Barbara Mróz-Gorgoń złożyła dymisję 21 sierpnia 2026 roku z funkcji pełnomocniczki rządu ds. promocji marki Polski po burzy wokół raportu „Polaków portret własny”. Dokument, według doniesień mediów, zawierał błędy i był wspomagany AI. Dla Tuska to kolejny przykład państwa PR, które potyka się o własną fasadę.
Dymisja po kilkudziesięciu dniach
Barbara Mróz-Gorgoń nie jest już pełnomocniczką rządu do spraw promocji marki Polski. Jak podała Interia, poinformowała 21 sierpnia o rezygnacji, tłumacząc ją skalą ataków po publikacji raportu „Polaków portret własny”. Według PAP pełnomocniczką została pod koniec lipca, a w rozporządzeniu rządowym zapisano, iż ma koordynować działania administracji dotyczące spójnej marki narodowej.
To miało być stanowisko od wizerunku Polski. Skończyło się wizerunkową katastrofą rządu Donalda Tuska. Radio Maryja oceniło sprawę jako kolejną odsłonę trudnych chwil premiera, po innych politycznych kryzysach ostatnich tygodni. I trudno się dziwić, bo państwo, które chce uczyć Polaków „marki narodowej”, najpierw samo powinno umieć odróżnić powagę instytucji od chałupniczego PR.
Raport, który miał budować markę Polski
Kontrowersje wywołał dokument „Polaków portret własny. Raport z badań DNA marki Polska”. Interia pisała, iż w raporcie pojawiły się twierdzenia o pięciorgu polskich noblistach, płynnej znajomości mandaryńskiego wśród młodych Polaków oraz o Katowicach jako mieście położonym w północnym centrum kraju. Według tego samego serwisu analiza miała kosztować niecałe 200 tys. zł.
W obronie autorka przekonywała, iż dokument był roboczy i wspomagany narzędziami sztucznej inteligencji. Bankier, powołując się na PAP, przytoczył jej wyjaśnienie, iż AI miała służyć do transkrypcji, podsumowania i redakcji tekstu, a nie do tworzenia treści badawczej. To ważne rozróżnienie. Nie usuwa jednak pytania podstawowego: jak materiał tej jakości mógł stać się elementem publicznej debaty o marce Polski?
Dziennik Narodowy pisał już o sprawie, gdy pojawił się raport pełnomocniczki Tuska z logo resortu. Późniejsze tłumaczenia tylko powiększyły problem. jeżeli dokument był roboczy, dlaczego krążył jako materiał z poważnymi ambicjami? jeżeli miał być podstawą strategii, kto odpowiadał za kontrolę jakości? jeżeli w grę wchodziły pieniądze publiczne, podatnik ma prawo znać umowę, zakres prac i produkt końcowy.
Państwo nie jest agencją marketingową
Najbardziej uderza nie sam błąd w raporcie, ale mentalność. Rząd Tuska chętnie mówi o profesjonalizmie, europejskości i nowoczesności. Tymczasem sprawa „Polaków portret własny” wygląda jak dokładne przeciwieństwo tych haseł: chaos, brak odpowiedzialności i ucieczka w opowieść o hejcie, gdy opinia publiczna pyta o konkrety.
Polska marka narodowa nie powstaje od powołania pełnomocnika. Budują ją rodziny, przedsiębiorcy, żołnierze, naukowcy, rolnicy, twórcy i wspólnota historycznej pamięci. Buduje ją państwo, które jest sprawne, oszczędne i wiarygodne. Nie urzędowy slajd, nie modne słowo z konsultingu, nie raport, który po krytyce trzeba tłumaczyć jako etap przejściowy.
Dlatego reakcja prawicy była przewidywalna. W DN odnotowaliśmy już, iż Konfederacja kpiła z raportu w AI, bo dla podatnika sprawa jest prosta: państwo nie powinno palić pieniędzy na dokumenty, które same stają się antyreklamą Polski. Można nie lubić tonu opozycji, ale pytanie o jakość wydatkowania publicznych środków jest całkowicie zasadne.
Prokuratura i polityczne ograniczanie strat
Sprawa nie skończyła się na internetowych żartach. Jak podał Bankier za PAP, prokuratura regionalna zwróciła się do Ministerstwa Sportu i Turystyki o kopię raportu oraz umowy dotyczącej opracowania i dofinansowania. PiS zapowiedziało także wnioski do CBA i prokuratury. Na tym etapie mówimy o wyjaśnianiu sprawy, nie o przesądzaniu winy.
Rząd próbuje ograniczać straty. Wcześniej opisywaliśmy, jak Cezary Tomczyk tłumaczył dymisję Mróz-Gorgoń. Tyle iż polityczne gaszenie pożaru nie zastąpi rozliczenia mechanizmu, który do tego pożaru doprowadził. Premier odpowiada za własne konferencje oraz za jakość ludzi i procedur firmowanych przez jego rząd.
Stawka jest szersza niż jedna dymisja. Chodzi o szacunek dla Polski jako dobra wspólnego. Narodowy interes wymaga, by państwo nie produkowało wydmuszek o „marce”, ale wzmacniało realną siłę kraju: edukację, gospodarkę, bezpieczeństwo, dyplomację i pamięć historyczną. jeżeli rząd nie rozumie tej różnicy, będzie przegrywał choćby tam, gdzie sam chciał tylko poprawić swój obraz.
Źródło: Radio Maryja, PAP/Bankier, Interia.
Źródło: Radio Maryja














