Томчак: Кто такие коренные «вырванные»?

konserwatyzm.pl 1 день назад
W tytule poprzedniego tekstu zawarłem parafrazę cytatu Marszałka Józefa Piłsudskiego. Ktoś mnie zapytał- a kto to ta „elita”?

Ludzie, dla których albo wszystkie poglądy (w tym ukrainofilia) są funkcją wykorzenienia z polskości i niechęci do państwa narodowego albo – jak w przypadku części pisowskiej (jeśli chodzi o odlot ukrainofilski to są dwie strony tego samego medalu) – karykaturalny romantyzm (czyli „umierajmy za tych, którzy nas zabijali”) i „bardziej nienawidzę Rosji niż kocham Polskę” to aksjomaty polityczne i geopolityczne.

To depozytariusze fałszywych miar, wyrzuceni pracownicy kantoru, którzy za złotego płacili mniej niż za włoskiego lira. Ci, którzy oburzają się (słusznie) kilkoma słowami za dużo do ukraińskiego dziecka, ale zupełnie nie oburza ich nadawanie imienia seryjnych morderców Polaków ukraińskim jednostkom wojskowym (na poziomie państwowym, nie przez faceta w autobusie!).
Ci, którzy od 100 lat tropią „faszyzm” (niezastąpiony Adaś wspominał o tym w ostatnio udzielonym wywiadzie), a gdy widzą promocję nazizmu na Ukrainie, mówią, iż „przecież to jak Niezłomni”, „przecież to ich bohaterowie”.
Ci, którzy straszą „wojną z Rosją”, więc z tej okazji rozbrajają polską armię.
Ci, którzy prowadzą politykę strachu, tą którą imputują „faszystom” i „ksenofobom” – i całą narrację sprowadzają do tego, iż armia, która nie radzi sobie na Ukrainie napadnie na Polskę (wpadłem na pomysł, iż w przypadku braku rosyjskiej agresji obywatele powinni składać pozwy o zadośćuczynienie z powodu stresu wywołanego obawą agresji).
Ci, którzy zamilczali masakrę wołyńską, a przepraszali za ponad 100 razy mniej zabitych w Jedwabnem.
Ci, którzy „historię zostawiają historykom”, ale tylko wtedy, gdy to historia krzywd Polaków (kapitanem „Burym” i insynuacjami pod jego adresem mogliby zajmować się przez cały czas wolny od oglądania TVN).
Ci, którzy uprawiają negacjonizm wołyński. Jak Sierakowski, przemianowany przez samego siebie z lewaka w mainstreamowego chat-bota od „onuc” i „szampanów na Kremlu”, kapłana poprawniactwa, uznającego punkt 1 pewnej księgi: „uznałem, iż jestem bezsilny wobec posiadania własnych poglądów”. On i jemu podobni domagają się, w typowym dla siebie stylu łączącym moralistę i galaretę, restrykcyjnego egzekwowania kar za negacjonizm oświęcimski.
Ci, którym „lewicowa wrażliwość” leczy sumienie, a jedynym ich stosunkiem do narodu jest pouczanie go i rysowanie jego karykatur. Ci, którzy zawsze poprą deweloperów, którzy spalili Jolantę Brzeską- jak przyjdzie co do czego.
Ci z manią wyższościową, którzy uznają, iż naród omamiony przez „populistów” nie dorósł do jaśniepaństwa – a naród okazał się od jaśniepaństwa mądrzejszy.
Ci od układania krzyży z piwa Lech.
Ci od wpychania się w kolejki w szpitalach, wciąż tkwiący w hamletowskim rozdarciu między „lewicową wrażliwością” a arystokratycznymi nawykami.
Ci, którym ta wynoszona na sztandar wrażliwość nie przeszkadza w kpiarskim przyrównywaniu odpowiedzialności za Wołyń do odpowiedzialności za Grunwald – bo nigdy, przenigdy nie chcieli wsłuchać się we wspomnienia żyjących świadków gehenny Polaków.
Ci, którzy uznają, iż powierzchowna grzeczność i dyplom uczelni dają przynależność do lepszej rasy – budują przewagę nad „kibolem co jeździł na ustawki”. Lubią ładnie pachnieć, polityka to dla nich moralistyka i perfumeria – niestety, nie lubią samodzielnie myśleć. Głosują jak „wypada”. Mówią „obrzydliwe”, „straszne”, „przerażające”, bo konkrety i fakty ich przerażają.
W kwestii Wołynia bohaterami, takimi prawdziwymi, choć z tylnych rzędów okazali się kibole i raperzy – nie trzeba ładnie składać zdań, by czuć związek z narodem. Nie trzeba mieć dyplomu, wystarczy mieć duszę.
Mieli szansę się wycofać, powiedzieć, iż się mylili.
Powiedzieć, iż to skandal, iż fan UPA miał order, a ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski przypłacił niezłomność krótszym życiem. Odciąć się od swojego guru (przyznam, iż wiele poziomów wyżej niż aktualni guru) Bronisława Geremka, który osobiście dopilnował, by rzeź wołyńska nie została nazwana ludobójstwem.
Mogliby choćby troszkę zmanipulować, wykazując odrobinę poczucia wstydu – powiedzieć, iż nie wiedzieli, powiedzieć, iż infekowali toksynami polską duszę, bo nie znali historii. Że morderstwo z powodu antysemityzmu nie jest znowu tak dużo gorsze od zabójstwa z powodu nienawiści do Polaków.
Zaakceptowałbym choćby taki wybieg, jeżeli miałby on służyć uznaniu zła, własnego grzechu zaniechania, własnego doktrynalnego przyjęcia, iż życie Polaka dużo mniej znaczy.
Co zrobili? Chcieli dać order fanowi nazistowskich rzezimieszków, patronowi korupcji na nieprawdopodobną skalę, człowiekowi, który Polaków ostentacyjnie spycha do tylnego rzędu.
Bezczelność Zełenskiego to wina Polaków- tu „elita” ma rację. Tyle iż ta wina nie polega na odebraniu orderu, ale na pomyśle, by go kiedykolwiek przyznać.
I myślałem, która część ich osobowości przeważy- ukrainofilsko-mesjanistyczna czy manipulancko-cyniczna. Niespełniony i niedoceniony „przewodnik moralny” narodu reaguje wściekłością na niewdzięczny naród: jest w stanie jedynie kipieć w moralistycznym nadąsaniu.
Nienawiść „Europejczyków” do Nawrockiego w pewnym sensie pięknie pomogła Polsce. Bo była nienawiścią do polskiej podmiotowości, do zakończenia polityki charytatywnej. Ujawniła dużo wyraźniej niż wcześniejsze zachowania postawę „elity”, której z polskiego punktu widzenia nie da się obronić. Nie da się obronić choćby „interesem narodowym” i innymi „faszystowskimi” pojęciami, po które „elita” sięgnęła, jak zdała sobie sprawę, iż tonie.
Nawet walcząc z rekinami jak Rafał, choćby haj lajfem zastępując maj lajf, choćby radząc sobie z pracą w 50 szpitalach jednocześnie.
Jacek Tomczak
Читать всю статью