Antyukraińska fala w polskiej sieci. 345 proc. wzrostu po decyzji Zełenskiego

dzienniknarodowy.pl 6 часы назад
Zdjęcie: Antyukraińska fala w polskiej sieci. 345 proc. wzrostu po decyzji Zełenskiego


Eksperci PISM ustalili, iż od 26 maja liczba antyukraińskich komentarzy i reakcji w polskiej infosferze wzrosła o 345 proc., a od maja do lipca pojawiło się prawie pół miliona takich treści. Dla Polski wniosek jest twardy: Rosja żeruje na sporze o UPA, by rozbijać nasze bezpieczeństwo.

Fala ruszyła po 26 maja

Eksperci Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Aleksandra Wójtowicz i Filip Bryjka przeanalizowali polskojęzyczne publikacje z X, Facebooka i TikToka od kwietnia do lipca 2026 roku. Jak podało Polskie Radio, powołując się na PAP, gwałtowny wzrost nastąpił po 26 maja, gdy Wołodymyr Zełenski ogłosił nadanie jednej z ukraińskich jednostek imienia „Bohaterów UPA”. W kwietniu i na początku maja takich wzmianek było mniej niż tysiąc dziennie. Potem skala wzrosła do około 10 tys. dziennie.

Łącznie od maja do lipca opublikowano prawie pół miliona treści określonych jako antyukraińskie. To nie jest zwykła internetowa burza. To sygnał, iż polska debata o historii, wojnie i bezpieczeństwie stała się polem działań wpływu. Państwo, które lekceważy tę przestrzeń, zostawia obywateli samych wobec algorytmów, botów i propagandy.

Rosja wykorzystuje realny polski ból

Spór o UPA i pamięć o rzezi wołyńskiej nie jest wymysłem propagandy. To rana polskiej historii, którą Ukraina musi traktować poważnie, jeżeli chce uczciwych relacji z Polską. Decyzja Zełenskiego była politycznie nierozsądna i uderzyła w elementarne poczucie sprawiedliwości wielu Polaków. Tego nie wolno zamiatać pod dywan w imię poprawności ani dyplomatycznej wygody.

Właśnie dlatego sprawa jest tak niebezpieczna. Kreml nie musi wymyślać każdego konfliktu od zera. Wystarczy, iż bierze prawdziwy spór, dolewa pogardy, fałszu i emocji, a potem pcha go w sieci tak, by Polacy i Ukraińcy widzieli w sobie przede wszystkim wrogów. PISM już wcześniej opisywał rosyjską dezinformację uderzającą w relacje Polski z Ukrainą. Mechanizm pozostaje ten sam: skłócić zaplecze państw broniących się przed rosyjskim imperializmem.

Boty, trolle i prywatni użytkownicy

Według Wójtowicz za częścią narracji stały siatki botów oraz konta trolli powiązanych z Rosją, a także prorosyjskie środowiska polityczne w Polsce. Jednocześnie przeważająca część komentarzy miała pochodzić od prywatnych użytkowników. To ważne rozróżnienie. Problemem nie jest tylko obcy aparat propagandowy. Problemem jest także podatność części społeczeństwa na przekaz, który miesza słuszny gniew historyczny z językiem nienawiści.

DN pisał niedawno, iż Rosja uderza na Ukrainę, a Polska musi reagować także wojskowo. W świecie realnym widzimy rakiety, drony i alarmy lotnicze. W świecie informacyjnym widzimy fałszywe zdjęcia, agresywne hasła i konta, których celu nie da się łatwo ustalić. To dwie warstwy tej samej wojny hybrydowej.

Polska pamięć nie może służyć Moskwie

Narodowa polityka pamięci wymaga twardości. Polska ma prawo domagać się prawdy o Wołyniu, ekshumacji, godnego upamiętnienia ofiar i jasnego odcięcia się od kultu formacji odpowiedzialnych za zbrodnie na Polakach. To nie jest „antyukraińskość”. To obowiązek wobec zamordowanych i wobec własnej wspólnoty.

Granica przebiega gdzie indziej. Krytyka decyzji władz Ukrainy, kultu UPA czy zaniedbań w polityce historycznej jest czymś innym niż pogarda wobec Ukraińców jako ludzi. Narodowy realizm nie polega na tym, by oddać własne emocje w ręce rosyjskich operatorów wpływu. Polega na tym, by widzieć interes Polski chłodno: pamiętać o ofiarach, wymagać od Kijowa, a jednocześnie nie pomagać Moskwie w rozbijaniu bezpieczeństwa regionu.

W tym sensie antyukraińska fala w sieci jest testem dojrzałości polskiego państwa. Platformy cyfrowe muszą szybciej usuwać treści łamiące prawo, służby powinny śledzić obce operacje wpływu, a politycy nie mogą udawać, iż każdy zasięg jest niewinną opinią. Gdy Kreml gra na polskiej krzywdzie, odpowiedzią nie może być ani cenzurowanie pamięci, ani bezmyślne powielanie propagandy.

Rosja chciałaby, by Wołyń stał się narzędziem przeciw Polsce. Nie wolno jej tego dać. Prawda historyczna ma służyć polskiej godności i bezpieczeństwu, nie rosyjskiej destabilizacji.

Źródło: PAP za Polskim Radiem, Interia, Polski Instytut Spraw Międzynarodowych.

Źródło: Interia Wydarzenia

Читать всю статью