58,7 proc. Polaków popiera uruchamianie syren, gdy rosyjskie drony lub rakiety lecą w stronę naszej granicy, ale są jeszcze nad Ukrainą. Badanie IBRiS przeprowadzono 21 i 22 sierpnia na próbie 1067 osób. Najwyższe poparcie, 71 proc., odnotowano na wschodzie kraju. Polacy chcą dostać czas na reakcję.
Większość chce wcześniejszego ostrzegania
IBRiS zapytał Polaków, czy syreny we wschodniej części kraju powinny być uruchamiane jeszcze przed przekroczeniem granicy przez rosyjskie rakiety lub drony. Za takim rozwiązaniem opowiedziało się 58,7 proc. badanych. Przeciw było 27,2 proc., a 14,1 proc. nie miało zdania. Badanie wykonano metodą telefoniczną 21 i 22 sierpnia na próbie 1067 osób.
Wynik jest czytelny. Większość obywateli nie chce czekać, aż obcy pocisk znajdzie się nad polskim domem. Wczesny alarm daje ludziom dodatkowe minuty na zejście z ulicy, odsunięcie się od okien, sprawdzenie oficjalnego komunikatu i znalezienie bezpieczniejszego miejsca. To praktyczna potrzeba, a nie sianie paniki.
Wschód Polski mówi najgłośniej
Poparcie rośnie tam, gdzie zagrożenie jest najbardziej namacalne. W województwach podkarpackim, lubelskim i podlaskim wcześniejsze uruchamianie syren akceptuje 71 proc. badanych. Przeciw jest 21 proc., a 8 proc. nie ma zdania. Mieszkańcy wschodu lepiej rozumieją, iż odległość od granicy przekłada się na czas dostępny służbom i rodzinom.
To doświadczenie nie jest abstrakcyjne. Polska już mierzyła się z naruszeniem swojej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony, a rosyjskie ataki na Ukrainę wielokrotnie stawiały nasze lotnictwo i służby w stan gotowości. Państwo nie może budować systemu ostrzegania dopiero po kolejnym incydencie.
Alarm musi oznaczać konkretną instrukcję
Sama syrena nie wystarczy. Obywatel musi wiedzieć, czy słyszy alarm bojowy, próbę systemu, sygnał OSP czy element rocznicowych obchodów. Dlatego dźwięk powinien być natychmiast uzupełniony przez Alert RCB, komunikaty radiowe, telewizyjne i internetowe oraz jasną instrukcję dla konkretnego obszaru. Inaczej alarm wywoła zamieszanie zamiast uporządkowanej reakcji.
Debata o syrenach odsłania zaniedbania szersze niż pojedyncza procedura. Pisaliśmy już, iż polska obrona cywilna pozostaje uśpiona. Bez sprawnych schronień, ćwiczeń i wiarygodnego obiegu informacji choćby dobry system techniczny będzie miał ograniczoną wartość. Bezpieczeństwo obywateli wymaga przygotowanego państwa, a nie improwizacji pod presją.
29 sierpnia trening reagowania
MSWiA zaplanowało na 29 sierpnia Krajowy Trening Reagowania. W punktach edukacyjnych w całej Polsce mieszkańcy mają uczyć się rozpoznawania sygnałów, weryfikowania komunikatów, sprawdzania miejsc schronienia oraz kompletowania plecaka ewakuacyjnego. To potrzebny krok. Ćwiczenie musi jednak prowadzić do trwałego nawyku i lokalnych procedur, a nie skończyć się na jednodniowej akcji informacyjnej.
Czytelne zasady alarmowania powinny obejmować próg zagrożenia, obszar uruchomienia syren oraz kanały odwołania alarmu. Fałszywe lub zbyt częste ostrzeżenia osłabiają zaufanie, ale spóźniony komunikat może kosztować zdrowie i życie. Służby muszą więc łączyć szybkość z precyzją.
Państwo ma ostrzegać przed uderzeniem
Rosja prowadzi wojnę na Ukrainie i odpowiada za zagrożenie, które dociera do polskiej granicy. Polska polityka bezpieczeństwa musi być twarda i samodzielna. Sojusze pomagają w obronie przestrzeni powietrznej, ale obowiązek ostrzeżenia polskiej rodziny pozostaje po stronie polskiego państwa.
Sondaż IBRiS daje władzom mocny mandat do wcześniejszego alarmowania na terenach realnie zagrożonych. Polacy nie domagają się strachu. Domagają się czasu, jasnej informacji i działającej ochrony ludności. To minimum, którego suwerenne państwo nie może swoim obywatelom odmawiać.
Źródło: Bankier.pl za PAP, MSWiA
Źródło: Bankier.pl











