
Iran: Sztuka kontrolowania dominacji eskalacji
Pepe Escobar
Reakcja Iranu na amerykańską prowokację jasno pokazała, iż obecna wersja proponowanego 60-dniowego zawieszenia broni nie jest wykonalna.
MOSKWA – Iran, w przeciwieństwie do USA, ma niezwyciężoną dominację w eskalacji. I to właśnie doprowadza głośno wściekłego cesarza barbarzyństwa do szaleństwa.
Podsumujmy pokrótce najważniejsze wydarzenia minionego tygodnia.
W odpowiedzi na atak powietrzny CENTCOM na obszar wokół lotniska Bandar Abbas – co stanowiło bezpośrednie złamanie fikcji „zawieszenia broni” – Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) przeprowadził tego samego dnia ukierunkowany atak na bazę amerykańską w Kuwejcie.
IRGC nie pozostawiło cienia wątpliwości: „Jeśli to się powtórzy, nasza odpowiedź będzie bardziej zdecydowana”.
Starannie zaplanowana odpowiedź Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej miała być celowym ostrzeżeniem, jednoznacznie sygnalizującym, iż na każdą amerykańską prowokację zostanie odparta – jednak bez wywoływania powrotu do wojny na pełną skalę.
Na początku ubiegłego tygodnia dwa amerykańskie okręty wojenne podjęły próbę „ciemnego przejścia” przez Cieśninę Ormuz: wyłączono transpondery, obejść należało nadzór ze strony Marynarki Wojennej Straży Rewolucyjnej, a powtarzające się ostrzeżenia nawigacyjne zignorowano.
Jednakże wywiad radiowy Omanu wykrył statki i po całkowitym zignorowaniu ostrzeżeń, marynarka wojenna Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej przeprowadziła ukierunkowany atak dronów.
W tłumaczeniu oznacza to: Polegało to na ścisłym egzekwowaniu nowych praw regulujących kontrolowany przez Iran korytarz żeglugowy w jednym z najbardziej newralgicznych punktów morskich na świecie.
Oś syjonistyczna nie omieszkała przedstawić działań Iranu jako bezpośredniego ataku na „amerykańską hegemonię”. Dlatego też, zgodnie z oczekiwaniami, Biały Dom zezwolił na ataki na irańskie instalacje dronów.
Waszyngton ponownie przedstawił reakcję militarną jako proporcjonalne przywrócenie odstraszania. Teheran zinterpretował ją jednak jako otwarty atak amerykański w trakcie trwającego zawieszenia broni.
Odwetowy atak Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej na bazę w Kuwejcie wysłał zatem kolejny jednoznaczny sygnał: Amerykańskie bazy w Zatoce Perskiej – te, które jeszcze nie zostały zniszczone – pozostają prawowitymi celami i nigdy więcej nie będą cieszyć się statusem bezpiecznych przystani.
Zgodnie z oczekiwaniami, CENTCOM nie wycofał się. Kolejne ataki miały miejsce we wtorek i środę. W czwartek nałożono sankcje na nową irańską agencję monitorującą Cieśninę Ormuz – PGSA.
CENTCOM określił ataki na irańskie radary i obiekty dowodzenia w Goruk i na wyspie Keshm jako „ataki w ramach samoobrony”.
Siły powietrzno-kosmiczne IRGC zaatakowały następnie kuwejcką bazę lotniczą, z której pochodziły amerykańskie ataki, oświadczając, iż „planowane cele zostały zniszczone”. Dodali, iż odpowiedzialność spoczywa „na amerykańskim reżimie”.
Powrócił niebezpieczny cykl eskalacji.
Trump i CENTCOM mogą postrzegać to jako taktyczny środek odstraszający. Teheran uważa to za strategiczną nieuczciwość.
Czego nie chcą ci powiedzieć
Reakcja Iranu na amerykańską prowokację jasno pokazała, iż obecna wersja proponowanego 60-dniowego zawieszenia broni nie jest wykonalna.
Chiny oficjalnie popierają 60-dniowe zawieszenie broni. Jednak Stany Zjednoczone praktycznie nieustannie łamią obecne, i tak już kruche, zawieszenie broni.
Rozmowy przeprowadzone w Szanghaju w ubiegłym tygodniu jasno pokazały, iż Chiny utrzymują bardzo bliskie kontakty z Iranem i nieustannie uwzględniają wydarzenia na lądzie i w powietrzu w swoich znacznie szerszych, długoterminowych kalkulacjach strategicznych – w szczególności w odniesieniu do przepływów energii przez Cieśninę Ormuz.
Co więcej, na wielkiej szachownicy geopolitycznej najważniejsze jest, aby Chiny i Pakistan na pierwszej linii frontu, a Rosja i Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna w tle, przez cały czas udzielały Iranowi materialnego i strategicznego wsparcia – na kilku poziomach celowej dwuznaczności i wiarygodnego zaprzeczenia.
Intensywność tej koordynacji stale wzrasta.
Ataki na Iran w ciągu ostatniego tygodnia służą tylko jednemu podmiotowi: kultowi śmierci w Azji Zachodniej, którego strategicznym celem jest osłabienie irańskiej infrastruktury wojskowej i trwałe zepchnięcie Teheranu do defensywy – bez względu na ogromne ryzyko dla rzeczywistych interesów amerykańskich i stabilności Azji Zachodniej.
Perspektywy są oczywiste: generałowie Pentagonu teoretycznie mogą szukać sposobów wyjścia z sytuacji, ale przywódcy polityczni tego, co można by nazwać „syndykatem Epsteina”, chcą wojny.
Żadna z petro-monarchii w Zatoce Perskiej – z wyjątkiem Zjednoczonych Emiratów Arabskich, czyli krótko mówiąc „arabskich syjonistów” – nie chce, aby USA wznowiły wojnę.
Ich obawy mają wyraźnie charakter egzystencjalny.
Znają możliwości IRGC. Wiedzą też, iż potencjalne przystąpienie Ansarallah do wojny w Jemenie doprowadziłoby do masowych katastrof odwetowych – z atakami na porty i obiekty energetyczne.
Państwa Rady Współpracy Zatoki Perskiej przez cały czas żyją w ciągłym strachu.
Odpowiedź Iranu na bezpośrednie ataki ze strony Zjednoczonych Emiratów Arabskich, o których w tej chwili wiadomo publicznie, nastąpi we właściwym czasie.
Jednak jeszcze pilniejszym problemem jest faktyczny upadek faktycznego monopolu Emiratów na rynku transportu morskiego w Azji Zachodniej.
Iran i Pakistan w ciągu kilku tygodni połączyły ze sobą regionalne węzły tranzytowe, otwierając siedem poziomów korytarzy lądowych bezpośrednio połączonych z Chińsko-Pakistańskim Korytarzem Gospodarczym (CPEC).
Iran i Pakistan są partnerami Inicjatywy Pasa i Szlaku.
Dotyczy to również ich portów: Czabahar w Sistanie-Beludżystanie i Gwadar nad Morzem Arabskim, oddalonych od siebie o zaledwie 80 kilometrów, przeżywają nową i nieoczekiwaną symbiozę.
Pół-monopol morski Zjednoczonych Emiratów Arabskich w Azji Zachodniej stracił znaczenie.
Jeśli chodzi o centrum wydarzeń – Cieśninę Ormuz – po raz kolejny przekroczono pewną granicę.
Jeśli CENTCOM odważy się na dalsze prowokacje i eskalację sytuacji, następną reakcją IRGC będzie bezpośredni atak na gardło i całkowite zniszczenie amerykańskich sił powietrznych.
Dlatego teraz od aktorów pragnących umiaru – Chin, Pakistanu, petro-monarchii w Zatoce Perskiej i pragmatystów z Iranu – zależy, czy wywrą niezbędny wpływ, by zapobiec powrotowi wojny.
Fakty są jasne.
Trump nie ma praktycznie żadnego wpływu na Iran.
A Iran ma nie do pokonania przewagę w zakresie eskalacji.
To, co wydarzyło się w zeszłym tygodniu, wykracza daleko poza chwilową eskalację napięć w Cieśninie Ormuz. To poważny, trwający kryzys strukturalny w Azji Zachodniej – o wiele głębsza i bardziej niestabilna struktura, która leży u podstaw całego dramatu.
Ten niezwykle zmienny kontekst – zilustrowany ujawnieniem ekskluzywnych informacji – będzie w przyszłości analizowany na nowej niezależnej platformie o nazwie Power Shift .
Power Shift będzie miał swoją światową premierę w najbliższy poniedziałek, 1 czerwca o godzinie 17:30 czasu wschodniego. Jego pierwsze wydanie specjalne będzie nosiło tytuł:
„Iran: Czego nie chcą ci powiedzieć”.
Widzowie z całego świata, którzy mają dość kontrolowanych narracji i szukają rzetelnej analizy, mogą tam być na żywo.
Dołączę z Moskwy. Ekskluzywne. Niefiltrowane. Bez cenzury.










