Ta fraza była używana przez komunistów przy każdej okazji. Najczęściej przy tłumaczeniach: „No, być może u nas rzeczywiście poziom życia jest nieco niższy – ale za to tam panuje zgnilizna…”
Używał tego już Największy Socjalista, tow. Adolf Hitler. Przekonał się jednak, iż odpowiednio rozwścieczony Zachód, choć nieco nadgniły, potrafi się odwinąć i zrobić porządek z Wielką Tysiącletnią Rzeszą – a gdyby się uwziął, to mógłby spuścić ze smyczy generała Jerzego Pattona i zrobić porządek również z Jeszcze Większym Socjalistą, tow. Józefem Stalinem. A dlaczego tego nie zrobił?
No właśnie dlatego, iż mu się już nie chciało – a nie chciało się dlatego, iż był zgniły…
Zdrowe moralnie królestwa Anglii i Francji mogła Stuletnią Wojnę toczyć choćby przez 110 lat – a tym zgniłkom już po kilku latach się nie chce!
To „gnicie” Zachodu ma solidną podstawę teoretyczną. Już nasz Wieszcz, śp. Zygmunt hr. Krasiński wkładał w usta Komunisty słowa:
„Wydziedziczeni wszyscy, w jednej chwili,
Jak lwy się będą, zobaczycie, bili”.
Podczas gdy ludzie żyjący w dostatku wolą raczej wypoczywać, niż się bić. Jedyne, co umieją, to pomnażać bogactwo.
Gdyby Wielka Trójca Postępowców: Lenin, Hitler i Stalin – dożyła dnia dzisiejszego, to przekonałaby się, iż dziś choćby tego im się nie chce: bogactwo wyrzucają za okna w zdumiewającym wręcz tempie: na walkę z Globalnym Ociepleniem, na propagowanie Równości Płci i inne bzdurne zachcianki. Teraz, jak ich trochę poirytował Włodzimierz Putin to zaczęli się w sobie zbierać – ale nad wyraz niechętnie. Dlaczego?
Właśnie dlatego: bogatym się nie chce. Więc wylegują się w edredonach i gniją.
Gniją – choć sami wyznają teraz socjalizm. Czyli nie chodzi o walkę kapitalizmu z socjalizmem, tylko o Krążenie Elit, o którym mówił jeszcze śp. Wilfryd Pareto: społeczeństwa się bogacą drapieżnie walcząc, potem bogacą się już sprawnie i szybko, po czym gniją i ustępują miejsca tym, którym jeszcze się chce bogacić szybki i sprawnie – a za ich plecami już czyhają ci, co chcą się bogacić drapieżnie…
I adekwatnie: co w tym złego? Tak toczy się światek…
Problemem jest to, iż tak działało Krążenie Elit w krajach normalnych. Monarcha wiedział, iż plenus venter non studet libenter i się uśmiechał spokojnie i dobrotliwie – ale proszę dziś wygrać wśród studentów wybory pod hasłem „Student powinien być głodny!”. Inaczej bowiem jest w nieznanym dawniej społeczeństwie D***kratycznym i Socjalistycznym. W D***kracji nie ma (teoretycznie…) elit, a bogactwo rozkłada się w miarę równo. O ile dawniej za plecami arystokracji stała Klasa Średnia pragnąca ją zastąpić, a niżej były Masy Głodnych, chcących się bogacić choćby i po trupach, bo nie maja nic do stracenia prócz kajdan – to dziś tych warstw nie ma. Ludzie żyjący z opieki społecznej maja dobrobyty, o jakim się dawniej nikomu nie śniło. Arystokracja francuska ćwierć millenium temu była naprawę zdegenerowana, zastąpiła ją burżuazja, a na dole był Głodny L*d. Dziś L*d nie jest głodny – więc nie ma komu zastąpić przeżartej zgnilizną Klasy Rządzącej. Epstein znacznie przebił markiza de Sade – problem w tym, iż Prosty L*d sam też nie ma nic przeciwko odrobinie zboczeń wszelakich. Trochę jeszcze wierzga przy pedofilii (bo dzieci jest mało, więc są Skarbem) – ale kazirodztwo, homoseksualizm i inne odchyłki od normalności nie budzą już w L*dzie zdrowego oburzenia i chęci odcięcia się od tej zgnilizny.
Nie ma już komu zstąpić zgniłków.
Dlatego importuje się Zdrowy L*d spoza naszej cywilizacji, która dobiegła już swojego kresu. Skoro nie mamy własnej Masy Głodnych, to trzeba ich sprowadzić. Inaczej wszystko zgnije.
Jeżeli dziś podejrzewamy nasze elity o spisek, o stworzenie Deep State, mającego jakieś bliżej nieznane cele – to całkiem dobrze wygląda hipoteza, iż ONI to wszystko wiedzą! Wiedzą – i właśnie ratują Cywilizację! Bo gdybyśmy odgrodzili się murem od Biednych Głodnych, to byśmy wszyscy wyzdychali – jak myszy w doświadczeniu śp. Jana B.Calhouna. Nasze sytuacje metro i elektrownie atomowe zarosłoby zielsko, po którym wałęsaliby się jacyś Eloje, którym roboty dawałaby wyszukane potrawy w dowolnej ilości. Nie byłoby żadnych Morloków by zastąpić Elojów – więc trzeba Morloków przywieźć!
I nastąpi to samo, co było z Cesarstwem Rzymskim. Gdy Rzymianie byli już tak obrzydliwie bogaci, iż budowali akwedukty, a w każdym prowincjonalnym mieście jakieś Koloseum – przyszli Barbarzyńcy, wyrżnęli… ale jednak kultura i cywilizacja przetrwały!
Proszę sobie wyobrazić, iż nie w V czy VI – ale już w III wieku elity Rzymu (które znałyby teorie Pareto) dostrzegły, iż Rzym gnije, iż choćby prosty L*d nie chce już walczyć, tylko żąda Chleba i Igrzysk. I ludzie Deep State, zbrojni w tę wiedzę, postanawiają nie czekać, aż Rzym zawali się z powodu własnych nieprawości – i już wtedy importują rozmaitych Gallów, Germanów, Azjatów i Murzynów z Afryki – w przekonaniu, iż się ich trochę podszkoli – jak, nie przymierzając, Polpota – i oni wyrżną to zgniłe społeczeństwo i je zastąpią. Białych już nie będzie – ale Cywilizacja przetrwa!
O, proszę: jacy kardynałowie w Collegium głoszą najzdrowsze poglądy? Murzyńscy!
Więc ktoś-tam dobrze ukryty nie chce czekać i ryzykować – bo przecież w VI wieku dzieła Pitagorasa mogły całkiem zaginąć! Nie: Barbarzyńców trzeba sprowadzić zanim Rzymianie zgniją do reszty. Teraz!
I to byłby cień (złudnej…) nadziei, iż to nie powszechna Głupota rządzi – ale ktoś nad tym panuje i ma swój Plan…
Ech! Nadzieja umiera ostatnia…
Janusz Korwin-Mikke
Myśl Polska, nr 33-34 (16-23.08.2026)












