Włochy zawiesiły stosowanie zasad Schengen wobec Hiszpanii po wydarzeniach w Ceucie, a Antonio Tajani ostro odpowiedział rządowi Pedra Sáncheza. Spór dotyczy kontroli granic, tysięcy migrantów i skutków jednostronnych decyzji Madrytu dla pozostałych państw Europy. To lekcja również dla Polski: otwarte granice jednego kraju gwałtownie stają się problemem wszystkich.
Rzym stawia granicę
Napięcie między Włochami a Hiszpanią wzrosło po wydarzeniach w Ceucie, hiszpańskiej enklawie w Afryce Północnej. Włoski rząd zdecydował o zawieszeniu stosowania zasad Schengen wobec Hiszpanii. Minister spraw zagranicznych Antonio Tajani przedstawił tę decyzję jako środek ochrony granic i odpowiedź na zagrożenie, którego Madryt nie zdołał opanować.
W rozmowie z włoskim dziennikiem „Corriere della Sera” Tajani odrzucił krytykę premiera Pedra Sáncheza i ministra spraw zagranicznych José Manuela Albaresa. Ocenił, iż nerwowa reakcja hiszpańskich władz wynika z nieskutecznej polityki migracyjnej. Podkreślił zarazem, iż Włochy pozostają przyjacielem Hiszpanii, ale mają obowiązek chronić własne granice, będące jednocześnie granicami całej Unii Europejskiej.
Pięć tysięcy osób i pytanie bez odpowiedzi
Sednem włoskich obaw jest los około 5 tys. migrantów z Afryki Subsaharyjskiej, którzy znaleźli się w Ceucie i, według słów Tajaniego przytoczonych przez włoskie media, nie mogą zostać odesłani do Maroka. Minister postawił proste pytanie: dokąd ci ludzie mają trafić? To nie jest kwestia retoryczna. W obszarze bez kontroli na granicach wewnętrznych konsekwencje decyzji jednego państwa ponoszą także jego sąsiedzi.
Tajani zaznaczył, iż włoskie stanowisko opiera się na ocenie adekwatnych instytucji. Powołał się również na poparcie obaw Rzymu przez socjalistyczny rząd Danii oraz inne państwa Unii Europejskiej. Włoska argumentacja jest czytelna: wydarzeń w Ceucie nie wolno traktować jako lokalnego incydentu, skoro ich skutki mogą przenieść się poza Hiszpanię.
Spór o liczby i odpowiedzialność
Rzym zakwestionował też dane używane przez hiszpańskich polityków, wskazując, iż odnoszą się do okresu sprzed 2021 roku. Tajani, przywołując komunikat włoskiego resortu spraw wewnętrznych z 3 sierpnia, mówił o zmniejszeniu o połowę liczby nieregularnych przybyć do Włoch. Przypisał ten wynik polityce migracyjnej rządu Giorgii Meloni, w tym realizacji Planu Mattei.
Minister zaatakował również plan Madrytu dotyczący uregulowania statusu 500 tys. cudzoziemców przebywających w Hiszpanii nielegalnie. Jego zasadniczy zarzut dotyczył braku uzgodnienia tej decyzji z partnerami europejskimi. I tu trafia w sedno. o ile osoba zalegalizowana w jednym państwie otrzymuje możliwość przemieszczania się po strefie Schengen, decyzja krajowa wywołuje skutki międzynarodowe.
Lekcja dla Polski
Unia Europejska przez lata osłabiała znaczenie granicy jako podstawowego narzędzia suwerennego państwa. Gdy pojawia się kryzys, stolice narodowe muszą jednak wracać do kontroli, bo to one odpowiadają przed własnymi obywatelami za porządek i bezpieczeństwo. Spór Rzymu z Madrytem pokazuje bankructwo zasady, według której korzyści z otwartych granic są wspólne, ale koszty błędnej polityki migracyjnej można pozostawić sąsiadom.
Dla Polski stawka jest konkretna. Warszawa nie może oddawać Brukseli ani innym stolicom prawa do decydowania, kto przekroczy polską granicę i na jakich warunkach. kooperacja europejska ma sens tylko wtedy, gdy opiera się na odpowiedzialności, kontroli i wzajemnym poszanowaniu suwerenności. Bez tego Schengen staje się mechanizmem przerzucania kosztów, zamiast przestrzenią bezpiecznej swobody.
Źródło: liberoquotidiano













