Gdy niewolnicy pilnują swojego więzienia. Janusz Zajdel i świat, który przewidział

instytutsprawobywatelskich.pl 6 часы назад

Z Piotrem Goćkiem rozmawiamy o fantastyce socjologicznej Janusza Zajdla, który analizuje mechanizmy kontroli, manipulacji i funkcjonowania społeczeństw.

Piotr Gociek

Pisarz, publicysta, krytyk. W czasach PRL działacz Ruchu Wolność i Pokój. W roku 1999 był redaktorem naczelnym pisma science-fiction Hyperion. W latach 2007–2012 pracował w „Rzeczpospolitej”. Od stycznia 2013 roku jest publicystą tygodnika „Do Rzeczy”. Autor powieści, tomów opowiadań, zbiorów wierszy i kilku książek non-fiction. Tłumaczony na ukraiński i rosyjski. Jego „Demokrator” miał już trzy wydania, a „Czarne bataliony” – dwa. Dwukrotnie nominowany do Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza, raz do Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus. Wie wszystko o polityce, ale już nie chce mu się o niej pisać. W wolnych chwilach układa antologie, pisze rymowanki dla dzieci i jeździ na rowerze. Recenzent filmowy znany z prasy, telewizji, radia i Internetu, gdzie prowadzi m.in. program „Się Zobaczy”. Autor książki „Tajemnicza Kreta. Wolność, historia, legenda”.

(Wywiad jest zredagowaną i uzupełnioną wersją podcastu Czy masz świadomość? pt. Janusz A. Zajdel. Cudze chwalicie, swego nie znacie).

Rafał Górski: Kim był Janusz Zajdel i czym jest fantastyka socjologiczna, której był twórcą?

Piotr Gociek: Janusz Zajdel urodził się 15 sierpnia 1938 roku. Był absolwentem wydziału fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Debiutował na łamach „Młodego Technika”, w którym prowadził z bratem rubrykę o szalonych pomysłach i przedziwnych wynalazkach. W latach 60. pisał przede wszystkim opowiadania, a także wydał przesympatyczną, do dziś dającą się czytać, powieść dla młodzieży „Lalande 21185”. W połowie lat 70., odszedł od polskiej fantastyki lat 60., która była oparta na klasycznych motywach podróży w czasie i przestrzeni, i zaczął coraz śmielej myśleć o pisaniu pełnowymiarowych powieści. Lech Jęczmyk namawiał go do przejścia od opowiadań do powieści. Książka „Prawo do powrotu”, która ukazała się w połowie lat 70., była jeszcze hybrydą – trzy opowiadania włożone do środka jednej dłuższej fabuły.

Później przyszedł moment ukazania się pięciu najważniejszych i kwalifikujących się do fantastyki socjologicznej powieści: „Cylinder van Troffa”, „Wyjście z cienia”, „Limes inferior”, „Paradyzja”, „Cała prawda o plancie Ksi”.

Fantastyka socjologiczna rozwinęła się w Polsce w drugiej połowie lat 70. i wyczerpała swoje możliwości do 1990 roku. Mimo krótkiego żywota była bardzo istotna.

W tym okresie publikowali Marek Oramus, Maciej Parowski, Julia Nidecka, Edmund Wnuk-Lipiński – znakomity socjolog, który perfekcyjnie wykorzystywał science fiction do tego, żeby stawiać socjologiczne diagnozy, prognozy i analizy. W latach 80. zadebiutował również Rafał Ziemkiewicz. Wyrządzono pewną krzywdę autorom tego nurtu.

Co to znaczy?

Niektórzy krytycy lansowali pogląd, iż to była nadmiernie upolityczniona bezwartościowa literatura, która próbowała demaskować bolączki PRL-u w kostiumie powieści fantastycznej.

Tymczasem najważniejsze książki tego nurtu są przez cały czas aktualne, bo dzisiejsze mechanizmy kontroli społecznej i dylematy bohaterów są zaskakująco podobne do tych opisywanych przed laty.

Właściwie trochę sztucznie wyróżnia się zjawisko fantastyki socjologicznej, bo od samego początku science fiction służyło do analiz społecznych. Kiedy czytamy „Wehikuł czasu” Herberta George’a Wellsa jesteśmy wstrząśnięci obrazem społeczeństwa przyszłości podzielonego na pokojowych Elojów i krwiożerczych Morloków. Wells przyznał, iż to była jego odpowiedź na socjalizm i na społeczny darwinizm, oraz przestroga przed tym, do czego te ideologie mogą doprowadzić. W powieści „Wojna światów” opisał obraz społeczeństwa Wielkiej Brytanii i Rosji, które rozpada się pod uderzeniami dużo silniejszego wroga.

Najbardziej przerażającą antyutopią, jaka została napisana w Polsce po 1945 roku, jest „Powrót z gwiazd” Stanisława Lema.

„Trylogia księżycowa” Jerzego Żuławskiego, szczególnie trzeci tom pt. „Stara Ziemia” porusza lęki podobne do tych, które nurtowały Adama Mickiewicza w nigdy niedokończonej powieści fantastycznej „Historia przyszłości”. Z zachowanych fragmentów wiemy, iż Mickiewicz najbardziej bał się rewolucji naukowej i technicznej i jej potencjału do zniszczenia religii, kultury, sztuki i odebrania nam wolności.

Ostro i bez znieczulenia

– tak działamy od 2020 roku. Dziennikarstwo, które nie jest obojętne. Tygodnik Spraw Obywatelskich nagłaśnia nadużycia, edukuje i daje narzędzia do realnej, obywatelskiej zmiany.

Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą

„Dzień tryfidów” Johna Wyndhama opowiada o walce z roślinami, które są zabójcze dla człowieka. W rozpadającym się społeczeństwie ludzie wybierają rozmaite strategie przetrwania – jedni budują pseudokomunę, inni szukają ratunku we wspólnocie religijnej itd. To też jest fantastyka socjologiczna.

„Zamiast śledzić obywatela, wystarczy przejrzeć zapis bankowy jego wydatków. jeżeli wydaje, to znaczy, iż żyje. jeżeli żyje, musi wydawać. Brocząc punktami jak ranny zwierz, dopóki wszystkie z niego nie wyciekną”, pisał Zajdel. Chciał pokazać, iż nasza cywilizacja „zmierza (…) do zapakowania człowieka w paczkę, zawiązania jej, do stworzenia tak wielkiej zależności od środowiska, iż potem przez jedno naciśnięcie guzika można manipulować masami ludzkimi, zamykać wodę, gaz, prąd lub drzwi”. Dziś wszyscy żyjemy w świecie Janusza Zajdla, a mam wrażenie, iż ten pisarz nie jest znany pod strzechami polskich domów.

Urządzenie, określone w książce „Limes inferior” jako „klucz”, jest połączeniem elektronicznego dowodu osobistego z przenośnym kontem bankowym. W świecie opisanym przez Zajdla nie używa się gotówki tylko punktów w różnych kolorach. Za te punkty można nabywać rozmaite dobra, a obywatele muszą rejestrować wszystkie wykonywane transakcje. Nie muszę specjalnie tłumaczyć, dlaczego to wszystko brzmi znajomo i wyjątkowo aktualnie.

W „Paradyzji” panuje klasyczny antyutopijny system wszechstronnej inwigilacji elektronicznej. Kamery, mikrofony, komputery rejestrują każdą działalność mieszkańców stacji kosmicznej „Paradyzja” do tego stopnia, iż choćby ściany między kabinami mieszkalnymi stają się w ciągu dnia przezroczyste, żeby każdy widział, co robią inni. Co więcej, przydzielane są tak zwane punkty człowieczeństwa w zależności od zachowania. w tej chwili podobny system punktacji panuje w Chinach. Obywatele, którzy zdobywają zbyt mało punktów, są pozbawiani dostępu do rozmaitych usług.

Janusz Zajdel przyglądał się bardzo uważnie temu, jak funkcjonuje zniewolone społeczeństwo poddane procesom manipulacji i inwigilacji, jak wyglądają relacje ludzkie pomiędzy tymi, którzy próbują protestować, tymi, którym to jest zupełnie obojętne, i tymi, którzy szukają dla siebie korzyści i współpracują z systemem. Jest bardzo surowy w swoich ocenach.

W jednym ze swoich aforyzmów bardzo celnie zakpił: „Prawda jest tylko jedna, dlatego nie zawsze wystarczy jej dla wszystkich”.

Jakie są trzy najważniejsze lekcje, które płyną z książek Zajdla dla obywateli, którzy dziś przestrzegają przed ciemnymi stronami sztucznej inteligencji, modyfikacjami genetycznymi roślin, zwierząt i człowieka, przed automatyzacją pracy i bezrobociem technologicznym.

Pierwsza lekcja brzmi: strzeżcie się naprawiaczy światów, bo dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Książka pt. „Cylinder van Troffa” opowiada o wielkiej, szlachetnej próbie naprawy ludzkości poprzez manipulacje genetyczne. W skutek tych manipulacji następuje błyskawiczny i nieodwracalny upadek cywilizacji. Powieść kończy się jednak happy endem. Niewielka grupa astronautów, której udało się uciec w odległe miejsca wszechświata, powróciła i odbudowała cywilizację.

Druga lekcja jest taka, żeby uważać na złe impulsy, które się w nas pojawiają, takie jak: obojętność, brak uwagi, kunktatorstwo, poddawanie się bez sprzeciwu rozmaitym procesom. W książce „Wyjście z cienia”, napisanej w latach 70., kiedy nikomu się jeszcze nie śniło, iż upadnie komunizm, okupanci niespodziewanie opuszczają Ziemię. Ziemianie dochodzą do wniosku, iż metody rządzenia okupantów miały sens. Utrzymują więc ten sam podział administracyjny i te same zasady działania. Dawni kolaboranci stają się nauczycielami wolności.

Trzecia lekcja jest optymistyczniejsza. Wynalazczość i błyskotliwość człowieka są niezmierzone. jeżeli naprawdę będzie chciał okpić system, uda mu się. Na Paradyzji panuje inwigilacja totalna. Wszystkie rozmowy są nagrywane i wszystkie czyny są rejestrowane, a następnie analizowane przez algorytmy komputerowe. Obywatele, aby oszukać system, zaczynają porozumiewać się językiem skojarzeniowym – koalangiem, którego żaden komputer nie jest w stanie rozszyfrować. Gdy Wojciech Szewko, znany analityk spraw międzynarodowych, zaczyna opowiadać o sprawach kontrowersyjnych, które są duszone przez algorytmy YouTube’a, mówi do swoich widzów: „Będę mówił koalangiem”. Następnie zamiast mówić „Hamas”, mówi „hummus”, zamiast „Strefa Gazy”, mówi „strefa opatrunku”, zamiast „armia izraelska”, mówi „armia humanistyczna”, zamiast „Izrael”, mówi „kraj położony tam, gdzie chce”. Błyskawicznie i bez trudu wychwytujemy kolejne aluzje, które są rozbudowywane o nowe terminy.

W „Paradyzji” panowała „(…) wszechobecna inwigilacja elektroniczna, kamery, podsłuchy, latające kamerki, czujniki ruchu, przezroczyste ściany. Identyfikatory noszone przez cały czas, dzięki którym doskonale znana jest lokalizacja każdego obywatela. To wszystko towarzyszy Paradyzyjczykom na co dzień. Wszystko dla ich bezpieczeństwa. W końcu mieszkają w stalowej puszce zawieszonej w próżni, a każda najdrobniejsza rzecz może skończyć się tragedią dla całego świata”. Czy Zajdel znalazłby wspólny język z Orwellem, Huxley’em i Zamiatinem?

Myślę, iż w wielu sprawach znaleźliby wspólny język, bo wszyscy w swoich książkach bronili wolności i praw jednostki przed opresyjnym systemem, a o niektóre rzeczy by się kłócili. Orwell był socjalistą, choć z komunistycznych ciągot wyleczyło go to, co widział podczas wojny w Hiszpanii, i co opisał w książce „W hołdzie Katalonii”.

Zajdel, jako obywatel kraju realnego socjalizmu, pewnie miałby wiele do opowiedzenia o tym, jak teoria wygląda w praktyce.

W „Limes inferior” jednym z elementów kontroli obywateli Argolandu są tak zwane ogłupiacze dodawane do wodociągów, które sprawiają, iż społeczeństwo jest bardziej podatne na manipulacje. To inspiracja Huxley’em. Z Zamiatinem najszybciej znalazłby wspólny język, bo oboje byli duchowymi uciekinierami z tego samego rodzaju utopii komunistycznej.

Jaką książkę Zajdla wziąłby pan na bezludną wyspę i dlaczego?

Nie zabrałbym żadnej z jego powieści, dlatego iż znam je niemal na pamięć. Natomiast zabrałbym ze sobą jakiś bardzo duży zbiór jego opowiadań, na przykład „Relację z pierwszej ręki”. Gdybym mógł zabrać książkę w formie elektronicznej, to byłaby to publikacja, która jest już niedostępna, a która zawierała wszystkie opowiadania Janusza Zajdla, łącznie z niedokończonymi konspektami napisanych powieści. Na bezludnej wyspie bym sobie spokojnie i pomału to wszystko czytał, odkrywał i analizował. Na pewno bym się dobrze przy tym bawił, bo Janusz Zajdel był obdarzony fantastycznym poczuciem humoru. Niektóre z jego opowiadań to są groteski równie zabawne jak „Dzienniki gwiazdowe” Stanisława Lema.

Zajdel napisał na przykład króciutkie opowiadanie o ludziach podróżujących na odległą planetę. Odkrywają, iż na tej planecie istnieje cywilizacja. Wysyłają więc sondy w atmosferę tej planety, żeby sprawdzić, czy człowiek może tam oddychać i żeby nawiązać kontakt z jej mieszkańcami. Ta sonda natychmiast wywołuje wojnę atomową i wszyscy mieszkańcy giną. Okazało się, iż ta planeta była podzielona na dwa bloki polityczne, które sobie głęboko nie ufały. Gdy pojawił się niezidentyfikowany obiekt latający, obie strony natychmiast odpaliły wszystkie swoje rakiety i zniszczyły siebie nawzajem. Bohater opowiadania spuentował to zdaniem: „Właśnie odkryliśmy jeszcze jeden nieznany nam dotąd rodzaj równowagi – równowagę polityczną”.

A czego uczy nas o buncie obywateli powieść „Cylinder van Troffa?

To jest bardzo ponura powieść o próbie naprawy całej ludzkości, która wymyka się spod kontroli. Ziemią rządzą ludzie, którzy z pokolenia na pokolenie są coraz bardziej bezmyślni, głupi i okrutni. Ci, którym udało się zbiec na Księżyc, marzą o tym, żeby kiedyś ich potomkowie powrócili i odbudowali ziemską cywilizację. Niestety odkrywają, iż powrót nie będzie możliwy z powodów biologicznych, bo kolejne pokolenia nie będą przyzwyczajone do ziemskiej grawitacji. Sami zresztą stworzyli opresyjne społeczeństwo, w którym znów bardzo oszczędnie gospodaruje się prawdą. Próba buntu kończy się tragicznie. Giną ci, którzy się buntują i ci, którzy ten bunt pacyfikują.

„Cała prawda o planecie Ksi” opowiada o porwanych przez terrorystów pasażerach statku kolonizacyjnego, którzy bardzo gwałtownie akceptują swoją niewolę. Kiedy po latach na tę planetę trafia wysłannik z Ziemi, staje przed bardzo współczesnym problemem: jak odmienić społeczeństwo, które zostało zsowietyzowane do cna, to znaczy zaakceptowało swój stan upodlenia i uważa je za coś naturalnego. Happy endu nie ma, bo niewolnicy po odejściu swoich nadzorców postanawiają dalej pilnować swojego więzienia.

Jakiego pytania nikt panu jeszcze nie zadał na temat Zajdla i jaka jest na nie odpowiedź?

Nikt do tej pory nigdy nie zadał mi pytania, czy Janusz Zajdel był wybitnym współczesnym polskim pisarzem. Moja odpowiedź brzmi – tak.

Był pisarzem, który zmagał się z takimi samymi problemami i takimi samymi pytaniami jak ci, którzy tworzyli literaturę realistyczną, pisali eseje lub uciekali w kostium powieści historycznej czy jakiś inny magiczny realizm. On sięgał po kostium powieści fantastycznej, bo kochał literaturę fantastyczną, bardzo lubił ją pisać i bardzo dużo jej czytał. „Diunę” Franka Herberta przeczytał w oryginale, zanim ukazała się w języku polskim. Zauważył – mówił o tym w wywiadzie dla fanzinu „Kwazar” – iż czerwie piaskowe, które się na Diunie lęgną, bardzo przypominały stworzenia, które on opisał w swojej debiutanckiej powieści dla młodzieży „Lalande 21185”. Mój apel dotyczy nie tylko dzieł Zajdla: wzywam do tego, żeby nie skupiać się na kostiumach fantastycznych książek, tylko na problemach, o których mówią pisarze.

Читать всю статью