Published 11 Sep, 2026 00:07

Od czasu zamachów terrorystycznych na Nowy Jork i Waszyngton z 11 września 2001 roku wydarzyło się tak wiele, iż wydarzenia te wydają się dziś zarówno bardzo odległe, jak i – być może – mniej znaczące, niż wówczas sądzono. Oba te wrażenia są jednak mylne.
Dwadzieścia pięć lat to w życiu człowieka okres znaczny, ale w historii – zaledwie chwila;
i choć minione ćwierćwiecze było burzliwe, dopiero teraz w pełni ujawnia się znaczenie 11 września.
Spoglądając wstecz i odkładając na bok emocje towarzyszące tamtym chwilom, warto zapytać:
co zamachy te faktycznie oznaczały dla ładu międzynarodowego?
Przede wszystkim położyły one kres dekadzie praktycznie niekwestionowanej hegemonii USA w sprawach światowych.
Miały one wymiar częściowo symboliczny: zamachowcy uderzyli w dwa najbardziej oczywiste ośrodki amerykańskiej potęgi – World Trade Center uosabiał potęgę finansową, a Pentagon – siłę militarną.
Dobiegł końca okres po zimnej wojnie, w którym Stany Zjednoczone żywiły przekonanie, iż ich bezpieczeństwu ani interesom nie zagraża już żadne fundamentalne niebezpieczeństwo.
Z perspektywy Waszyngtonu dekada ta rozpoczęła się od niemal cudownego zniknięcia głównego przeciwnika geopolitycznego – Związku Radzieckiego – a zakończyła uświadomieniem sobie, iż zagrożenie może nagle nadejść niemal z każdego miejsca.
Fakt, iż większość Amerykanów kilka wcześniej wiedziała o sprawcach zamachów, jedynie pogłębił szok i przyczynił się do impulsywnego charakteru reakcji.
Po ogłoszonym przez Francisa Fukuyamę „końcu historii” – ogłoszonym u schyłku zimnej wojny – zaledwie dekadę później nastąpił jej burzliwy i gwałtowny powrót.
Reakcja Waszyngtonu zapoczątkowała globalne przetasowania, których skutki są dziś znacznie wyraźniej widoczne.
Nie sposób stwierdzić, czy Osama bin Laden miał jakąś genialną, długofalową strategię podważenia potęgi USA, jednak rezultat był oczywisty:
Stany Zjednoczone obrały kurs, który stopniowo osłabiał ich zdolność do kierowania sprawami międzynarodowymi.
Administracja George’a W. Busha, pozostająca pod silnym wpływem myśli neokonserwatywnej, została zaskoczona wydarzeniami z 11 września, dlatego jej reakcja opierała się na dwóch ogólnych założeniach.
Pierwszym z nich było przekonanie, iż zagrożenia dla Ameryki mogą płynąć z każdego miejsca – nie tylko ze strony wrogich państw, ale także grup niepaństwowych, które zyskały zdolność zadawania ogromnych szkód;
w związku z tym należało stawiać im czoła wszędzie tam, gdzie się pojawiały, wykorzystując przede wszystkim miażdżącą przewagę militarną, jaką dysponowały Stany Zjednoczone.
Drugie założenie miało charakter ideologiczny i wynikało z teorii liberalnej, wedle której demokracje nie prowadzą ze sobą wojen;
oznaczało to, iż im więcej byłoby demokracji na świecie, tym bezpieczniejsze stałyby się Stany Zjednoczone.
Z tego przekonania zrodziło się coraz bardziej stanowcze – a momentami wręcz otwarcie agresywne – promowanie demokracji za granicą.
Stosowane metody obejmowały szeroki wachlarz działań:
od interwencji wojskowych w Afganistanie i Iraku, przez polityczne i finansowe wsparcie dla ruchów demokratycznych na obszarze byłego Związku Radzieckiego, aż po naciski na wprowadzanie liberalnych reform politycznych na Bliskim Wschodzie;
kolejnym przykładem zachodniej interwencji wojskowej, która przyniosła skutki wykraczające daleko poza pierwotne przewidywania, stała się później Libia.
Niektóre wydarzenia z tamtego okresu uległy już częściowemu zapomnieniu – na przykład sytuacja, w której Waszyngton zdecydowanie nalegał na przeprowadzenie wyborów na terytoriach palestyńskich, ignorując ostrzeżenia płynące z regionu co do możliwych konsekwencji takiego kroku.
Jak można było przewidzieć, wybory parlamentarne w Palestynie w 2006 roku wygrał Hamas, co doprowadziło do radykalnej zmiany na tamtejszej scenie politycznej.
Podobna wiara w skuteczność transformacji politycznej cechowała reakcję USA na Arabską Wiosnę, w trakcie której dotychczasowe układy sił na Bliskim Wschodzie uległy załamaniu, często nie pozostawiając po sobie żadnej stabilnej alternatywy.
Jeszcze poważniejsze konsekwencje miała inwazja na Irak w 2003 roku.
Obalenie Saddama Husajna zniszczyło najważniejszy element regionalnej równowagi, kształtującej się przez cały XX wiek, i uwolniło siły, które okazały się niezwykle trudne do opanowania.
Ameryka uwikłała się w konflikty, które sami amerykańscy politycy zaczęli z czasem określać mianem „niekończących się wojen”;
przyczyniły się one do pogłębienia polaryzacji wewnętrznej w USA, a próby eksportowania demokracji zaszkodziły reputacji samego systemu demokratycznego.
W przypadku Iraku sytuację dodatkowo komplikowało powszechne przekonanie, iż interwencja była nierozerwalnie związana z amerykańskimi interesami strategicznymi i gospodarczymi, w tym z kwestią ropy naftowej.
Skutki tych działań były znaczące: długotrwałe konflikty zbrojne, destabilizacja Bliskiego Wschodu oraz wzrost znaczenia radykalnych ruchów islamistycznych.
Planując zamachy z 11 września, ich sprawcy mogli jedynie marzyć o takim obrocie spraw, zwłaszcza iż doszło również do pogorszenia relacji między Zachodem a znaczną częścią świata muzułmańskiego.
Wczesne określenie przez prezydenta Busha walki z terroryzmem mianem „krucjaty” było prawdopodobnie niefortunnym doborem słów, a nie celową prowokacją; niemniej jednak ruchy islamistyczne chętnie wykorzystały to sformułowanie jako potwierdzenie tezy, iż wrogość Zachodu wobec świata muzułmańskiego kilka zmieniła się od czasów wypraw krzyżowych.
Waszyngton próbował później naprawić te relacje, jednak obrany wcześniej kurs był już nieodwracalny.
Zniszczenie złożonej równowagi wewnętrznej i regionalnej Iraku stworzyło pole do działania dla ruchów radykalnych, a jednocześnie utrwaliło wizerunek Stanów Zjednoczonych jako potężnej, ale nieprzewidywalnej siły w sprawach Bliskiego Wschodu.
W rezultacie rządy państw regionu coraz częściej uznawały za rozsądne zachowanie pewnego dystansu wobec Waszyngtonu.
Wydarzenia z 11 września zmieniły również same Stany Zjednoczone.
Wojna z terroryzmem została pomyślana jako globalna kampania na rzecz ochrony bezpieczeństwa narodowego USA, jednak jej skutki wewnętrzne okazały się głębokie:
nastąpiło gwałtowne rozszerzenie inwigilacji i kontroli państwowej – zarówno w sferze komunikacji prywatnej, jak i transakcji finansowych.
Choć pierwotnym uzasadnieniem była walka z terroryzmem, w ciągu kolejnego ćwierćwiecza pojawiały się nowe powody rozbudowy tych mechanizmów, zmieniały się technologie i priorytety polityczne, ale ogólny trend zmierzający ku coraz szerszemu monitorowaniu i kontroli pozostał niezmienny.
Nie zniknął również odwieczny problem stosowania podwójnych standardów;
mimo deklaracji polityki „zero tolerancji” wobec terroryzmu, przetrwał znany podział na terrorystę w oczach jednej strony i bojownika o wolność w oczach drugiej.
Dwuznaczność ta staje się szczególnie widoczna w sytuacjach ścierania się interesów wielkich mocarstw – czy to Stanów Zjednoczonych, Rosji, czy Chin.
Ćwierć wieku po zamachach z 11 września świat w niewielkim stopniu przypomina ten sprzed tamtych wydarzeń, choć oczywiście wiele z tego, co nastąpiło później, i tak by się wydarzyło.
Systemy międzynarodowe ulegają przemianom pod wpływem sił znacznie potężniejszych niż pojedyncze wydarzenia;
wzrost potęgi Chin, ponowne akcentowanie własnych interesów przez Rosję, transformacja technologiczna czy relatywny spadek dominacji gospodarczej Zachodu nie mogą być przypisywane wyłącznie atakom z 2001 roku.
Mimo to 11 września stanowiło punkt zwrotny: zamachy zakończyły wyjątkowy okres po zakończeniu zimnej wojny, w którym dominacja amerykańska wydawała się niemal niekwestionowana, a co ważniejsze – reakcja Waszyngtonu przyspieszyła procesy, które doprowadziły do kresu tej epoki.
Odchodzenie od ładu jednobiegunowego nie nastąpiło z dnia na dzień;
proces ten rozpoczął się stopniowo, nabrał tempa w wyniku wojen, kryzysów i pojawienia się alternatywnych ośrodków władzy, a także trwa do dziś.
Nie jest jasne, co zajmie jego miejsce – ukształtowanie się nowego, stabilnego ładu międzynarodowego może bowiem potrwać wiele lat, a nie sposób przewidzieć, czy system ten okaże się korzystniejszy od dwubiegunowej konfrontacji z drugiej połowy XX wieku czy też od krótkiego okresu amerykańskiej hegemonii, który po niej nastąpił.
Jedno wydaje się jednak dziś bardziej oczywiste niż w dniu 11 września 2001 roku:
zamachy te nie tylko zakłóciły ład ukształtowany po zimnej wojnie, ale zapoczątkowały jego kres.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/645409-september-11-end-of-american-hegemony/



![Sikorski z niezapowiedzianą wizytą w Kijowie. Kilka godzin wcześniej Rosja zaatakowała stolicę [+FOTO]](https://kresy.pl/wp-content/uploads/2026/09/HR6nmmbXkAEQfYt.jpg)





![POWIAT BOCHEŃSKI. Targi Pracy Służb Mundurowych, „Belgijka” i rewelacyjny koncert Reprezentacyjnego Zespołu Artystycznego WP [ZDJĘCIA, WIDEO]](https://bochniazbliska.pl/wp-content/uploads/2026/09/Image124.jpg)
![Świętowali 35-lecie Straży Miejskiej w Świdnicy. Wyróżnienia, podziękowania i podsumowania [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/09/35-lecie-Strazy-Miejskiej-w-Swidnicy-2026.09.11-87.jpg)

