Dziś w Chinach rozpoczyna wizytę Cheng Li-wun, aktualna szefowa Kuomintangu (KMT), opozycyjnej partii tajwańskiej. To wizyta, która odbywa się w szczególnym momencie i ma – moim zdaniem – znaczenie szczególne dla przyszłej historii relacji pomiędzy Chinami Kontynentalnymi (ChRL) a „zbuntowaną prowincją”.

Nie, nie sądzę, by w bardzo krótkim czasie, w perspektywie miesięcy, Tajwan stał się częścią Chin, jak 29 lat temu Hong Kong i Makau, w ramach konceptu „jedno państwo, dwa systemy”. W przypadku Tajwanu sytuacja jest bowiem zgoła odmienna. To nie jest była kolonia, to obszar, który stał się „ostatnią piędzią ziemi” Republiki Chińskiej, rządzonej autorytarnie przez Czang Kajszeka, lidera Kuomintangu. Wojna domowa w Chinach w latach 1945-1949 toczona była pomiędzy narodowcami (KMT) Czenga i komunistami (KPCh) Mao Zedonga. KMT wojnę przegrał, ale do końca lat 70. XX wieku uznawany był przez Zachód (a zwłaszcza USA) za „Chiny adekwatne”, te zdolne do reprezentowania interesów Chin na arenie międzynarodowej. Dziś Tajwan uznawany jest za państwo przez 13 krajów, takich jak Watykan. Tymczasem ChRL jest członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, drugą gospodarką świata, pierwszoligowym graczem na arenie stosunków międzynarodowych. choćby w powszechnej świadomości Chiny dziś to ChRL ze stolicą w Pekinie, przewodniczącym Xi Jinpingiem. Mało zaś kto wie, jak się nazywa stolica „zbuntowanej prowincji” (jak od lat 40. XX wieku nazywa się Tajwan), mało kto wie, jak się nazywa obecny prezydent Tajwanu.
Mało też kto wie, kim jest Cheng Li-wun. Swoją karierę polityczną rozpoczynała jako demokratka. Na przełomie lat 90. i 2000. była członkiem tajwańskiego parlamentu z ramienia Demokratycznej Partii Postępu, ale odeszła z partii w 2002 roku w proteście przeciwko kamuflowaniu przez DPP oskarżeń o molestowanie seksualne jednego z prominentnych członków organizacji. Jak wspomniałem Cheng Li-wun jest w tej chwili szefową KMT, partii, będącej niegdyś śmiertelnym wrogiem komunistów. A dziś jest tajwańskim środowiskiem koncyliacyjnym, jeżeli chodzi o relacje z ChRL. KMT to partia, która deklaruje zbliżenie z Chinami Kontynentalnymi. Wszak i tu, i tu żyją Chińczycy. Ba, żyją i prowadzą wspólne interesy. w tej chwili rządzący wyspą demokraci to partia, która postuluje suwerenność Tajwanu, deklaruje wręcz niepodległość. I obie partie – do niedawna – traktowały swoje deklaracje, jako oręż polityczny, lokalny, a także międzynarodowy. KMT: obóz pro-chiński, demokraci (Demokratyczna Partia Postępowa): obóz pro-amerykański.
I tak się to układało, jak w przypadku polskiego PO-PiS, do wybuchu wojny USA-Izrael-Iran.
Dziś po sześciu tygodniach od chwili wspólnego ataku USA i Izraela na Iran sprawy mają się zgoła inaczej. Już tylko polska prawica wierzy, iż USA są gwarantem czegokolwiek. Amerykanie obnażyli w Zatoce Perskiej wszystkie swoje militarne słabości. Prysł mit o potędze kontrolującej morza i oceany, kontrolującej przepływ towarów i usług, o których zwykł mówić Jacek Bartosiak. Słaby i dotknięty wcześniejszymi napaściami Iran broni się i zadaje ciosy. Nieliczne, ale bolesne. Iran kontroluje ruch w Cieśninie Ormuz i pobiera opłaty od przepływających przez nią statków. Opłaty w chińskich juanach. Przy czym Iran nie pobiera opłat od statków chińskich. Od tajwańskich owszem. Amerykanie w obliczu braków w zaopatrzeniu zaczęli przemieszczać systemy rakietowe z Korei Południowej i innych lokacji w region Zatoki Perskiej i Izraela. Nie ma szans, aby w najbliższym czasie te systemy wróciły do swoich pierwotnych miejsc.

Tajwańscy demokraci, podobnie jak Polska, wierzyli w kupowanie amerykańskiej ochrony poprzez zakupy amerykańskiej broni. Tymczasem Taiwan Security Monitor szacuje, iż na koniec stycznia 2026 roku zaległe dostawy amerykańskiej broni dla Tajwanu miały wartość około 32 mld USD, a część realizacji przesunięto na lata 2028 i późniejsze. Przypomnę, iż ostatni wzrost napięcia pomiędzy Tajpej a Pekinem oraz Pekinem a Waszyngtonem miał związek z planem sprzedania Tajwanowi broni przez Stany Zjednoczone za około 10 miliardów dolarów. Dziś wiadomo, iż nie będzie żadnej broni. Amerykanie wszystkim swoim klientom przekazali wiadomość, iż sprzedaż zostanie wznowiona wtedy, gdy zapasy magazynowe USA i Izraela zostaną odnowione. A to zajmie lata.
Demokraci zostali ze swoją wiarą we wsparcie USA, jak Himilsbach z angielskim.
Obecna wojna z Iranem niesie rosnącą falę problemów gospodarczych. Dostawy węglowodorów nie wrócą nagle do poziomów sprzed końca lutego, nie wrócą też dostawy helu (dla półprzewodników), nawozów (dla rolnictwa). Nie wróci też iluzja tarczy Made in USA.
I w tych okolicznościach Cheng Li-wun przybywa dziś do Chin. Mówi się, iż być może spotka się choćby z Xi. Ma odwiedzić Nanjing, gdzie znajduje się mauzoleum Sun Yatsena, twórcy niepodległych Chin, pierwszego prezydenta Republiki Chińskiej, twórcy szkoły wojskowej Whampoa, w której działali i Mao Zedong, jak i Czang Kajszek.

Cheng Li-wun udaje się do Chin, by rozmawiać z liderami KPCh o tym, co łączy, a nie o tym, co dzieli. Nie oznacza to, iż jutro, pojutrze Tajwan stanie się integralną częścią Chin Ludowych. Obie strony są świadome tego faktu. Mieszkańcy Tajwanu patrząc na Hong Kong nie spieszą się, by przyjąć to samo rozwiązanie. Ale Chińczycy z KPCh i KMT są cierpliwi. Wszelkie problemy rozwiążą prawdopodobnie inne problemy. Trudności gospodarcze, pogorszenie warunków życia Tajwańczyków, brak innego solidnego wsparcia, niż oferowane przez Chiny Kontynentalne.
Pekin mówi: zbudujemy wam najnowocześniejszą infrastrukturę, zainwestujemy w ludzi, edukację, naukę, gospodarkę. I zrobi to. Bo ma środki, ma doświadczenia, ma też dziesiątki przykładów, iż potrafi.
W konsekwencji wojny w Zatoce Perskiej Pekin zyskał bezcenny czas. Dużo czasu. Amerykanie nie mają sił, środków, funduszy, aby realnie działać na Zachodnim Pacyfiku przez najbliższe lata. A Chińczycy mają to wszystko i do tego wolne ręce. Nie muszą się przejmować poważniej Koreą Południową i Japonią. Mają u boku Kim Dzong Una z jego bronią jądrową i coraz lepszymi środkami przenoszenia.
Krople drążą skałę. Wizyta Cheng Li-wun w Chinach jest kolejną taką kroplą. Pytaniem pozostaje zaś kondycja skały. Być może jest ona już bardzo, bardzo zmurszała. Miała być granitem, a być może w istocie jest lichym piaskowcem.
Warto obserwować dynamikę zdarzeń.

Leszek B. Ślazyk
e-mail: [email protected]












