Kapa: Sąd nad narodowym populizmem.

konserwatyzm.pl 17 часы назад

Zajawka: Czy jako narodowcy naprawdę mamy powody do optymizmu? Co ze sobą niesie populizacja nacjonalizmu?

Lead: „Widmo krąży po Europie – widmo komunizmu. Wszystkie potęgi starej Europy połączyły się do świętej nagonki przeciw temu widmu: papież i car, Metternich i Guizot, francuscy radykałowie i niemieccy policjanci”[1] – tymi oto słowy Karl Marx rozpoczął jedno ze swych najbardziej poczytnych dzieł, jakim niewątpliwie jest Manifest Partii Komunistycznej. jeżeli odpowiednio przerobić ten cytat, to będzie można adekwatnie oddać nastroje panujące wśród niektórych środowisk nacjonalistycznych w naszym pięknym kraju.

Po Europie zdaje się krążyć widmo narodowego populizmu, któremu wszelkie potęgi europejskie zdają się rzucać rękawicę – demoliberalne media, liberalne i lewicowe elity intelektualne, władze Unii Europejskiej, a choćby widoczna część hierarchii kościelnej. Wspólnie roztaczają ofensywę przeciwko ruchom takim, jak: niemiecka Alternative für Deutschland, hiszpański Vox, duńska Dansk Folkeparti, szwedzcy Sverigedemokraterna, francuskie Rassemblement National, holenderska Partij voor de Vrijheid, austriacka Freiheidliche Partei Österreichs, amerykańskie Make America Great Again, brazylijska Partido Liberal i reszcie formacji określanych zbiorczo narodowymi populizmami.

Środowisko Nowego Ładu i Polityki Narodowej wzięło na sztandary hasło „Nowej Wiosny Ludów”. To tylko jeden z wielu przykładów środowisk prawicowych patrzących tak optymistycznie na bliższą przyszłość oraz wiążących większe nadzieje z ruchami narodowo-populistycznymi w Europie. Nadzieja jest uzasadniona, czy jednak okaże się „matką głupich”? Czy faktycznie możemy liczyć na jakieś przebudzenie etyczno-duchowe narodów? Nie ma prostej odpowiedzi.

Zalety narodowego populizmu

W pierwszej kolejności należy oddać populistom to, iż słusznie występują przeciwko niezwykle szkodliwemu zjawisku polegającemu na centralizacji Unii Europejskiej. Rządząca wespół z elementem post-chadeckim i post-socjaldemokratycznym klika liberalna dąży do zniesienia państwa narodowego, a projektem pozytywnym miałby być liberalny kosmopolityzm, bądź też europejska federacja[2] przypominająca Stany Zjednoczone Ameryki (różnica tutaj może występować najwyżej w zakresie tego, czy traktujemy Stany Zjednoczone Europy w kategorii docelowej, czy jako etap przed Stanami Zjednoczonymi Świata, iż tak to nazwę).

Również narodowi populiści nie bez racji wskazują na wewnętrzną niespójność zbitki „demokracja liberalna” z uwagi chociażby na to, co wskazuje Alain de Benoist w następujących słowach: „Zdefiniowana na nowo w liberalnym sensie, demokracja przestaje być ustrojem, którego fundament stanowi suwerenność narodu. Jej nowym fundamentem stają się «prawa człowieka». Prawa człowieka okazują się nadrzędne w stosunku do suwerenności ludu, a ta ostatnia jest szanowana tylko wtedy, gdy nie jest z nimi sprzeczna: demokracja jest więc obwarowana warunkami, począwszy od poszanowania «niezbywalnych praw», które każda jednostka posiadałaby z racji swego istnienia”[3].

Dochodzi do tego tworzenie prawa dzięki reinterpretacji traktatów unijnych (mam tu na myśli twórczą reinterpretację traktatów unijnych, aby na ich bazie tworzyć prawo unijne), czy sądownictwa konstytucyjnego, na które obywatele nie posiadają kompletnie żadnego wpływu. Pozwolę sobie znów przytoczyć słowa jednego z autorytetów identytarystów: „To wszystko sposoby, by przeciwstawić suwerenności ludowej nadrzędność praw człowieka oraz prymat czystej legalności. Demokracja liberalna to demokracja bez demosu, bez ludu, bez narodu”[4]. To musi budzić opór „czystych demokratów”, ponieważ, jak napisał Jean-Jacques Rousseau, „aby wola była powszechna, nie zawsze jest rzeczą konieczną, by była jednomyślna: jest jednak rzeczą konieczną, by policzono wszystkie głowy: każde formalne wyłączenie łamie powszechność”[5]. Na gruncie samej demokracji należy przyznać rację francusko-szwajcarskiemu myślicielowi, iż „Wola bowiem jest powszechna lub nie jest: jest wolą narodu w całości lub tylko wolą jego części. W pierwszym wypadku oświadczenie tej woli jest aktem zwierzchnim i tworzy prawo; w drugim jest tylko wolą szczególną względnie aktem wykonawczym; co najwyżej jest rozporządzeniem”[6].

Obrazu tego wszystkiego dopełniają jeszcze te słowa Rousseau: „Wola powszechna jest zawsze prosta i zawsze zmierza do publicznego pożytku; ale nie wynika, iżby obrady narodu miały zawsze taką samą trafną prostotę. Zawsze pragnie się swego dobra, ale nie zawsze się je widzi: nigdy się nie przekupuje narodu, często jednak oszukuje się go, i wówczas pozornie jedynie naród chce czegoś, co jest złem. Często zachodzi znaczna różnica pomiędzy wolą wszystkich a wolą powszechną; ta baczy wyłącznie na wspólny interes; tamta baczy na interes prywatny i jest tylko sumą poszczególnych woli; ale o ile się odtrąci od tych samych wole te i plus i minus, które się wzajemnie znoszą, zostanie jako suma różnic wola powszechna”[7].

Problem społeczny syntezy demokratyczno-liberalnej

Niewątpliwie rację miał Patrick Deneen pisząc: „Liberalizm był uzasadniony, uzyskując powszechne poparcie jako przeciwnik i alternatywa dla starej arystokracji. Zaatakował dziedziczone przywileje, obalił przypisane role gospodarcze i zniósł ustalone pozycje społeczne, propagując zamiast tego otwartość opartą na wyborze, talencie, możliwości oraz przemyśle. Paradoksalnie stworzył jednak nową arystokrację, której cechą są dziedziczone przywileje, przypisane role ekonomiczne oraz ustalone pozycje społeczne”[8]. W istocie powstała klasa społeczna liberalnej elity, która żyje we własnej bańce nie znając realiów życia zwykłych Polaków, która panuje i współdzieli swe panowanie z wielką burżuazją i grupą patocelebrytów, którzy z jakiegoś powodu cieszą się jakimś autorytetem wśród młodzieży.

Istotne jest również to, co zauważył Carl Schmitt, iż aby demokracja mogła działać, potrzebne jest pewne poczucie wspólnoty, ponieważ jeżeli ma rządzić lud, to musimy najpierw określić, kto ten lud tworzy. Jak to ujął niemiecki filozof: „Każda rzeczywista demokracja polega na tym, iż nie tylko tych, którzy są równi, traktuje się w równoprawny sposób, ale również konsekwentnie każdy, kto nie jest zaliczany do równych, podlega różnym formom nierówności. Demokracja jest więc homogeniczna, a jednocześnie oznacza – z konieczności – wykluczenie lub unicestwienie wszystkich heterogenicznych elementów. Tę zasadę demokracji można krótko zilustrować na dwóch przykładach. Pierwszy to Turcja, która prowadzi radykalną akcję wysiedlania ludności greckiej i bezwzględnego etnicznego ujednolicania kraju. […] Polityczna siła demokracji polega właśnie na umiejętności przezwyciężania i usuwania elementów obcości i nierówności zagrażających homogenicznemu charakterowi demokratycznego społeczeństwa. Problem równości nie jest bowiem żadną abstrakcją, czysto logiczno-matematyczną kwestią, ale odnosi się bezpośrednio do samej treści zjawiska równości. […] Równość w idei demokracji angielskich sekciarzy w XVII wieku opiera się na zgodności przekonań religijnych”[9].

Mówiąc wprost społeczeństwo musi przejawiać poczucie wspólnoty, umieć wskazać kryteria, które pozwolą na określenie, kto jest „swój”. Dlatego Tadeusz Gluziński pobłądził pisząc: „Kto należy do ludu? Oczywiście każdy. […] Ideałem demokracji jest w zasadzie zniesienie granic państwowych, jakieś Stany Zjednoczone świata, a w najgorszym wypadku państwo tak gościnne, iż każdego obcego przybysza, jak w domu zajezdnym, uważa za współgospodarza”[10], ponieważ lud jako ogół nie może być czymś abstrakcyjnym. Wokół tego nie wybuduje się poczucia wspólnoty. Śmiem podejrzewać, iż Gluziński błędnie utożsamił demokrację tylko z jej liberalną odmianą.

W przypadku Republiki Francuskiej było to poczucie wspólnoty obywateli tego kraju, w przypadku Związku Radzieckiego było to poczucie wspólnoty ideologicznej. Wokół czego jednak chcą wytworzyć poczucie wspólnoty liberalne elity znajdujące się aktualnie u steru? Ja żadnej realnej propozycji nie widzę… no może poza naiwną propozycją niemieckiego myśliciela Jürgena Habermasa, która polegałaby na stworzeniu prawnej wspólnoty europejskiej[11]. Całość zasadzona jest zarówno na zradykalizowanym przekonaniu o państwowej genezie narodu, jak i na tym, iż Habermas jest kosmopolitą przekonanym o tym, iż zmiany komunikacyjne doprowadzą nas do powszechnego poczucia obywatelstwa światowego (stąd też jego zdaniem jednym z czynników integrujących Europejczyków powinna być liberalna polityka migracyjna)[12].

Problem jednak w tym, iż ludzie są ze swej natury istotami społecznymi. Wiąże się to nie tylko z prawdą – którą zdają się ignorować liberałowie – o tym, iż dla człowieka naturalne jest życie we wspólnocie, ale także z tym, iż człowiek w miarę socjalizacji kształtuje się m.in. pod wpływem tego, w jakim narodzie przyszło mu się wychować. To samo dziecko wychowane przez polską rodzinę lub przez rosyjską rodzinę będzie w dorosłości innym człowiekiem. Pierwszy język, jaki poznaliśmy, pierwsze zasady obyczajowości, które nabywaliśmy w wieku dziecięcym – to pierwsze z brzegu przykłady tego, iż społeczeństwo, w którym się wychowaliśmy nas ukształtowało. Pozostając przy powyższym przykładzie różnica nie polega tylko na tym, czy dziewczynka nazywałaby się np. Katarzyna, czy Katerina Nikołajewna, ale też na tym, z jakim państwem się utożsamia, jak postrzega niektóre wydarzenia historyczne, w jaki sposób myśli i tak można jeszcze wymieniać.

To, do czego zmierzam, to fakt, iż wyemancypowana jednostka pozbawiona wpływu na swoje ukształtowanie ze strony środowiska, narodowości, kultury, religii wyznawanej w rodzinie i innych tego rodzaju czynników po prostu nie istnieje. Nie istnieje zatem jednostka, o której można by było powiedzieć, iż jest „po prostu człowiekiem”. W związku z tym wytworzenie poczucia wspólnoty ogólnoludzkiej w oderwaniu od kwestii narodowych, aksjologicznych, religijnych, ideowych i innych, które mają istotne znaczenie dla budowy tożsamości zbiorowej, jest niemożliwe.

Nie wdając się w głębsze analizy wewnętrznej relacji między liberalizmem i demokracją (a byłoby co analizować), przejdę do innego zagadnienia. Skoro zaznaczyłem na początku, iż nie mam jednoznacznie pochwalnego stosunku do narodowego populizmu, to pozwolę sobie przejść do uwag, które żywię w stosunku do idei narodowo-populistycznych.

Problemy z narodowym populizmem

W pierwszej kolejności muszę wskazać, iż nieskrępowane wyrażanie woli powszechnej jest bronią obosieczną. Z jednej strony owszem – da się dzięki temu zablokować różne głupoty takie, jak całkowite odejście od samochodów spalinowych w szybkim tempie, albo proponowane przez Partię Razem[13] umożliwienie wpisania do dokumentów płci innej, niż męska i żeńska. Ale także trzeba zgodzić się na szkodliwe postulaty, które mają społeczne poparcie. Efektem tego są takie kwiatki, jak zapis w programie holenderskiej PVV mówiący: „Nie ma jednak miejsca na kształcenie, które jest sprzeczne z najważniejszymi zasadami, na których opiera się nasze społeczeństwo: wolnością, równouprawnieniem kobiet i mężczyzn, heteroseksualnych i LGBTI, wierzących i niewierzących”[14]. Innym przykładem jest to, iż szwedzcy SD popierają okaleczanie młodzieży dzięki tzw. tranzycji[15]. Co więcej, w ich programie możemy znaleźć sugestię, iż partia ta postrzega „orientację seksualną” w kategoriach analogicznych do płci[16]. Jeszcze innym przykładem może być rosyjski Władimir Wolfowicz Żyrinowski, który proponował legalizację poligamii[17].

Co więcej, choćby bez takich „skrzywień” z własnej, a Ciężko więc występować z akceptowalnym z punktu widzenia katolickiego programem obyczajowym wołając, iż tego chcą tak naprawdę ludzie.

Przy tej sposobności przypomnę, iż wg. Rousseu: „Jeżeli więc w chwili zawierania układu społecznego znajdą się sprzeciwiający się mu, ich sprzeciw nie sprowadza nieważności umowy, nie pozwala jednak, by oni nią zostali objęci; są oni cudzoziemcami wśród obywateli. Gdy państwo zostanie założone, zgoda polega na przebywaniu w nim; zamieszkiwać terytorium, znaczy poddawać się władzy zwierzchniczej.
Poza tą pierwotną umową, głos większości zobowiązuje zawsze wszystkich pozostałych; jest to następstwem umowy […] Gdy wnosi się jakieś prawo na zgromadzenie narodu, adekwatnie nie zapytuje się ich, czy wniosek przyjmują lub też czy go odrzucają, ale czy ten wniosek zgodny jest, czy nie, z wolą powszechną, która jest ich wolą; każdy oddając głos, wypowiada swoje co do tego zdanie, a z obliczeni głosów wynika oświadczenie woli powszechnej. Gdy więc zwycięża zdanie przeciwne mojemu, dowodzi to jedynie, iż się pomyliłem i iż to, co uważałem za wolę powszechną, nią nie było”[18].

Ogółem ruchy narodowo-populistyczne przeprowadziły polityczne aggiornamento i z jednej strony mniej lub bardziej ostro krytykują imigrację z pozycji państwa narodowego, z drugiej zaś strony chcąc zyskać szersze poparcie zdecydowały się na ulegnięcie liberałom w zakresie kulturowo-obyczajowym. W dziedzinie walki o kulturę, walki o obyczajowość, czy walki o religię – skapitulowały lub – co gorsza – mają tu autentyczne stanowisko liberalne . Można powiedzieć, iż to jest jakiś postliberalizm, który przestał być pełnoprawnym liberalizmem zobaczywszy fakt istnienia ogólnego bytu społeczeństwa i stąd wyciągnął słuszny wniosek, iż islamska imigracja forsowana przez elity zagraża liberalnemu, świeckiemu i prawoczłowieczemu porządkowi prawno-społecznemu, a zatem występują w jego obronie. Stąd też śmiem twierdzić, iż epizodyczne odwołania do chrześcijaństwa mają charakter wyłącznie instrumentalny, bowiem gdyby faktycznie odradzało się chrześcijaństwo, to stanowiłoby ono takie samo zagrożenie dla tej aksjologii, jak islam.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, iż prawdopodobnie gdyby Marine Le Pen nagle wystąpiła z programem zawierającym penalizację propagowania złego prowadzenia się i propozycję przetransoformowania V Republiki Francuskiej w katolicką republikę opartą na ideałach Révolution nationale, to wylądowałaby pod progiem wyborczym mając kilka większe zasięgi, niźli partia Les Nationalistes. Niemniej jednak odnoszę wrażenie, iż jej ruch – podobnie, jak większość ruchów narodowo-populistycznych – w ogóle choćby nie dąży do choćby stopniowej i powolnej zmiany optyki społecznej. Nic mi o tym nie wiadomo, aby tego typu ruchy brały na siebie rolę „tych umiarkowanych”, a zarazem wspierały bardziej radykalne ruchy po to, aby były widoczne w sferze publicznej i mogły docierać do szerszego odbiorcy, niż pojedyncze jednostki. Nic mi nie wiadomo, aby Le Pen (choćby pod pretekstem obrony wolności słowa i pluralizmu politycznego) broniła lub w inny sposób pomagała ruchom takim, jak wyżej wspomniana partia Les Nationalistes, czy choćby Action Française (tak, przez cały czas istnieje).

Z tego też powodu wydaje mi się, iż tak, jak hierarchia kościelna prawdopodobnie na Soborze Watykańskim II kierowała się m.in. chęcią utrzymania zasięgów i wpływów Kościoła Katolickiego (fakt, iż to się nie udało to inna sprawa), tak też uważam, iż prawicowcy, narodowcy dobrej woli pokładający większe nadzieje w ruchach narodowo-populistycznych kierują się przede wszystkim chęcią dotarcia do szerszych mas społecznych. Problem w tym, iż nawet, gdyby hipotetycznie dzisiaj doszło do przewrotu, w wyniku którego jako narodowcy uzyskalibyśmy władzę, to prawdopodobnie zbyt długo byśmy jej nie utrzymali, gdyż nasze społeczeństwo jest do narracji demoliberalnej przywiązane niczym sarmacka szlachta do liberum veto.

Władza to nie wszystko, co widać choćby po tym, iż w 1815 r. rewolucja francuska została pobita, a jednak Ancien Régime się nie utrzymał. Priorytetem powinien być przewrót duchowy.

Słusznie pisał Herbert Marcuse: „Fakt, iż olbrzymia większość ludności akceptuje i jest zmuszona do akceptowania tego społeczeństwa, nie czyni go mniej irracjonalnym i mniej godnym potępienia. Rozróżnienie między prawdziwą i fałszywą świadomością, rzeczywistym i bezpośrednim interesem wciąż pozostaje znaczące. […] Ludzie muszą je dostrzec i znaleźć własną drogę od fałszywej do prawdziwej świadomości, od swych interesów bezpośrednich do rzeczywistych. Mogą oni dokonać tego tylko wtedy, gdy żyją potrzebą zmiany swego sposobu życia”[19]. Tej zmiany sposobu życia i zmiany mentalności społecznej bynajmniej nie próbują przeprowadzać narodowi populiści . Oczywiście w znaczeniu tak politycznym, jak i – a może choćby bardziej – intelektualnym, bo ogółem przedstawiciele tego nurtu politycznego mają tendencje do redukcjonizmu działalności publicznej do polityki sensu stricte. Tutaj potrzebna jest potencjalna kooperacja polityków z ludźmi kultury, intelektualistami, bardziej ideowymi stowarzyszeniami, które nie muszą zabiegać o poklask wyborców (np. HVIM na Węgrzech) etc., natomiast tego po prostu brakuje. A społeczeństwa nie zmienia się tylko dzięki czynnej polityki…

Wydając ostateczny wyrok uznać należy, iż narodowy populizm może być instrumentalnie przydatny, ale nie należy popadać w przesadny optymizm z tego powodu, ani też upatrywać w tym jakiegoś wielkiego zrywu ku odrodzeniu chrześcijańskich narodów. To jest po prostu odruch obronny (post)liberalnej rzeczywistości (stąd też takie chętne wliczanie Izraela do państw ich cywilizacji), która chce bronić społecznego status quo narodów zachodnich przeciw centralizacji Unii Europejskiej i przeciwko niekompatybilnej z tym ładem społecznym imigracji, którą popierają liberalne i lewicowe elity polityczne, stąd też pokazanie im żółtej kartki przez wyborców głosujących na narodowych populistów (wyjątek stanowi oczywiście LDPR z uwagi na to, iż de facto odgrywa rolę kontrolowanej przez reżim putinowski „opozycji”).

Co natomiast w zamian i jakie metody przyjąć, jeżeli nie mamy stawiać va banque na partyjną grę polityczną? To jest temat na inny tekst.

Krzysztof Michał Kapa

[1] K. Marks, F. Engels, Manifest partii komunistycznej, [w:] Idem, Dzieła wybrane T.1, tłum. anonim., Warszawa, 1949, s. 25.

[2] A. Wielomski, M. Ziętek-Wielomska, Państwo narodowe i jego wrogowie, Warszawa, 2020, s. 21

[3] A. de Benoist, Przeciw liberalizmowi. Społeczeństwo to nie rynek, tłum. K. Tyszka-Drozdowski, Warszawa, 2022, s. 293

[4] Ibidem… s. 297

[5] J.-J. Rousseau, O umowie społecznej, tłum. M. Starzewski, Warszawa, 2002, s. 46

[6] Ibidem…, s. 46-47

[7] Ibidem…, s. 50

[8] P. Deneen, Dlaczego liberalizm zawiódł?, tłum. M. Czarnecki, Warszawa, 2021, s. 198

[9] C. Schmitt, Duchowa i historyczna sytuacja dzisiejszego parlamentaryzmu, [w:] Idem, Teologia polityczna i inne pisma, tłum. M. Cichocki, Warszawa, 2012, s. 150-151

[10] T. Gluziński, Odrodzenie idealizmu politycznego, Krzeszowice, 2012, s. 26

[11] J. Habermas, Obywatelstwo a tożsamość narodowa. Rozważania nad przyszłością Europy, tłum. B. Markiewicz, Warszawa, 1993, s. 17

[12] Ibidem…, s. 35

[13] Za równością, przeciw dyskryminacji, partiarazem.pl [Dostęp 18.07.2025], https://partiarazem.pl/deklaracja-programowa/6-za-rownoscia-przeciw-dyskryminacji

[14] Nederlanders weer op 1. PVV Verkiezingsprogramma 2023, s. 33, https://www.pvv.nl/images/2023/PVV-Verkiezingsprogramma-2023.pdf

[15] HBTQ personers psykiska hälsa, sd.se [Dostęp 18.07,2025], https://web.archive.org/web/20210806150616/https://sd.se/our-politics/hbtq-personers-psykiska-halsa/

[16] Principprogram Sverigedemorkaterna 2023, s. 19, https://www.sd.se/wp-content/uploads/2024/01/sverigedemokraternas-principprogram-2023.pdf

[17] Жириновский выступил за введение в России многоженства, m24.ru, [Dostęp 22.07.2025], https://www.m24.ru/news/obshchestvo/21102019/94134

[18] J. J. Rousseau, op. cit., s. 176-178

[19] H. Marcuse, Człowiek jednowymiarowy. Badania nad ideologią rozwiniętego społeczeństwa przemysłowego, tłum. W. Gromczyński, Warszawa, 1991, s. 9.

[Da1]Unia się nie federalizuje, ale centralizuje, ew. integruje w modelu imperialnym.

[Da2]Chodzi Ci o to? O tworzenie nowego prawa na bazie starych traktatów i ich tworczej reinterpretacji?

[JS3]Czy Żyrinowskiego można nazwać „narodowym populistą” w rozumieniu takim jak ci europejscy?

[A4]Patrząc na retorykę LDPR, to uważam, iż jest to uzasadnione, a czy faktycznie jest/była to antysystemowa opozycja… no tutaj mam wątpliwości, podobnie, jak w przypadku części ruchów powszechnie uznanych za narodowo-populistyczne, jak chociażby trumpizm w USA, albo Bolsonaro w Brazylii.

[JS5]Czy są jakieś dowody na to, iż „narodowy populizm nakazuje popieranie swobody aborcyjnej” w Irlandii? Która narodowo-populistyczna partia w Irlandii to popiera? O ile mi wiadomo, partie wpisujące się w nurt narodowy są tam antyaborcyjne – jedna z nich wręcz uformowała się w wyniku rozłamu w Sinn Fein właśnie na tle stosunku do aborcji.

[A6]Aontú, na ile mi wiadomo, się wpasowuje raczej w tradycję irlandzkiego republikanizmu (ideologii IRA), a nie w nurt „irlandzkiej filii MAGA”. Już Sinn Féin się w to bardziej wpasowuje patrząc na to, iż skręciła w tę stronę odrzucając pryncypializm ideologiczny.

[7]Odpowiedź do Damian aa (23.07.2025, 14:56): „…”

Sinn Fein jest w tej chwili raczej po prostu partią socjaldemokratyczną, bojkotującą Trumpa w związku z sytuacją w Gazie. W zakresie polityki tożsamościowej zaś wpisuje się w schemat irlandzkiego republikanizmu – jako jego główna spadkobierczyni.

Teza, iż jakkolwiek ujęty „narodowy populizm” wykazuje poparcie dla swobody aborcyjnej w Irlandii – jest trudna do podparcia.

Ok, proszę spojrzeć na inną, bardziej „ortodoksjną” wersję – Sinn Féin Poblachtach. Prócz tego zaznaczyłem na tym przypadku, iż ciężko jest występować z – przykładowo- programem pro-life przy jednoczesnym odwoływaniu się do prawdziwej woli ludu w sytuacji, w której społeczeństwo ewidentnie jest proaorcyjne.

[Da9]Ty mylisz powszechną z większości.

[Da11]Oceniając to wszystko nie można jednak abstrahować od kontektu politycznego – Stary Le Pen był bardziej radykalny, za to spędził niemal całe zycie na politycznym marginesie. Przecież gdyby we Francji Le Pen wyskoczyla z zakazem aborcji i parad LPG to znalazłaby się pewnie pod progiem. Nie mówię, iż to dobrze, iż oni te kwestie bioetyczne i inne odpuszczają, ale po prostu są politykami i muszą oni brać pod uwagę demos. Warto to zaznaczyć, bo takie krytykanctwo odejscia od pryncypialności, które nie uwzględnia lokalnych realiów jest po prostu krytyką oderwaną od rzeczywistości.

[Da12]No pytanie czy od tego są politycy? No a jeżeli masz zarzut do narodowych populistów jako środowisk intelektualnych to warto to napisać, iż te środowiska intelektualne powiązane z przedstawicielami partii narodowopopulistycznych nie proponują takiego przewrotu, redukując konieczność zmian do stricte polityki.

[Da13]No chyba nie tylko bronić status quo, a raczej cofać np. przywileje imigrantów czy też cofać niektóre reformy pogłębiające integrację UE.

[Da14]Zapominasz o kluczowym elemencie tego buntu – to bunt wobec dotychczasowych elit, to mocna żółtka kartka dla establishmentu.

Читать всю статью