, z obywatelstwem szwedzkim. To wstrząsa opinią publiczną, wszak ataku dokonuje „sąsiad”. niedługo ma miejsce seria ataków terrorystycznych i zamachów samobójczych na Europejczyków: Madryt (2004), Londyn (2005), Francja i Belgia (2015-2016), ponownie Londyn, Barcelona, Berlin. Razem ginie w nich około 500 osób. Bardzo wiele jest rannych. W październiku 2010 roku w Poczdamie Angela Merkel podsumuje negatywnie politykę multi-kulti: „Próby zbudowania wielokulturowego społeczeństwa w Niemczech całkowicie się nie powiodły. Tak zwana koncepcja multi kulti – według której ludzie mieliby żyć obok siebie w zgodzie – nie sprawdziła się, a imigranci powinni bardziej się integrować, między innymi poprzez naukę języka niemieckiego” ( https://www.bbc.com/news/world-europe-11559451). Kanclerz mówiła to w momencie, kiedy ponad 30% Niemców uważało, iż za dużo cudzoziemców przebywa w ich kraju, oraz iż 16 mln imigrantów przybyło do Niemiec wyłącznie w celu uzyskania zabezpieczenia społecznego, nie zamierzając podejmować prób integracji. Retorykę odmawiania przez imigrantów integracji ze społeczeństwami europejskimi powtarzały populistyczne hasła partii prawicowych, budujące atmosferę dystansu, a potem niechęci wobec cudzoziemców jako leniwców oraz tych, którzy nie chcą i nie rozumieją kultury europejskiej. To poskutkowało odradzaniem się europejskich nacjonalizmów.

Europa stopniowo dochodziła do momentu, w którym z jednej strony dawała o sobie znać tęsknota za mirażem idealnego społeczeństwa wielokulturowego, budowanego pod koniec XX w. jako symbolu symbiozy międzyludzkiej, natomiast z drugiej następowało starcie z rzeczywistością brutalnych mordów muzułmanów na Europejczykach. To było nie do wybaczenia, mimo iż diaspory odżegnywały się od aktów terroru, a przywódcy religijni nawoływali, by nie generalizować i nie eskalować nienawiści. W moim przekonaniu mniej więcej w tym czasie wyłoniło się zapytanie, na jakich zasadach społeczeństwa europejskie akceptują wielokulturowy model życia, zwłaszcza iż wiele z nich przez wieki nie funkcjonowało w paradygmacie wielokulturowym (np. Polska). Rodzi się świadomość różnego stopnia zaawansowania społeczeństw w procesach wielokulturowości i podziałów na państwa, które już wcześniej wielkoskalowo absorbowały mieszankę nacji i kultur oraz takie, dla których było to zjawisko świeże, choć historycznie nie nowe. Dodatkowo, Unia Europejska od lat forsowała koncept wielokulturowości i międzykulturowości jako strategię pokojowego współistnienia oraz metodę przenikania się wpływów, inspiracji i praktyk między obywatelami UE. Rok 2008 został ogłoszony przez UE Rokiem Dialogu Międzykulturowego. Chodziło w nim przede wszystkim o rozpoznanie wielokulturowości w państwach członkowskich, czyli dostrzeżenie mniejszości narodowo-etnicznych na swoich terytoriach, uznanie ich języków, pokrewieństw kulturowych i podjęcie dyskursu historycznego na temat wielokulturowej przeszłości, a dopiero na końcu dialogu z imigrantami. Refleksja miała kształtować postawy zrozumienia dla odmienności i niwelować napięcia społeczne jako ewentualne źródła konfliktów.

Wiele zmienił rok 2015 i tzw. kryzys migracyjny. W kierunku Europy ruszyły miliony uciekinierów z Afryki Północnej (efekt Arabskiej Wiosny i późniejszych konfliktów) i z Bliskiego Wschodu (wojna domowa w Syrii, konflikt w Libanie). Państwa UE gwałtownie miały rozpatrzyć 1,2 mln wniosków o azyl. Rozpoczęła się wojna w Donbasie, w której w samym 2015 roku zginęło 6 tys. ludzi. Kanclerz Angela Merkel miała tym razem powiedzieć: „Wir schaffen das”, co oznaczało „Damy radę”, zapraszając imigrantów do Niemiec i sugerując państwom UE zastosowanie „kultury powitania” (Willkommenskultur). Ten gest gościnności wyzwolił falę uchodźców, idącą przez Turcję, Grecję, Bałkany i Węgry do Niemiec. Spowodował wybuchł jednego z najpoważniejszych kryzysów politycznych w Unii Europejskiej. Społeczeństwa były zdezorientowane: ratować czy nie ratować uchodźców, skoro to są w większości zabijający nas muzułmanie? Ta sama przywódczyni Niemiec, która oficjalnie zwątpiła w multi-kulti, reprezentując kraj o sporym odsetku imigrantów, namawiała do otwarcia granic oraz wdrożenia obligatoryjnych mechanizmów relokacji imigrantów. Państwa Europy Środkowowschodniej zbuntowały się. Uruchomiono resentymenty polityczne, demonstrowano niechęć do bycia pouczanym i nakazowego tonu. Lansowano przekonanie o zagrożeniu polskości z powodu napływu obcych i kłopotów natury społecznej, a choćby medycznej. istotny był czynnik metafizyczny. Polska i Węgry mówią wówczas o utracie tożsamości kulturowej czy ducha narodu z powodu mieszania się kultur. Choć Polska długo była monoetniczna, Węgry zaś przeciwnie. Oba państwa spotkały się w prawicowym dyskursie populistycznym, wykorzystującym ludzki strach.

Europa popadła w paradoksy, wyzwalając różne formy kontestacji polityczno-kulturowej. Berlin, wielka kosmopolityczna metropolia pierwszej dekady XXI w., ze swoją energią młodości i siłą odradzającej się stolicy, został wciągnięty w orbitę populistycznych haseł AfD, która zbijała kapitał polityczny na straszeniu imigrantami. O „twardym” lądowaniu freaków berlińskich w landach wschodnich świetnie pisze Juli Zeh w powieści Wśród sąsiadów (2020). Niemcy, Francuzi, Włosi, Holendrzy próbują poradzić sobie z imigrantami, nowelizując prawo migracyjne. Podobnie Unia Europejska. Jednakże zróżnicowanie między Wschodem a Zachodem Europy pod względem struktury narodowościowo-etnicznej oraz doświadczeń wielokulturowego koegzystowania położy się cieniem na dobrych rozwiązaniach ustawowych UE. Kiedyś narodowo-socjalistyczne Niemcy stały się awangardą wielokulturowości, mimo iż ich przywódcy nie wierzą w multi-kulti. Co i rusz pojawią się akty dezawuowania projektów pokojowej koegzystencji narodów z powodu zadr przeszłości. Katalończycy chcą zrobić exodus z Hiszpanii, Marsylia sugeruje podniesienie rangi języka arabskiego, Węgrzy będą się domagać od Rumunii Siedmiogrodu, Polacy włączą narrację Wołyń, Litwini – narrację Polacy. Wszyscy zaś za największego wroga uznają europejskie społeczności muzułmańskie i ich napływających z południa braci, wpuszczanych – jak wielu twierdziło – z czystej głupoty. Wzajemnym oskarżeniom do dziś nie ma końca. adekwatnie przestajemy mieć pewność, czy chcemy, czy nie chcemy wielokulturowości?

Proponuję „wyjąć” kwestię z bieżącej polityki. Wielokulturowość była i jest formatem konstrukcyjnym narodowo-etnicznych, europejskich społeczeństw. Podobnie jak wielojęzyczność czy wieloreligijność. Pluralizm stanowi fundament wspólnoty narodów, jaką budowano po 1945 r. Wielokulturowość stała się wartością i wyznacznikiem procesów integracyjnych, które mały przebiegać w poszanowaniu dorobku kultur europejskich oraz godności pojedynczego człowieka. Koncept ten zderzył się z problemem imigracji. Nie ma prostych recept na jego rozwiązanie. Trzeba jednocześnie podkreślić, iż napływ migrantów do Europy trudno zatrzymać z powodu obietnicy ekonomicznego dobrostanu i ochrony praw człowieka, które są łamane w świecie. Można go spowolnić w taki sposób, aby każde państwo UE zdążyło zbudować politykę migracyjną o konkretnych procedurach prawno-integracyjnych. To jest ważne, gdyż społeczeństwa chcą wiedzieć, kogo i na jakich zasadach wpuszczają. Czy ta sytuacja oznacza, iż kultura narodowa zaniknie? Warto pytaniem odpowiedzieć na pytanie: Czy zjawiska te – ochrona kultury narodowej, dojrzewanie do własnej wielo- i interkulturowości, polityka migracyjna – muszą konkurować zamiast się nawzajem uzupełniać? Z porażki multi-kulti należy wyciągnąć wnioski. Doświadczenie i wiedza pozwalają nam na redefinicję naszych społeczeństw, jako tych, które, mając i dbając o mniejszości narodowo-etniczne wewnątrz państwa, stworzą bezpieczne ramy dla powiększania swoich zasobów i potencjału ludnościowego. Może więcej racjonalnego myślenia, a mniej chaosu politycznego.

A teraz, wracając do Andrzeja Stasiuka… Myślę, iż Europa powinna zmienić status „starej panny” na status dojrzałej, rozumiejącej świat, odważnej kobiety. Być może zamężnej, ale to już zależy od wybranego przez nią zwyczaju kulturowego.

Читать всю статью