Ursula von der Leyen wezwała premiera Pedra Sáncheza do wzmocnienia ochrony zewnętrznych granic Unii Europejskiej i sprawnego odsyłania osób, które nie mają prawa pobytu. List powstał po kryzysie migracyjnym w Ceucie. To istotny sygnał także dla Polski: bez szczelnej granicy wspólnota traci kontrolę nad własnym bezpieczeństwem.
List po kryzysie w Ceucie
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen skierowała do premiera Hiszpanii Pedra Sáncheza list dotyczący ochrony granic i polityki powrotowej. Jak podały WP Wiadomości, szefowa Komisji zaapelowała o zwiększenie nadzoru nad najbardziej narażonymi odcinkami zewnętrznej granicy Unii Europejskiej oraz o szybkie odsyłanie migrantów, którzy nie mają podstaw do pozostania na jej terytorium.
Dokument jest odpowiedzią na kryzys migracyjny w Ceucie, hiszpańskiej enklawie w Afryce Północnej. Według relacji hiszpańskich mediów von der Leyen pozytywnie oceniła działania władz Hiszpanii i Maroka, które zahamowały dalsze nielegalne przemieszczenia w stronę kontynentalnej części Hiszpanii i innych państw Europy. Jednocześnie wskazała, iż ochrona granicy w punktach krytycznych musi zostać wzmocniona, aby zachować integralność strefy Schengen.
To ważne rozróżnienie. Sprawne działanie w chwili kryzysu zasługuje na uznanie, ale nie zastąpi trwałego systemu odstraszania, kontroli i powrotów. Państwo, które reaguje dopiero po przełamaniu granicy, zawsze pozostaje o krok za przemytnikami i organizatorami nielegalnego przerzutu ludzi.
Pięć kierunków działania
Z informacji opublikowanych przez dziennik „El País” wynika, iż przewodnicząca Komisji wskazała kilka obszarów wymagających działania. Chodzi o współpracę z państwami partnerskimi w ograniczaniu migracji nieregularnej, mocniejszą ochronę granic zewnętrznych, stosowanie procedur natychmiastowego zawracania zgodnie z prawem, rozbijanie sieci przemytniczych oraz skuteczniejsze wykonywanie decyzji powrotowych.
W liście pojawiła się również deklaracja gotowości Frontexu do zwiększenia obecności w Ceucie i na innych odcinkach hiszpańskiej granicy zewnętrznej. Europejska solidarność ma sens właśnie wtedy, gdy pomaga państwu strzec granicy. Nie może natomiast służyć jako pretekst do rozdzielania skutków błędnej polityki między kraje, które same prowadzą odpowiedzialną ochronę własnego terytorium.
Słowa o szybkich powrotach brzmią rozsądnie. Ich wartość zostanie jednak zmierzona liczbą wykonanych decyzji, a nie kolejnymi deklaracjami instytucji europejskich. Prawo bez egzekucji przestaje odstraszać, a granica pozbawiona realnej ochrony staje się zaproszeniem dla przemytników.
Lekcja dla Polski
Polska zna ciężar ochrony zewnętrznej granicy Unii lepiej niż wiele państw Zachodu. Presja na granicy z Białorusią pokazała, iż ruch migracyjny może być wykorzystywany jako narzędzie destabilizacji. Dlatego Warszawa powinna konsekwentnie domagać się wsparcia dla fizycznej ochrony granic, służb i infrastruktury, zachowując jednocześnie kontrolę nad własną polityką bezpieczeństwa.
Nie każda decyzja Brukseli jest sprzeczna z polskim interesem. Wezwanie do szczelnych granic i skutecznych powrotów odpowiada elementarnemu obowiązkowi państwa. Problem zaczyna się wtedy, gdy ta sama Unia chce narzucać państwom członkowskim obowiązek przejmowania konsekwencji cudzych zaniedbań. Solidarność nie może oznaczać przymusowej relokacji ani odbierania narodom prawa do decydowania, kogo wpuszczają na swoje terytorium.
Stawka jest konkretna: bezpieczeństwo mieszkańców, sprawność służb, koszty ponoszone przez podatników i zaufanie do państwa. Europa odzyska kontrolę nad migracją dopiero wtedy, gdy jasno powie, iż nielegalne przekroczenie granicy nie daje automatycznego prawa do pozostania. List do Pedra Sáncheza będzie miał znaczenie tylko wtedy, gdy za słowami pójdą działania.
Źródło: WP Wiadomości











