Jeśli śledzisz wiadomości, możesz być skłonny uznać wczorajszy poranek za pełen zwrot akcji na Wall Street, od rozpaczy do euforii, jako znak, iż wszyscy maklerzy giełdowi to banda naiwniaków.
NA WYPADEK, GDYBYŚ PRZEGAPIŁ: W weekend prezydent Donald Trump wyznaczył Iranowi termin całkowitego ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz na poniedziałek wieczorem, w przeciwnym razie Stany Zjednoczone rozpoczną atak na irańskie elektrownie. Jednak około 7:30 czasu wschodniego w poniedziałek, dwie godziny przed otwarciem amerykańskich rynków finansowych, Trump przesunął ten termin o pięć dni, powołując się na „BARDZO DOBRE I PRODUKTYWNE ROZMOWY” z Teheranem w sprawie „CAŁKOWITEGO I CAŁKOWITEGO ROZWIĄZANIA” walk. (Oczywiście, pisane wielkimi literami).
Natychmiast amerykańskie kontrakty terminowe na akcje gwałtownie wzrosły, a ceny ropy spadły. Indeks Dow Jones, który w zeszłym tygodniu znajdował się na granicy „korekty” – prawie 10% poniżej ostatniego szczytu – na krótko wzrósł o ponad 1000 punktów. Zakończył dzień z 630 punktami, czyli 1,4% wyżej. Szerszy indeks S&P 500 zyskał 1,2%, a Nasdaq 1,4%.
Czy naprawdę znowu to kupujecie ? Odpowiedź: To skomplikowane.
Nagły wzrost nie był oznaką, iż Wall Street wierzy Trumpowi. Inwestorzy odebrali oświadczenie Trumpa – opublikowane w momencie, gdy wielu zaspanych nowojorskich maklerów giełdowych siadało do terminali Bloomberga, by rozpocząć dzień pracy – jako swego rodzaju zapewnienie, iż niechęć prezydenta do słabych wyników rynkowych ostatecznie powstrzyma go przed realizacją jego bardziej radykalnych gróźb.
„W żadnym z tych transakcji nie ma żadnej fundamentalnej prawdy — to po prostu handel Trumpem” — powiedział mi Daniel Alpert, partner zarządzający Westwood Capital.
Ale kto ma rację, w tej chwili może nie mieć znaczenia.
„Rynki nie handlują prawdą, handlują pięknem” – powiedział Alpert, przywołując teorię Johna Maynarda Keynesa o giełdzie jako swoistym konkursie piękności. (Dla każdego, kto, tak jak ja, przespał ten rozdział w „Ekonomii 101”, w skrócie: W 1936 roku Keynes wyobraził sobie konkurs, w którym gazeta opublikowała 100 zdjęć twarzy, a czytelnicy mieli wybrać sześć najładniejszych. Ten, który czytelnik wybierze sześć najpopularniejszych, wygrywał konkurs. Lekcja jest taka: najlepszą strategią nie jest wybieranie swoich osobistych faworytów, ale tych, które – jak sądzisz – przypadną do gustu innym ).
„Jeśli handlujesz na rynkach, a nie inwestujesz, skupiasz się na tym, co myślą inni, co prawdopodobnie zrobią” – powiedział Alpert. „Możesz uważać, iż to nie jest dobre, a choćby nie mieć pewności, iż to kłamstwo, po prostu myślisz, iż wszyscy inni też to uznają, więc składasz zlecenie… Kiedy zarobisz wystarczająco dużo pieniędzy, sprzedajesz je i koniec transakcji”.
A poniedziałkowy rajd ulgi nie był wyłącznie oparty na nastrojach. W ostatnich tygodniach inwestorzy giełdowi podążali śladem inwestorów na rynku ropy naftowej, ponieważ mają oni znacznie jaśniejszy obraz sytuacji w Zatoce Perskiej, powiedział mi Steve Sosnick, główny strateg rynkowy w Interactive Brokers. Gdyby ropa nie spadła tak gwałtownie, a akcje i tak poszły w górę, moglibyśmy wyśmiewać inwestorów giełdowych, którzy dali się nabrać prezydentowi. Kolejnym czynnikiem napędzającym wzrosty jest fakt, iż wszyscy na rynku cierpią na FOMO.
„Nikt nie chce przegapić wiecu” – dodał Sosnick. „Nawet najmniejsza dobra wiadomość wywołuje bardzo silną reakcję, jeżeli nie potencjalnie przesadną, na tego typu wiadomości”.












