Хороший текст, рекомендую

piotrkoj.pl 1 день назад

Chęć do rozmowy o Polsce jest dzisiaj automatycznie interpretowana jako wspólne knucie. Nie można po prostu spotkać się i dyskutować o demografii, inwestycjach, usługach publicznych czy rozwoju mniejszych miejscowości. Trzeba od razu należeć do jakiegoś obozu, budować nową partię albo co najmniej przygotowywać jakiś polityczny transfer.

Pod koniec tego miesiąca, 31 lipca 2026 r., wezmę udział w konferencji stowarzyszenia Rozwój+. Będę uczestniczyć w panelu pod tytułem „Rozwój a wykluczenia. Jak, idąc do przodu, nie zostawić nikogo z tyłu. Lewicowa perspektywa”. W dyskusji mają wziąć udział również Marcin Giełzak, Jan Oleszczuk-Zygmuntowski i Maciej Szlinder, a poprowadzi ją Marcin Horała. Będziemy rozmawiać o szansach mieszkańców mniejszych miejscowości, dostępności usług publicznych, edukacji, pracy i roli państwa. To są zresztą tematy, którymi zajmuję się od lat, i nie pojawiły się one w mojej działalności dlatego, iż organizatorzy tej konferencji zaprosili mnie do udziału w debacie. Jest dokładnie odwrotnie i mam w tych kwestiach coś do powiedzenia. Podobnie zresztą jest w przypadku pozostałych uczestników.

Oczywiście pojawiły się już głosy, iż ja, Marcin Giełzak czy Jan Zygmuntowski mamy dołączać do ewentualnej inicjatywy Mateusza Morawickiego. Tak jakby nie dało się rozmawiać z człowiekiem o innych poglądach bez zamiaru zapisania się do jego ugrupowania. Niemożliwością jest przyjęcie zaproszenia na debatę, wysłuchanie argumentów i przedstawienie swojego stanowiska. Skandal! Samo pojawienie się w jednym miejscu oznacza już podobno polityczny pakt i wspólne układanie list wyborczych.

Im bardziej partie dzielą się wewnętrznie, tym mocniej wymagają od swoich członków demonstracyjnej jedności. Jednak lojalność wobec środowiska politycznego nie może oznaczać rezygnacji z myślenia. Partia nie jest kościołem z kierownictwem będącym w posiadaniu dogmatu o nieomylności. Legitymacja partyjna nie zwalnia z odpowiedzialności za państwo.

A tymczasem w polskiej polityce bardziej opłaca się milczeć, niż mieć coś do powiedzenia. Człowiek, który nie przedstawia żadnych propozycji, nie wychodzi poza partyjny przekaz dnia i nie rozmawia z nikim spoza własnego kręgu, może uchodzić za przewidywalnego i lojalnego. Ale ten, kto próbuje zrobić coś poza schematem, naraża się na podejrzenia. Każdy pomysł można uznać za próbę budowania własnej pozycji, każde spotkanie za spisek, a każdą różnicę zdań za zdradę. Efekt? Nie dyskutujemy o tym, jakie państwo chcemy zbudować, tylko o tym, kto się z kim i gdzie pokazał. Nie ma mowy o merytorycznej debacie o położonych na stole rozwiązaniach z różnych stron, w miejsce której prym biorą polityczne kalkulacje zysków i strat.

Paulina Matysiak

https://wszystkoconajwazniejsze.pl/paulina-matysiak-najpierw-polska-potem-partia/

Читать всю статью