16 grudnia 1946 roku patrol porucznika „Ciemnego” — Tadeusza Narkiewicza — przeprowadził zimową akcję w Czyżewie, jedną z licznych operacji końca 1946 roku wymierzonych w komunistyczny aparat przemocy. Za tym krótkim zapisem kryje się postać, która na ziemi łomżyńskiej stała się symbolem żołnierskiej dyscypliny i nieugiętego patriotyzmu.
16 grudnia 1946 roku patrol porucznika „Ciemnego” — Tadeusza Narkiewicza — przeprowadził zimową akcję w Czyżewie, jedną z licznych operacji końca 1946 roku wymierzonych w komunistyczny aparat przemocy: dezorganizację MO, akcję propagandową i demonstrację siły. Za tym krótkim zapisem kryje się postać, która na ziemi łomżyńskiej stała się symbolem żołnierskiej dyscypliny i nieugiętego patriotyzmu.
Opór, który nie ustał w 1945 roku
Dla większości Europy rok 1945 przyniósł koniec wojny. Dla Polski był początkiem nowego zniewolenia. W miejsce niemieckiego okupanta wkroczyła administracja narzucona przez Związek Sowiecki, a jej filarami stały się Urząd Bezpieczeństwa i Milicja Obywatelska. Tam, gdzie władza nie miała oparcia w społeczeństwie, zastępowała je terrorem: aresztowaniami, przesłuchaniami połączonymi z torturami, wyrokami zapadającymi w pokazowych procesach. Właśnie dlatego znaczna część żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego — ludzi Armii Krajowej, Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, Narodowych Sił Zbrojnych i poakowskich organizacji — nie złożyła broni. Trwali w lesie i w konspiracji, przekonani, iż złożenie broni oznaczałoby uznanie nowego porządku za prawowity.
Na Białostocczyźnie i w ziemi łomżyńskiej opór ten miał szczególnie głębokie korzenie. To tutaj jeszcze w czasie okupacji niemieckiej rozegrała się jedna z największych akcji polskiego podziemia — bitwa w Czerwonym Borze. Zgrupowanie Armii Krajowej pod dowództwem majora „Bruzdy” — Jana Tabortowskiego, Akcji Specjalnej Narodowych Sił Zbrojnych kapitana „Białego” — Kozłowskiego oraz Narodowej Organizacji Wojskowej porucznika „Wiesława” — Przedzieckiego odbiło z więzienia w Łomży około czterystu więźniów, a następnie stoczyło z Niemcami zaciętą walkę w Czerwonym Borze. Polegli w niej kapitan „Biały” — Kozłowski i porucznik „Leśny” — Krasowski. Ci sami ludzie i te same rodziny, które współtworzyły tę legendę, po 1944 roku stanęły do walki z kolejnym najeźdźcą.
Fot./skan: „Głos znad Narwi” G┼éos-znad-Narwi-CIEMNY„Ciemny” — portret dowódcy
Tadeusz Narkiewicz, występujący pod pseudonimem „Ciemny”, dowodził na ziemi łomżyńskiej oddziałem pełniącym funkcje żandarmerii Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Zadaniem tej formacji było prowadzenie śledztw przeciwko poszczególnym członkom NZW, których podejrzewano o nadużycia, a także przeciwko pospolitym rabusiom i bandytom żerującym na ludności. Zdarzało się jej wymierzać kary — do kary śmierci włącznie — osobom, które sprzeniewierzyły się zasadom organizacji, przy czym wyrok mógł zapaść dopiero po rozpatrzeniu sprawy przez podziemny Sąd Wojskowy. Nie była to więc samowola, ale próba utrzymania porządku i honoru żołnierskiego w warunkach konspiracji.
Uderza fakt, iż tak odpowiedzialną funkcję powierzono człowiekowi zaledwie dziewiętnastoletniemu. Zwierzchnikami „Ciemnego” byli kolejno major „Lis”, „Kotwicz” oraz podpułkownik „Iskra”, „Błękit” — Władysław Żwański. Musiały to być cechy charakteru wyjątkowe, skoro dojrzali dowódcy zaufali komuś tak młodemu. O odpowiedzialności, jaką na niego złożono, wspominała jego siostra, pani Wiesława Łapińska.
Najwięcej o „Ciemnym” mówią jednak relacje świadków epoki. „To był spokojny, zrównoważony człowiek. Żaden raptus, nie słyszałam, aby kiedykolwiek podniósł głos. Ale posłuch miał” — tak zapamiętała go pani Edwarda Zambrzycka z miejscowości Czochanie-Góra, w której domu rodzice często gościli Tadeusza Narkiewicza. Podporucznik NZW „Płomień” — Zdzisław Witkowski utrwalił obraz bardziej żołnierski: „Typ wojskowego, w mundurze często z podwiniętymi rękawami. Bardzo dobrze jeździł na koniu. Zapamiętałem, iż do pasa wojskowego miał przypięte dwie kabury z pistoletami. Wymagał dyscypliny u podległych mu ludzi”.
Fot./skan: „Głos znad Narwi” G┼éos-znad-Narwi-CIEMNYDyscyplina, ryngraf i czarne pagony
Element wojskowego rygoru i charakterystyczny ubiór oddziału podkreślał w swojej relacji porucznik „Newada” — Jerzy Karwowski: „U nas w łomżyńskiem stosunki były koleżeńskie, tytułów wojskowych nie używało się. A tam »Ciemny« czy »Cygan« to tylko obcasami trzaskali. Chłopaki z ochrony sztabu Okręgu, z grupy »Ciemnego«, nosili ryngrafy i czarne pagony na znak, iż są z PAS”. Ryngraf z wizerunkiem Matki Boskiej i czarne naramienniki Pogotowia Akcji Specjalnej nie były jedynie oznaką formacji — były znakiem, iż ci ludzie łączyli żołnierski dryl z głęboką wiarą, dla której walczyli.
Że dyscyplina nie oznaczała okrucieństwa, świadczy relacja jednego z ostatnich żyjących partyzantów NZW ziemi łomżyńskiej, Bronisława Karwowskiego — „Groma”: „Dyscyplinę w oddziale utrzymywał, to fakt, ale bez przesady. Jako dowódca był lubiany i szanowany przez swoich podkomendnych. Mogłem to zaobserwować osobiście”. W sierpniu 1946 roku „Grom” spędził w oddziale „Ciemnego” ponad dwa tygodnie — stacjonowali wówczas w różnych wsiach w gminie Szczepankowo. To codzienne, obozowe sąsiedztwo pozwoliło mu poznać dowódcę bez legendy, z bliska.
Cena wierności
Podziemie niepodległościowe nie mogłoby przetrwać bez ludności, która karmiła, ukrywała i ostrzegała partyzantów, ryzykując przy tym wszystko. Adiutantem „Ciemnego” był Jan Konopko — „Świeży”. Jego kuzyn Wacław Klimaszewski pochodził ze wsi Konopki, a rodzinny przekaz o dowódcy był jednoznaczny: „Ciemny” był twardym patriotą, człowiekiem mocno wierzącym, szczególnie wyczulonym na wybryki podwładnych, które — jak tylko mógł — zwalczał. Cieszył się dobrą opinią i szacunkiem wśród ludności. Starszy brat Wacława, Józef Klimaszewski, dopowiadał rys twardszy: „Odznaczał się zawziętością, uporem i bezwzględnością. Za swoje słuszne racje wolał zginąć, ale nie ustępował. Był nieprzejednanym wrogiem ZSRR i PPR-u”.
Za tę wierność płacono najwyższą cenę. Franciszek Klimaszewski, ojciec Wacława, za pomoc udzielaną partyzantom NZW został w styczniu 1950 roku aresztowany przez łomżyńskie UB i zakatowany podczas przesłuchań w siedzibie bezpieki. Jego los nie był wyjątkiem — był regułą tamtych lat, gdy komunistyczny aparat represji uderzał nie tylko w żołnierzy z bronią w ręku, ale w całe środowiska, które ich wspierały.
Trwanie do końca
Akcja w Czyżewie z 16 grudnia 1946 roku wpisuje się w łańcuch operacji, którymi podziemie u schyłku tego roku przypominało, iż komunistyczna władza nie panuje nad tą ziemią w sposób niepodzielny. Dezorganizacja posterunków Milicji Obywatelskiej, akcja propagandowa i sama demonstracja siły miały wartość, której nie da się mierzyć wyłącznie liczbą zdobytej broni — utrzymywały w ludziach przekonanie, iż opór wciąż trwa.
Postawa „Ciemnego” nie była na tej ziemi odosobniona. Podobną legendą, choć na sąsiednim, wysokomazowieckim terenie, otoczono porucznika Kazimierza Kamińskiego — „Huzara”, dowódcę oddziału samoobrony AKO/WiN, jedną z najdłużej walczących postaci podziemia poakowskiego, uczestnika bitwy pod Dąbrową-Moczydłami 30 kwietnia 1945 roku, którą stoczono wspólnie z Narodowymi Siłami Zbrojnymi. „Huzara”, nazywanego w lokalnej legendzie „polskim Robin Hoodem Podlasia”, zatrzymano dopiero w 1952 roku, po latach poszukiwań, i stracono 11 października 1953 roku w więzieniu w Białymstoku. Losy obu tych dowódców składają się na jeden obraz: podlaskiej i łomżyńskiej ziemi, która oporu nie porzuciła choćby wtedy, gdy stawał się on niemal beznadziejny.
To dlatego pamięć o „Ciemnym” i jemu podobnych nie jest tylko lokalnym wspomnieniem. Jest świadectwem, iż w najciemniejszych latach powojennego terroru znaleźli się ludzie — często bardzo młodzi — dla których wierność Polsce warta była więcej niż własne życie.














![Zatargi kibiców, usiłowanie rozboju na dworcu w Jaworzynie Śląskiej [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/08/411-374655.jpg)