Import żywności z Ukrainy: Polska musi utrzymać twardą kontrolę

dzienniknarodowy.pl 5 часы назад
Zdjęcie: Import żywności z Ukrainy: Polska musi utrzymać twardą kontrolę


Import żywności z Ukrainy pozostaje politycznym sporem o polski rynek: Bruksela chce końca jednostronnych zakazów, a Kijów od 11 sierpnia rozmawia z Warszawą o większym tranzycie zbóż przez polskie porty. Stawką są ceny skupu, magazyny i bezpieczeństwo tysięcy gospodarstw, nie abstrakcyjna unijna procedura.

Bruksela naciska, rolnicy pamiętają kryzys

Spór o import żywności z Ukrainy wraca w najgorszym dla polskiej wsi momencie: przy żniwach, pełnych magazynach i nerwowym rynku. Radio Maryja podało, iż Bruksela naciska na polski rząd, by ten zdjął jednostronne embargo na zboża z Ukrainy. Równolegle Kijów rozmawia z Warszawą o magazynowaniu i tranzycie zbóż przez polskie terytorium, a dalej przez porty nad Bałtykiem.

Nie jest to więc techniczna rozmowa logistyków. To decyzja o tym, czy państwo polskie potrafi odróżnić pomoc sąsiadowi napadniętemu przez Rosję od rezygnacji z ochrony własnych rolników. Solidarność nie może oznaczać ślepego otwarcia rynku, zwłaszcza po doświadczeniach z lat 2022-2023, gdy polscy producenci płacili cenę za źle pilnowany napływ towaru.

Koniec wojennej taryfy ulgowej

Unia Europejska po rosyjskiej pełnoskalowej agresji zawiesiła cła i kontyngenty na produkty z Ukrainy. Ten specjalny system, znany jako autonomiczne środki handlowe, działał od czerwca 2022 r. i był odnawiany w kolejnych latach. Komisja Europejska sama podaje, iż pełna liberalizacja wygasła 5 czerwca 2025 r., a później handel miał wrócić do ram umowy stowarzyszeniowej i zmodernizowanej DCFTA.

Polskie Ministerstwo Rolnictwa informowało jeszcze 4 czerwca 2025 r., iż od 6 czerwca nastąpi powrót do zasad sprzed wojennej liberalizacji, w tym do bezcłowych kontyngentów taryfowych na wrażliwe towary rolne. Resort wprost zaznaczał, iż Polska sprzeciwia się nadmiernej liberalizacji, o ile jej skutki uderzą w interes polskich rolników.

Potem Bruksela i Kijów domknęły dłuższą ramę handlową. Rada UE wskazuje, iż zrewidowana umowa DCFTA weszła w życie 29 października 2025 r.. Komisja przedstawia ją jako stały mechanizm handlowy z klauzulą ochronną i stopniowym dostosowaniem standardów ukraińskich do unijnych. Tyle teoria. W praktyce państwa przyfrontowe przez cały czas boją się, iż wspólna polityka handlowa będzie wygodnym parawanem dla kosztów przerzucanych na rolników.

Kijów szuka portów, Polska musi pilnować rynku

Nowy element sprawy to presja logistyczna po rosyjskich atakach na porty i infrastrukturę transportową na Ukrainie. 11 sierpnia 2026 r. rząd Ukrainy podał, iż minister rolnictwa Taras Wysocki rozmawiał z przedstawicielami Ambasady RP o alternatywnych trasach eksportu, magazynowaniu plonów i wsparciu rolników. W komunikacie wymieniono porty w Gdańsku, Szczecinie, Świnoujściu i Gdyni jako możliwe punkty obsługi eksportu. Strona ukraińska przyznała też, iż deficyt pojemności magazynowej może jesienią sięgać od 7,5-8 mln ton do 11 mln ton.

To są liczby, których nie wolno lekceważyć. o ile brak magazynów na Ukrainie zostanie rozwiązany przez przesunięcie problemu do Polski, polska wieś znów stanie się buforem cudzej polityki. Tranzyt może być dopuszczalny, ale tylko jako tranzyt szczelny: monitorowany, plombowany, rozliczany i podporządkowany przepustowości polskiej infrastruktury. Ani tona przeznaczona na eksport nie powinna znikać po drodze na krajowym rynku.

Suwerenność żywnościowa to nie slogan

Bruksela patrzy na sprawę przez jednolity rynek i kompetencje handlowe UE. Polska musi patrzeć szerzej: przez bezpieczeństwo żywnościowe, dochody gospodarstw, miejsca pracy w przetwórstwie i zdolność wsi do przetrwania kolejnego sezonu. o ile import lub źle zabezpieczony tranzyt obniża ceny skupu poniżej kosztów produkcji, to rachunek zapłaci rolnik, jego rodzina i lokalna gospodarka.

Ukraina ma prawo szukać dróg eksportu. Polska ma prawo postawić warunki. To nie jest antyukraińskość, tylko normalna polityka państwa, które pamięta, iż pierwszym obowiązkiem rządu w Warszawie jest ochrona polskich obywateli. Pomoc na wojnie z Rosją nie wymaga kapitulacji wobec Brukseli ani zgody na chaos w handlu rolnym.

Rząd powinien jasno powiedzieć trzy rzeczy. Po pierwsze: embargo na produkty wrażliwe zostaje, dopóki nie ma realnych gwarancji dla polskiego rynku. Po drugie: tranzyt przez polskie porty wyłącznie pod pełną kontrolą służb, z udziałem przedstawicieli rolników w konsultacjach. Po trzecie: żadnych decyzji za zamkniętymi drzwiami, bo polska wieś już raz zapłaciła za cudze eksperymenty.

Jeżeli państwo nie pilnuje własnego rynku żywności, traci część suwerenności. A suwerenność zaczyna się bardzo konkretnie: od pola, magazynu, ceny skupu i prawa polskiego rolnika do uczciwej konkurencji.

Źródło: Radio Maryja, Komisja Europejska, Rada UE, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Gabinet Ministrów Ukrainy.

Źródło: Radio Maryja

Читать всю статью