68 mln hrywien na osłony przed dronami. SBU ujawnia kolejną aferę na Ukrainie

dzienniknarodowy.pl 2 часы назад
Zdjęcie: 68 mln hrywien na osłony przed dronami. SBU ujawnia kolejną aferę na Ukrainie


Prawie 68 milionów hrywien miało posłużyć budowie osłon chroniących obiekt energetyczny przed dronami. Zamiast tego pieniądze zniknęły, a zabezpieczenia nigdy nie powstały. Sprawę ujawniła Służba Bezpieczeństwa Ukrainy wspólnie z policją i prokuraturą. To kolejna afera, która uderza w zaufanie do państwa walczącego w dużej mierze za zachodnie pieniądze.

Pieniądze na osłony, których nie ma

Ukraińskie służby poinformowały o wykryciu kolejnego przypadku wyprowadzenia publicznych środków. Tym razem chodzi o niemal 68 milionów hrywien, które miały sfinansować osłony chroniące jeden z obiektów energetycznych przed atakami dronów. Obiekt leży na południu kraju, w obwodzie mikołajowskim. Sprawę prowadzą wspólnie SBU, Policja Narodowa i prokuratura.

Mechanizm był prosty. Według śledczych firma, która dostała sowitą zaliczkę, nie zabrała się do pracy. Osłony pozostały jedynie na papierze, a przekazane miliony rozpłynęły się bez śladu. Na tym etapie postępowania wykonawcę traktuje się jako podmiot podejrzewany, a nie skazany. Ustalenia śledczych wymagają jeszcze potwierdzenia przed sądem.

Kradzież, która osłabia obronę

To nie jest zwykła sprzeniewierzenie środków. Osłony antydronowe mają realne zadanie. Chronią elektrownie i stacje energetyczne przed rosyjskimi bezzałogowcami, które od miesięcy metodycznie niszczą ukraińską infrastrukturę. Każdy niezbudowany schron oznacza obiekt bardziej narażony na trafienie, a co za tym idzie, ryzyko przerw w dostawach prądu dla mieszkańców i przemysłu.

Korupcja w tym wypadku przekłada się wprost na zdolność obronną. Pieniądze, które miały wzmocnić energetykę, w praktyce ją osłabiły. Sprawca takiego procederu, jeżeli wina się potwierdzi, działa na korzyść przeciwnika skuteczniej niż niejeden rosyjski dron.

Korupcja jako drugi front

Afera z obwodu mikołajowskiego nie jest odosobniona. Ukraina od lat walczy z korupcją, która w warunkach wojny staje się szczególnie groźna. Kolejne skandale, od zawyżonych kontraktów po sprzeniewierzone fundusze, podważają zaufanie zachodnich partnerów finansujących obronę kraju.

Dla Polski i całej Unii to sprawa realna, nie moralizatorska. Zachód przekazuje Kijowowi ogromne środki, także z pieniędzy polskiego podatnika. Każda ujawniona afera rodzi pytanie o kontrolę nad tymi funduszami. Trzeba przy tym uczciwie zauważyć, iż tę konkretną sprawę wykryły same ukraińskie służby, co pokazuje, iż mechanizmy nadzoru jednak działają.

Kijów nie jest w tej walce bezbronny. Po 2014 roku powstały wyspecjalizowane instytucje antykorupcyjne, a rozliczanie nadużyć stało się jednym z warunków zbliżenia z Unią Europejską. Problem w tym, iż skala procederu wciąż przerasta możliwości kontroli. Wojna stworzyła setki nowych okazji do nadużyć: pilne przetargi, wysokie zaliczki i zamówienia realizowane w pośpiechu, bez zwykłych procedur. Każdy nowy skandal jest więc testem, czy ukraińskie instytucje nadążają za pomysłowością złodziei.

Wróg wewnętrzny

Wojna toczy się nie tylko na froncie. Rozgrywa się też w urzędach, przetargach i na kontach firm, którym powierzono publiczne pieniądze. Sprzeniewierzenie środków na obronę energetyki uderza w państwo w najczulszym punkcie. Pytanie, czy Ukraina zdąży uporać się z wrogiem wewnętrznym, zanim ten koszt zapłacą mieszkańcy pozbawieni prądu, pozostaje otwarte.

Źródło: Magna Polonia

Читать всю статью