То, что у нас осталось после Польской Народной Республики

niepoprawni.pl 4 часы назад

Po zakończonej inwazji bolszewickiej 1000-letni naród nie miał czasu w żadną refleksję. A było nad czym rozmyślać: przesunięcie granic, migracja ludności, utrata tradycyjnie myślących elit, oddanie „władzy” najniżej uświadomionym, zmiana sposobu myślenia i reagowania, zaprzeczenie samej polskiej istoty… Między złudą wolności – symbolicznym rokiem 1989 a wejściem w kolejną złudę w 2004 r. upłynęło zaledwie 15 lat. W tym czasie nie zdarzyło się nam nic na wzór II RP, nie złapaliśmy adekwatnego oddechu, nie zdążyliśmy się otrząsnąć i spojrzeć w swoją przeszłość i zaprojektować przyszłość.

Może teraz, po 37 latach propagandowej wolności, gdy do naszej świadomości zaczyna dochodzić zdrowa refleksja, warto sobie przypomnieć co zostało nam po PRL. Lepiej późno, niż wcale:

– hasło „proletariusze wszystkich państw łączcie się” połączyliśmy, ogólnie mówiąc, z ideałami Solidarności i jednaliśmy się ze wszystkimi, z kim się dało, zupełnie zapominając o swoich interesach i swoim państwie. Największych postępów dokonaliśmy z Niemcami. Tak się jednaliśmy, aż zostaliśmy „na lodzie”, niemal bez własnych przedsiębiorstw i własnych produktów.

– ściśnięta peerelowska świadomość, mała perspektywa i złe wykształcenie obywateli nagle znalazły się na środku oceanu pośród głodnych rekinów; grupowo bronili się tylko dawni właściciele PRL-u, reszta, ratuj się kto może. W takich warunkach każdy wierzył temu, kto obiecywał pieniądze. A pieniądze miał Zachód. Zresztą, z podobnego założenia wychodzą wszyscy nachodźcy, którym ów Zachód, z braku rąk do pracy, obiecywał to samo, co nam. I pracowaliśmy, jak się niedługo okazało, nie na siebie. Tam solidarności nie było i nie ma.

– otworzył się nam świat zachodni i wyrwaliśmy się do niego, jak niewolnicy do wolności, jak głodni do chleba, zapominając zupełnie o tym, iż mamy rodziny, domy, obowiązki, państwo, którego suwerenności trzeba obronić. Porzuciliśmy swoje państwo, zyskaliśmy złą opinię o nim samym. I dalej nic nie robimy brnąc w kanał jak żaba w paszczę węża.

– tak uciekaliśmy od Ruskich, iż trafiliśmy w objęcia Niemców. Mieszki I przyjął chrzest od Czechów, potem Chrobry i jego następcy musieli się z nimi borykać aż do Kazimierza Wielkiego i bitwy pod Grunwaldem. Minęło 700 lat i żadnej refleksji. Dziś Ziemie Piastowski wyśmialiśmy a na całych Ziemiach Odzyskanych nie możemy dostrzec, do jakiego stopnia odradzają się Prusy.

– marksistowski wykształcenie elit w opozycji do II RP, własnej kultury i tradycji. Przygotowanie do poddaństwa, akceptacji braku własności i poczucia narodowej godności. Statystyki pokazują, iż 60-kilka procent Polaków nie identyfikuje się w własnym państwem.

– mentalność roszczeniowa, walka o podwyżki i dotacje oraz brak świadomości, iż państwo będzie takie, jakimi jesteśmy my wszyscy. Pojawiły się nieobywatelskie wynaturzenia, które na wzór anarchiczny akcentują zbędność państwa.

– pozoranctwo działania, odwoływanie się do patriotyzmu i żerowanie na nim. Wolny rynek zamiast uporządkować świat ludzkiej aktywności biznesowej, przyniósł nam przekonanie, iż pierwszy milion trzeba ukraść. I od tej pory Polak Polaka ożyna, jak może. Na różny sposób robią to wszyscy, poczynając od młodej kasjerki w sklepie.

Ten spadek jest niezwykle sowity i totalny. Sprzężony z presją bogacenia się daje mieszankę wyjątkowo odporną na jakąkolwiek reformę. Zanim jednak zaczniemy na nowo urządzać sobie Polskę, może warto zejść na ziemię i zastanowić, co nosimy w swojej głowie i jakie są skutki naszego działania. Demokracja jest wymówką dla nieudaczników i nierobów.

Читать всю статью