Gen. bryg. Grzegorz Potrzuski powiedział w rozmowie z Defence24, iż masowa modernizacja wycofywanych BWP-1 nie ma sensu, ale wybrana pula najsprawniejszych kadłubów może zostać przerobiona na zdalnie sterowane pojazdy logistyczne, ewakuacyjne CASEVAC i nośniki WRE. Stawka jest prosta: mniej polskich żołnierzy w zasięgu dronów FPV.
Stary kadłub, nowe zadanie
Gen. bryg. Grzegorz Potrzuski, szef Zarządu P5 Sztabu Generalnego WP, wskazał w rozmowie omawianej przez Defence24, iż wycofywane BWP-1 nie powinny być masowo modernizowane jako klasyczne bojowe wozy piechoty. To rozsądne. Ten sprzęt ma za sobą epokę, w której chronił piechotę i dawał jej ogień wsparcia. Dziś na polu walki liczy się przeżywalność, sensory, drony, łączność i tempo decyzji.
Polska przez lata używała ponad tysiąca BWP-1, czyli wozów wywodzących się z radzieckiego BMP-1. Ich uzbrojenie, pancerz, ergonomia i układ wnętrza są przestarzałe. Nie da się udawać, iż stary kadłub stanie się nagle nowoczesnym Borsukiem. Dlatego równoległe wychodzenie piechoty z cienia BWP-1 jest koniecznością, a nie kaprysem modernizacyjnym.
Potrzuski nie proponuje jednak prostego złomowania całej floty. Wskazuje inną drogę: wybrać najsprawniejsze egzemplarze i sprawdzić, czy da się je tanio przekształcić w pojazdy zdalnie sterowane. Nie do szarży. Do zadań brudnych, ryzykownych i potrzebnych.
Najpierw życie żołnierza
Najważniejszy sens takiego pomysłu jest praktyczny. BWP-1 mógłby pracować jako bezzałogowy pojazd wsparcia logistycznego, ewakuacji medycznej CASEVAC albo nośnik ciężkich systemów walki radioelektronicznej. To są zadania wykonywane blisko ognia, często w strefie rażenia dronów FPV. o ile w takie miejsce można wysłać maszynę zamiast załogi, państwo ma obowiązek to rozważyć.
Wojna na Ukrainie pokazała, iż dron za kilkaset lub kilka tysięcy dolarów potrafi zatrzymać drogi pojazd i zabić doświadczoną załogę. Polska armia musi wyciągać z tego wnioski szybciej niż biurokracja jest w stanie pisać kolejne prezentacje. Gdy Wojsko Polskie planuje, by czołgi i bojowe wozy piechoty dostały drony oraz systemy antydronowe, logicznym uzupełnieniem jest także ograniczanie obecności ludzi tam, gdzie wróg poluje przede wszystkim na ludzi.
To nie jest technologiczna zabawka dla efektu. To kwestia krwi, pieniędzy i czasu. Każdy uratowany kierowca, sanitariusz czy operator WRE to realna wartość bojowa, której nie da się kupić od ręki za granicą.
Koszt musi decydować
Generał słusznie stawia warunek: analiza kosztu i efektu. o ile modernizacja starego wozu miałaby kosztować tyle, co pozyskanie nowszej platformy o lepszych parametrach, pomysł traci sens. Polska nie może budować armii na sentymencie do sprzętu po Układzie Warszawskim. Nie po to wydajemy miliardy, by pudrować starą technologię bez wojskowego rachunku.
Tu jest jednak przestrzeń dla twardego realizmu. Nie każda platforma musi być najnowsza. Nie każde zadanie wymaga pojazdu projektowanego od zera. Część BWP-1 można potraktować jako zasób przejściowy: tani nośnik do zadań, w których ryzyko utraty maszyny jest wpisane w operację, a życie żołnierza jest ważniejsze od konserwatorskiej troski o kadłub.
Problemem pozostają części, awaryjność i sama trudność wprowadzenia sterowania bezprzewodowego do pojazdu z manualną skrzynią biegów. Do tego dochodzi konieczność zabezpieczenia łańcucha dostaw bez uzależnienia od kierunków rosyjskich. o ile podzespoły da się pozyskać z innych źródeł, choćby z państw eksploatujących pochodne BMP, warto to zbadać. o ile nie, trzeba umieć powiedzieć: koniec.
Modernizacja bez złudzeń
Największym błędem byłoby sprzedanie tego pomysłu jako sposobu na odroczenie realnej wymiany sprzętu. Polska piechota potrzebuje nowych bojowych wozów, mocniejszej ochrony, lepszej świadomości sytuacyjnej i własnego przemysłu zdolnego do seryjnej produkcji. Podobnie jak przy dyskusji o tym, iż następca Rosomaka staje się priorytetem, nie chodzi o pojedynczą platformę, ale o całą logikę modernizacji.
BWP-1 jako bezzałogowy nośnik może mieć sens tylko jako narzędzie pomocnicze. Ma odciążać żołnierzy, przewozić zaopatrzenie, wyciągać rannych, dźwigać sprzęt WRE i brać na siebie ryzyko. Nie może być alibi dla opóźnień w Borsuku ani dla niekończących się analiz.
Dla Polski stawka jest większa niż los jednego starego pojazdu. Chodzi o kulturę decyzji w obronności. Albo państwo umie gwałtownie przerabiać doświadczenia z frontu na praktyczne rozwiązania, albo będzie płaciło krwią za cudze lekcje. W tej sprawie generał Potrzuski wskazuje kierunek trzeźwy: wykorzystać, co się da, ale bez fałszywej wiary, iż stare żelazo zastąpi nowoczesną armię.
Źródło: Defence24.
Źródło: Defence24














