Ed Miliband objął stery brytyjskiej dyplomacji i już w pierwszym wystąpieniu przesądził o kierunku. Nowy szef Foreign Office zapowiedział, iż Londyn będzie dalej wspierał Ukrainę, wzmacniał NATO i pogłębiał sojusz z Unią oraz Stanami Zjednoczonymi. Dla wschodniej flanki, a więc i dla Polski, to sygnał, iż jeden z najważniejszych graczy w regionie nie zamierza się z niego wycofywać.
Pierwsze słowa nowego ministra
Ed Miliband, który przejął brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, od razu postawił Ukrainę w centrum swojej deklaracji. „Będziemy przez cały czas stać ramię w ramię z narodem Ukrainy przeciwko nielegalnej rosyjskiej inwazji” – oświadczył nowy szef Foreign Office. Jak podaje WP Wiadomości, polityk nie zostawił miejsca na spekulacje o zwrocie w polityce Londynu wobec Kijowa.
To istotny sygnał, bo Wielka Brytania od początku wojny należy do najbardziej zdecydowanych sojuszników Ukrainy. Dostarczała broń, szkoliła żołnierzy i konsekwentnie naciskała na utrzymanie sankcji wobec Rosji. Zapowiedź kontynuacji tej linii oznacza, iż jedno z głównych europejskich mocarstw nie odpuszcza wschodniej flance.
Sojusze, które Londyn chce utrzymać
Miliband nie ograniczył się do samej Ukrainy. Zadeklarował dalsze zaangażowanie we wzmacnianie NATO oraz ONZ, a także pogłębianie strategicznego sojuszu z Unią Europejską przy jednoczesnym utrzymaniu kluczowych relacji ze Stanami Zjednoczonymi.
Dla Polski liczy się każdy z tych punktów. Silne NATO i trwały most transatlantycki to fundament bezpieczeństwa naszego regionu. Deklaracja bliższej współpracy z Brukselą po latach napięć wokół brexitu pokazuje, iż Londyn próbuje na nowo poukładać relacje z kontynentem, nie rezygnując z własnej podmiotowości.
Rodzinna historia z polskim tłem
W wystąpieniu nowego ministra pojawił się wątek osobisty, który brzmi znajomo dla polskiego czytelnika. Matka Milibanda urodziła się w Częstochowie, a ojciec pochodził z żydowskiej rodziny z Warszawy. Oboje byli uchodźcami, którzy uciekli przed nazistami i znaleźli schronienie w Wielkiej Brytanii.
„Moi rodzice przybyli tutaj jako żydowscy uchodźcy uciekający przed nazistami” – przypomniał minister, nazywając Wielką Brytanię światłem nadziei w walce z faszyzmem. Tę biografię polityk wprost powiązał z deklaracją obrony demokratycznych wartości, wpisując ją w spór o kształt dzisiejszej Europy.
Co to oznacza dla wschodniej flanki
Zmiana na czele brytyjskiego MSZ nie zapowiada rewolucji, ale podtrzymanie kursu, na którym Warszawie zależy. Dopóki Londyn trzyma stronę Kijowa i inwestuje w NATO, tworzy się przeciwwaga dla tych stolic, w których słychać zmęczenie wojną. Pytanie, które zostaje otwarte, brzmi: jak długo europejscy sojusznicy utrzymają tę jedność, gdy koszty wsparcia rosną, a wojna nie ma końca.
Źródło: WP Wiadomości










