Wiceminister obrony Magdalena Sobkowiak-Czarnecka wróciła z Waszyngtonu z ofertą, która może przesądzić o miejscu Polski w amerykańskim systemie obrony powietrznej: produkcja pocisków i centrum serwisowe systemów Patriot nad Wisłą. Jak relacjonowała, przemysłowa strona rozmów przyjęła propozycję „z ulgą”, bo bezpieczne zaplecze poza zasięgiem rosyjskich rakiet leży w interesie samych Amerykanów. Czy Polska zamieni rolę kupca uzbrojenia na pozycję jego współwytwórcy?
Oferta złożona w Pentagonie i w koncernie Lockheed Martin
Podczas pobytu w amerykańskiej stolicy wiceszefowa Ministerstwa Obrony Narodowej rozmawiała najpierw z odpowiednikami w Pentagonie i Departamencie Stanu, a na koniec wizyty z kierownictwem koncernu zbrojeniowego. To Lockheed Martin odpowiada za pociski PAC-3 MSE, które trafiają do wyrzutni Patriot. „Złożyłam ofertę”, potwierdziła Sobkowiak-Czarnecka, zaznaczając, iż dotyczy ona zarówno wytwarzania samych pocisków, jak i utrzymania sprzętu. Polska proponuje więc nie pojedynczy kontrakt, ale trwałe wpięcie własnego przemysłu w produkcję jednego z kluczowych systemów obrony powietrznej świata.
Bezpieczne zaplecze zamiast frontu
Sednem argumentacji jest geografia. Wiceminister wskazała, iż celem jest „zabezpieczenie tej produkcji, żeby ta produkcja odbywała się po prostu w miejscu bezpiecznym”. Zakład wytwarzający rakiety na wciąż ostrzeliwanej przez Rosję Ukrainie byłby łatwym celem, dlatego Warszawa proponuje układ, w którym pociski powstają w Polsce, a stamtąd mogą trafiać także na Ukrainę. Polityk przypomniała, iż „każdy, kto myśli, iż ta wojna się skończyła, jest po prostu w błędzie”. W tym ujęciu geograficzne położenie Polski przestaje być obciążeniem, a staje się atutem.
Serwis pod polską banderą
Druga część oferty dotyczy centrum serwisowego. Chodzi o zaplecze utrzymania i napraw pocisków, bez którego baterie Patriot tracą gotowość bojową. Pomysł ma już mocne oparcie polityczne. Na szczycie NATO w Ankarze wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz podpisał wspólną deklarację ze Stanami Zjednoczonymi, Niemcami, Holandią i Szwecją o utworzeniu w Europie ośrodka serwisowego dla rakiet PAC-3 MSE. Sobkowiak-Czarnecka przekonywała w Waszyngtonie, iż „nasze położenie geograficzne i geopolityczne będzie sprzyjało tej decyzji”, a więc iż naturalnym gospodarzem takiego centrum jest Polska.
Fabryka to część większej rozgrywki
Oferta produkcyjna wpisuje się w szerszy pakiet rozmów. W Waszyngtonie wiceminister poruszała również obecność wojsk amerykańskich w Polsce, nad którą po stronie USA pracuje zespół kierowany przez wiceszefa Pentagonu Elbridge'a Colby'ego. W tle jest zapowiadany kredyt w wysokości czterech miliardów dolarów w ramach amerykańskiego programu finansowania zakupów wojskowych, a także unijny mechanizm SAFE, o którym wiceminister mówiła, iż „nie wyklucza zakupów amerykańskich”. Produkcja i serwis Patriotów są więc jednym z filarów układu mającego na dekady związać bezpieczeństwo Polski z obecnością i technologią sojusznika.
Autonomia, której nie kupuje się gotowej
Reakcja amerykańska była życzliwa. Wiceminister oceniła, iż oferta „została w Waszyngtonie bardzo dobrze przyjęta”, a „strona przemysłowa dzisiaj również z taką ulgą usłyszała o tej propozycji”. Ulga płynie z prostej kalkulacji, bo bezpieczne zaplecze produkcyjne poza zasięgiem wroga leży w interesie samych wytwórców. Dla Polski stawka jest jednak większa niż pojedyncze zlecenie. Państwo, które przez lata kupowało gotowe uzbrojenie za granicą, zabiega dziś o miejsce w łańcuchu, gdzie powstaje technologia i zdolność samodzielnego utrzymania sprzętu. To różnica między rolą klienta a rolą współgospodarza obrony powietrznej regionu. o ile deklaracje przełożą się na wiążące umowy, suwerenność Polski w powietrzu przestanie zależeć wyłącznie od decyzji zapadających za oceanem.
Źródło: Kresy.pl















