DOL(a) pilota

polska-zbrojna.pl 10 часы назад

Tutaj nowość goni nowość. Pierwsze w historii przebazowanie polskich samolotów do Finlandii, pierwsze lądowanie na tamtejszym DOL-u, czyli wydzielonym i zamkniętym dla aut odcinku publicznej drogi, debiut M-346 Bielik w międzynarodowych ćwiczeniach. Ale to niejedyne powody, z których natowskie manewry „Ramstein Flag ‘26” są wyjątkowe.

Z góry droga przypomina wstążkę wijącą się wśród zielonych plam lasu. Wraz ze zniżaniem samolotu jej rozmiar rzecz jasna rośnie, ale… perspektywa posadzenia maszyny w takim miejscu niezmiennie może przyprawić o palpitacje serca. – W Polsce trenowaliśmy już lądowania na DOL-u, tyle iż był on znacznie szerszy. W okolicach Tervo operacja została przeprowadzona nie na autostradzie czy drodze szybkiego ruchu, ale śródleśnej dwupasmówce – przyznaje Moonlet, pilot polskiego F-16. – Tam naprawdę nie było miejsca na błąd, więc pot spływał po plecach… – dodaje.

Takie właśnie zadania polscy piloci realizują w Finlandii. A okazją do tego jest „Ramstein Flag ‘26” – jedne z największych ćwiczeń lotniczych NATO.

REKLAMA

Dziewięć węzłów dla Jastrzębia

Dla Polaków to wydarzenia bez precedensu. Po raz pierwszy w historii komponent lotniczy został bowiem przerzucony do Finlandii. Co więcej – jest to komponent złożony z dwóch typów maszyn. Oprócz F-16 z 32 Bazy Lotnictwa Taktycznego w Poznaniu-Krzesinach z Tikkakoski operują samoloty M-346 Bielik, które na co dzień stacjonują w 41 Bazie Lotnictwa Szkolnego w Dęblinie. Wraz z pilotami na północ poleciała cała rzesza specjalistów od obsługi naziemnej i tony sprzętu.

– Istotą jest zapewnienie sobie niezależności w każdych warunkach – przyznaje młodszy inżynier klucza eksploatacji samolotów z poznańskiej bazy. Oczywiście i ona ma swoje granice, bo przecież sprzęt zawsze może zawieść, więc należy mieć opracowany wariant rezerwowy. Samoloty trzeba też na przykład zatankować. I tutaj właśnie otwiera się pole do współpracy z gospodarzami. Tymczasem przerzutowi sił do Finlandii towarzyszyła mała doza niepewności. – Finowie są w NATO od niedawna, wcześniej nie mieliśmy okazji współpracować z nimi w takim zakresie. Na szczęście okazało się, iż ich sprzęt jest kompatybilny z naszym – przyznaje żołnierz. W podobnym tonie wypowiada się dowódca grupy obsługi lotów z 41 Bazy. – Finowie dostarczają nam paliwo, azot, tlen. Wymieniamy doświadczenia. Zasadniczo nasza praca nie różni się za bardzo od tego, co robimy w Dęblinie. Ważne jednak, iż możemy sprawdzić, czy jesteśmy w stanie realizować swoje zadania z dala od macierzystej jednostki. I test jak dotąd wypada pomyślnie. Czujemy się tutaj jak w domu – podkreśla.

Technicy pracują trochę na uboczu, pozostają w cieniu, ale bez nich trudno wyobrazić sobie tego typu ćwiczenia. Samoloty po prostu nie poderwałyby się w powietrze. – Sama obsługa techniczna F-16 zajmuje mniej więcej dwie godziny – przyznaje młodszy inżynier z bazy w Poznaniu. Ekipy specjalistów sprawdzają poszczególne elementy samolotu, jego systemy. Potem rozpoczyna się etap przygotowania maszyny do konkretnej misji. – Samolot trzeba odpowiednio skonfigurować. F-16 ma łącznie dziewięć węzłów, do których można zamocować dodatkowe zbiorniki paliwa, wybrane uzbrojenie, zasobniki celownicze i rozpoznawcze. Wszystko zależy od rodzaju zadania, które go czeka – tłumaczy żołnierz. W tym czasie piloci przechodzą briefingi, na których omawiane są szczegóły misji. niedługo też dołączają do techników i wspólnie przygotowują samoloty. Kiedy przychodzi sygnał maszyny, kolejno kołują na pas startowy.

W Tikkakoski taka procedura powtarza się praktycznie każdego dnia.

Misja z podziałem

W tegorocznej edycji „Ramstein Flag” bierze udział około 150 różnego typu statków powietrznych z 18 państw. Operują oni z baz, które rozsiane są od południowej Hiszpanii po Półwysep Skandynawski. Z Tikkakoski obok polskich F-16 i M-346 Bielik startują też EF-18 Hornet z Hiszpanii. Już w powietrzu dołączają do nich maszyny z innych państw – choćby F/A-18 wystawione przez gospodarzy czy amerykańskie F-35. Wspólnie tworzą formację zwaną COMAO i realizują kolejne zadania. – Czasem polegają one na niszczeniu wskazanych obiektów naziemnych, innym razem na obronie jakiegoś obszaru czy też prowadzeniu rekonesansu – wylicza ppłk pil. Krzysztof Poręba, dowódca polskiego komponentu. Bywa także, iż maszyny prowadzą symulowane pojedynki powietrzne z przeciwnikiem. Uczestnicy „Ramstein Flag” zostali podzieleni na siły „niebieskie” i „czerwone”. Jak przyznaje ppłk pil. Poręba, wszelkie misje COMAO prowadzone są z podziałem na role. – Jedna grupa samolotów zapewnia na przykład przewagę powietrzną, inna razi cele na ziemi, jeszcze inna sprawdza skutki takich uderzeń – wylicza pilot.

Ćwiczenia pomagają zgrać różne typy samolotów i pilotów z różnych państw. Słowem: ułatwiają budowanie interoperacyjności, która dla NATO ma najważniejsze znaczenie. – Co ważne, udowadniamy, iż jesteśmy w stanie realizować wspólne cele, operując z wielu lotnisk. Razem kreślić i koordynować plany, a potem, już w powietrzu, skutecznie wymieniać dane – podkreśla ppłk pil. Poręba. Zdolność rozproszenia, a następnie szybkiego łączenia sił ma znaczenie zwłaszcza podczas wojny. Samoloty zgrupowane w jednym miejscu mogłyby przecież stanowić łatwy cel dla przeciwnika…

Ale operacje w powietrzu to jedno. Równie ważne z punktu widzenia pilotów było wspomniane lądowanie na DOL-u, czyli drogowym odcinku lotniskowym. To fragment publicznej szosy, który z myślą o „Ramstein Flag” został zamknięty i udostępniony wojsku. Pośród lasów lądowały polskie Jastrzębie, Bieliki, ale też samoloty z Hiszpanii, Finlandii czy USA. – W Polsce ćwiczymy to stosunkowo rzadko, a Finowie ten element mają opracowany doskonale. Dlatego też warto podpatrywać, jak oni to robią i wymieniać doświadczenia – przyznaje Moonlet. A dowódca polskiego komponentu dodaje: – W ćwiczeniach na DOL-u ważne jest nie tylko samo lądowanie. Chodzi o to, by później odtworzyć gotowość bojową samolotu: zatankować go, dozbroić, przekazać pilotowi kolejne rozkazy. Aby tak się stało, należy przygotować infrastrukturę. Podczas „Ramstein Flag” staraliśmy się zrealizować to zadanie przy minimalnej liczbie personelu. I to się udało zrobić – podkreśla ppłk pil. Poręba.

Dla polskich F-16 zagraniczne ćwiczenia to niemalże chleb powszedni. Tylko w tym roku lotnicy szlifowali umiejętności w Grecji i Wielkiej Brytanii. W przeszłości mieli okazję trenować także poza Europą – w USA czy Izraelu. Tymczasem Bieliki z Dęblina właśnie zadebiutowały na arenie międzynarodowej.

W Polsce te odrzutowe samoloty wykorzystywane są do prowadzenia zaawansowanego szkolenia. Doświadczenie za ich sterami zbierają przyszli piloci F-16 i F-35. W Finlandii maszyny są jednak pilotowane przez instruktorów albo lotników, którzy za chwilę nimi zostaną. – Przyjechaliśmy tutaj z kilkoma zasadniczymi założeniami – podkreśla ppłk pil. Mariusz Fischer, dowódca 48 Eskadry Szkolnej z Dęblina. – Przede wszystkim chcemy przetestować taki wariant działania, w którym szkolenie trzeba przenieść poza macierzystą bazę – dodaje. Jak tłumaczy, w wyniku wojny infrastruktura podstawowych lotnisk może zostać zniszczona. To jednak nie może wyhamować szkolenia. – Musimy wypracować umiejętność takiego przebazowania samolotów i innego sprzętu, by można je było kontynuować w innym miejscu. choćby poza granicami kraju – zaznacza ppłk pil. Fischer. Na tym jednak nie koniec. – Ważne dla nas jest także ścisłe współdziałanie z F-16. Unifikujemy w ten sposób procedury, wymieniamy doświadczenia, budujemy wiedzę lotniczą. Dzięki temu będziemy w stanie realizować szkolenie tak, by w jak najlepszy sposób przygotować do służby przyszłych pilotów Jastrzębi – podsumowuje dowódca 48 Eskadry.

Ćwiczenia „Ramstein Flag ‘26” potrwają jeszcze kilka dni.

Łukasz Zalesiński
Читать всю статью