Pierwszy rok prezydentury Karola Nawrockiego pokazał polityka, który nie zamierza być strażnikiem pałacowego ceremoniału. Prezydent buduje pozycję ponad partyjnymi podziałami prawicy, twardo ściera się z rządem Donalda Tuska i otwiera debatę o ustroju państwa. Dla Polski stawką jest jednak coś większego niż przyszłość jednego człowieka: równowaga władz, zdolność państwa do działania i kierunek całego obozu narodowo-konserwatywnego.
I. Urząd jako ośrodek realnej polityki
Karol Nawrocki potraktował Pałac Prezydencki jak miejsce prowadzenia polityki, a nie elegancką poczekalnię przed emeryturą. Taki obraz pierwszego roku jego kadencji wyłania się z analizy Tomasza P. Terlikowskiego opublikowanej w Wirtualnej Polsce. Publicysta wskazuje na dwa kierunki działania prezydenta: próbę skupienia rozdrobnionej prawicy oraz długofalowe dążenie do wzmocnienia ustrojowej roli głowy państwa.
Ta diagnoza jest przekonująca, choć wymaga narodowo-konserwatywnej korekty. Ambicja polityczna sama w sobie nie jest wadą. Polska miała zbyt wielu urzędników gotowych tłumaczyć własną bierność literą procedury, oczekiwaniem na zgodę partyjnej centrali albo lękiem przed krytyką liberalnych mediów. Prezydent ma mandat pochodzący bezpośrednio od narodu. Powinien z niego korzystać odważnie, zwłaszcza gdy rząd próbuje przesuwać państwo w stronę dalszego podporządkowania Brukseli i ideologicznych mód Zachodu.
Granica jest jednak jasna. Silny mandat nie zwalnia z szacunku dla konstytucji. Wola działania musi służyć sprawności Rzeczypospolitej, a nie budowie osobistego dworu. Oceniając Nawrockiego, trzeba więc pytać nie o to, czy chce władzy, ale do czego chce jej użyć.
II. Prawica szuka punktu ciężkości
Według Terlikowskiego Nawrocki wchodzi w przestrzeń, którą przez lata zajmował Jarosław Kaczyński. Prezes PiS był bezspornym rozgrywającym po prawej stronie. Dziś podziały i ostre spory w tym środowisku osłabiają jego zdolność do jednoczenia szerszego obozu. Prezydent ma nad partyjnymi liderami istotną przewagę: urząd, bezpośredni mandat i brak odpowiedzialności za decyzje poprzednich rządów prawicy.
Wirtualna Polska zwraca uwagę, iż politycy Konfederacji widzą w prezydencie możliwego patrona porozumienia senackiego. W takim układzie Pałac stałby się miejscem rozmowy między środowiskami, które różnią się w sprawach gospodarczych, personalnych i taktycznych, ale mają wspólnych przeciwników oraz część wspólnego elektoratu. To dla Nawrockiego wygodna rola. Może rozmawiać z każdym, nie wikłając się od razu w partyjne wojny.
Polska prawica potrzebuje współpracy, ale nie potrzebuje kolejnego wodzowskiego monolitu. Jedność osiągana przez kasowanie różnic gwałtownie zamienia się w intelektualną jałowość i walkę o miejsca na listach. Trwałe porozumienie musi opierać się na programie: obronie suwerenności, bezpieczeństwie granic, wolności gospodarczej, polityce rodzinnej oraz sprzeciwie wobec ideologizacji szkół. o ile Nawrocki potrafi zbudować wokół tych spraw sprawny mechanizm współdziałania, wykona pracę ważniejszą niż najgłośniejsze partyjne przemówienia.
III. Spór z Tuskiem wzmacnia prezydenta
Rząd Donalda Tuska traktuje głowę państwa jak głównego przeciwnika. Ma ku temu powód. Opozycja parlamentarna może składać projekty i organizować konferencje, ale to prezydent dysponuje instrumentami zapisanymi w konstytucji, w tym prawem weta ustawodawczego oraz inicjatywą ustawodawczą. Każdy poważny konflikt z Pałacem przypomina wyborcom, iż obecna władza nie kontroluje całego państwa.
Ataki ze strony obozu rządowego mogą Nawrockiemu szkodzić wśród zwolenników koalicji, ale nie o ten elektorat prezydent dziś walczy. Dla wyborców prawicy spór z Tuskiem potwierdza jego samodzielność. Liberalny establishment robi więc Nawrockiemu prezent, gdy każdą różnicę zdań opisuje jako awanturę albo przeszkodę w rządzeniu. Demokracja nie polega na wygodzie Rady Ministrów. Mechanizmy kontroli istnieją właśnie po to, by chwilowa większość nie mogła urządzać państwa bez żadnego hamulca.
Prezydent nie może jednak uzależnić swej pozycji wyłącznie od konfliktu. Samo blokowanie cudzych projektów nie tworzy programu dla Polski. Potrzebne są własne propozycje dotyczące demografii, taniej energii, bezpieczeństwa, obrony cywilnej oraz odbudowy gospodarczej podmiotowości. Polacy mają prawo oczekiwać, iż spór na szczycie władzy przyniesie konkret, a nie wieloletni spektakl instytucjonalnych przepychanek opłacanych z ich podatków.
IV. Zmiana konstytucji wymaga zgody narodu
Najpoważniejszy wątek dotyczy ustroju. Terlikowski przypomina sygnały o dążeniu do modelu prezydenckiego i zwiększenia prerogatyw głowy państwa. Taka zmiana nie może dokonać się tylnymi drzwiami, przez rozciąganie praktyki urzędowej. Konstytucja przewiduje szczególny tryb własnej nowelizacji. Do zmiany potrzebna jest w Sejmie większość dwóch trzecich głosów przy obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów, a następnie bezwzględna większość w Senacie przy takim samym wymogu frekwencji.
Obecna konstrukcja władzy wykonawczej rodzi konflikty. Prezydent ma silną legitymację wyborczą, ale rząd prowadzi politykę wewnętrzną i zagraniczną. Gdy oba ośrodki reprezentują przeciwne obozy, kompetencje łatwo stają się polem nieustannego sporu. Debata o uporządkowaniu tego modelu jest potrzebna. Musi jednak zacząć się od odpowiedzi na pytanie, jaki ustrój najlepiej chroni interes narodowy, a nie jaki ustrój najlepiej pasuje do aktualnego lokatora Pałacu.
System prezydencki może dać państwu czytelniejszą odpowiedzialność i większą sterowność. Może też nadmiernie skupić władzę, jeżeli zabraknie silnego parlamentu, niezależnych instytucji kontrolnych i precyzyjnych bezpieczników. Polska nie powinna kopiować obcych rozwiązań ani zmieniać konstytucji pod jednego polityka. Potrzebujemy własnego modelu, wyprowadzonego z doświadczeń III Rzeczypospolitej i zgodnego z zasadą ciągłości państwa.
V. Narodowy rys to zobowiązanie
Nawrocki wyróżnia się mocnym akcentowaniem historii, symboli oraz wspólnoty narodowej. Dla środowiska narodowego to ważne. Państwo, które wstydzi się własnej przeszłości, gwałtownie traci zdolność obrony własnych interesów. Pamięć o bohaterach, szacunek dla tradycji i suwerenny język w polityce zagranicznej nie są dekoracją. Kształtują obywateli gotowych brać odpowiedzialność za wspólnotę.
Symbole wymagają jednak pokrycia w decyzjach. Patriotyzm prezydenta będzie mierzony tym, czy potrafi bronić polskich kompetencji przed centralizacją Unii Europejskiej, wspierać rodzinę, upominać się o prawdę historyczną i wymuszać poważną debatę o bezpieczeństwie. Kult sprawności fizycznej czy wizerunek człowieka silnego mogą pomagać w komunikacji. Nie zastąpią politycznej treści.
Prawica także powinna zachować rozsądek. Entuzjazm wobec nowego lidera nie może przerodzić się w bezkrytyczny kult. Endecki realizm każe patrzeć na skutki, kadry i trwałość instytucji. Osobowość ma znaczenie, ale państwo musi działać również wtedy, gdy na jego czele stoi człowiek mniej wyrazisty.
VI. Długi marsz będzie oceniany po rezultatach
Terlikowski widzi w pierwszym roku prezydentury rozgrzewkę przed długą walką o realną władzę. Nawrocki rzeczywiście ma czas, urząd i zdolność skupiania uwagi. Może stać się patronem szerokiego porozumienia prawicy, inicjatorem debaty ustrojowej, a w dalszej przyszłości twórcą własnego zaplecza politycznego. Żaden z tych scenariuszy nie jest przesądzony.
Dla Polaków ważniejsze od osobistej drogi prezydenta są rachunki, bezpieczeństwo granic, przyszłość dzieci oraz suwerenność państwa. jeżeli jego ambicja zostanie podporządkowana tym sprawom, może stać się siłą porządkującą krajową politykę. jeżeli ugrzęźnie w personalnej rywalizacji i pałacowej taktyce, zmarnuje mandat, którego nie dała mu żadna partia, ale naród.
Karol Nawrocki rozpoczął długi marsz. Kierunek tego marszu musi wyznaczać interes Rzeczypospolitej. Tylko wtedy polityczna siła prezydenta będzie wartością dla Polski, a nie kolejnym rozdziałem w kronice ambicji ludzi władzy.
Źródło: WP Wiadomości











