Ceuta i meczet w Albuquerque. Kościół między pomocą a realizmem

dzienniknarodowy.pl 3 часы назад
Zdjęcie: Ceuta i meczet w Albuquerque. Kościół między pomocą a realizmem


Kryzys w Ceucie oraz wypowiedź abp. Johna C. Westera w sprawie budowy meczetu w Albuquerque pokazują napięcie, którego zachodni Kościół nie może dłużej zamiatać pod dywan. Miłosierdzie wobec konkretnych ludzi jest obowiązkiem chrześcijanina. Ale państwo, granica i ład cywilizacyjny nie mogą być traktowane jak przeszkoda dla dobrych intencji.

Ceuta pokazała skalę presji

Hiszpańska Ceuta, europejska eksklawa w Afryce Północnej, stała się w ostatnich dniach miejscem kryzysu, który dobrze pokazuje, czym jest presja migracyjna na granicę. Vatican News podał za prezydentem Ceuty Juanem Jesúsem Vivasem, iż około 60 tys. migrantów weszło do miasta z Maroka w ciągu 24 godzin, a co najmniej 34 osoby zginęły podczas przeprawy. To liczba równa około 70 proc. stałej populacji miasta.

Polskie media katolickie, powołując się na KAI, pisały o jeszcze większej skali: około 72 tys. osób w dniach 30 i 31 lipca, z których około 70 tys. miało już opuścić eksklawę. W tej samej relacji wskazano co najmniej 78 ofiar śmiertelnych, głównie wskutek utonięcia. Niezależnie od rozbieżności w depeszach jedno jest jasne: mówimy o skali, która dla małego miasta oznacza paraliż, strach mieszkańców i test sprawności państwa.

Dziennik Narodowy opisywał już, jak Ceuta znalazła się pod presją migracyjną i dlaczego ta sprawa wykracza poza lokalny problem Hiszpanii. jeżeli granica zewnętrzna Europy może zostać w krótkim czasie zasypana dziesiątkami tysięcy ludzi, to nie jest wyłącznie dramat humanitarny. To także pytanie o suwerenność, porządek publiczny i bezpieczeństwo.

Pomoc nie zastąpi polityki granicznej

Diecezja Kadyksu i Ceuty ogłosiła, iż weekendowe zbiórki w parafiach Ceuty zostaną przeznaczone na najpilniejsze potrzeby migrantów. Środki mają trafić przez diecezjalne struktury pomocy migrantom i ośrodek San Antonio. Lokalne władze kościelne zadeklarowały też współpracę z administracją publiczną.

Taka pomoc konkretnemu człowiekowi jest zrozumiała. Katolik nie może patrzeć obojętnie na głód, wyczerpanie i śmierć. Problem zaczyna się tam, gdzie język humanitarny wypiera język odpowiedzialności państwowej. Bo jeżeli Kościół mówi wyłącznie o pomocy, a milczy o mechanizmach presji, przemycie ludzi i interesach państw trzecich, to zostawia społeczeństwo bez pełnego obrazu.

Właśnie dlatego istotny był głos abp. Luisa Argüello, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Hiszpanii. Hierarcha ocenił, iż migracja może być używana jako narzędzie nacisku. Według relacji KAI pisał również, iż demografia staje się bronią. To jest język bliższy realizmowi niż sentymentalnej publicystyce. Życie migrantów nie może być kartą w grze politycznej. Ale odpowiedź na tę grę nie może polegać na rozbrajaniu granicy i udawaniu, iż każdy kryzys da się rozwiązać zbiórką parafialną.

Albuquerque i granice dialogu

Drugi sygnał przyszedł z USA. Abp John C. Wester z Santa Fe w Nowym Meksyku zabrał głos po sporze wokół planowanej budowy meczetu i centrum wspólnotowego w północnej części Albuquerque. Jak relacjonował OSV News, Bernalillo County Planning Commission 1 lipca odrzuciła odwołanie przeciwników inwestycji, a lokalna debata była napięta.

CAIR, amerykańska organizacja muzułmańska, powitała stanowisko arcybiskupa, podkreślając, iż bronił on prawa muzułmanów do budowy meczetu. Wester odwołał się do wolności religijnej i przekonywał, iż także muzułmanie mają konstytucyjnie chronione prawo do kultu.

Sama zasada wolności religijnej nie jest problemem. Kościół nie może domagać się wolności dla katolików, a odmawiać jej innym wspólnotom tam, gdzie prawo jest jasne i równe dla wszystkich. Problem leży gdzie indziej. Zachodni katolicy słyszą dziś coraz częściej bardzo mocne apele o otwartość wobec innych religii, a znacznie słabsze wezwania do obrony własnej tradycji, rodziny, szkół i przestrzeni publicznej przed ideologiczną presją. To rodzi uzasadnione pytania świeckich.

Stawką jest porządek, nie uprzedzenie

Trzeba nazwać rzecz precyzyjnie. Krytyka polityki migracyjnej nie jest pogardą wobec migrantów. Obrona chrześcijańskiego charakteru Europy nie jest wezwaniem do odbierania ludziom godności. Sprzeciw wobec naiwności elit nie jest nienawiścią religijną. To spór o to, czy narody Zachodu mają jeszcze prawo wymagać od państwa ochrony granic, własnej kultury i porządku publicznego.

Dla Polski ta lekcja jest prosta. Nasze państwo musi pomagać wtedy, gdy wymaga tego elementarne człowieczeństwo, ale nie może oddać polityki granicznej organizacjom pozarządowym, emocjom medialnym ani kościelnej retoryce oderwanej od skutków. Granica, bezpieczeństwo i ład społeczny są dobrem wspólnym. Bez nich także miłosierdzie staje się bezradne.

Kościół ma prawo i obowiązek przypominać o godności każdego człowieka. Nie powinien jednak stawać się wygodnym językiem dla polityki, która przerzuca koszty własnej bezradności na zwykłych obywateli. W Ceucie widać to bardzo ostro: współczucie bez realizmu nie chroni ani migrantów, ani mieszkańców, ani państwa.

Źródło: Do Rzeczy, Vatican News, KAI/Gość Niedzielny, OSV News, CAIR.

Źródło: Do Rzeczy

Читать всю статью