Такова была судьба Зенона Васневского…

przegladdziennikarski.pl 8 часы назад

Tytuł artykułu nawiązuje do tytułu tomiku wierszy Zenona Waśniewskiego Taki mój los, wydanego w Chełmie w 1999 r., 46 lat po jego tragicznej śmierci w 1945 r. w hitlerowskim obozie koncentracyjnym Konzentrationslager Bergen-Belsen w III Rzeszy.

Zenon Waśniewski (1891-1945), malarz, grafik, poeta, tłumacz poezji niemieckiej, pedagog, współzałożyciel w 1933 r. w Chełmie z Kazimierzem Andrzejem Jaworskim (1897–1973), poetą, prozaikiem, tłumaczem, eseistą, krytykiem literackim, słynnej w przedwojennej Polsce „Kameny”, zmarł z wycieńczenia wskutek zbrodniczych warunków bytowania w pierwszej połowie kwietnia 1945 r. parę dni przed wyzwoleniem obozu przez wojska alianckie.

Zenon Waśniewski przeszedł przez kaźnie hitlerowskiego więzienia na Zamku w Lublinie i obozów koncentracyjnych na Majdanku, w Oświęcimiu, Oranienburgu i Bergen-Belsen.

Według relacji Igora Newerly’ego i Jerzego Zacharczuka, współtowarzyszy gehenny i męczeństwa Zenona Waśniewskiego w obozie koncentracyjnym Bergen-Belsen, Zenon Waśniewski zmarł w baraku nr 18 w obecności sanitariusza tego baraku mjr. Jani.

Igor Newerly w powieści Chłopiec z Salskich Stepów opisał bohaterską postawę Zenona Waśniewskiego, wokół którego – nocami – zbierali się więźniowie, „by posłuchać, co to jest dusza i jak ona może poznawać świat”. (Igor Newerly, Chłopiec z Salskich Stepów. Warszawa 1960, s. 12, 17).

Obóz Konzentrationslager Bergen-Belsen, parę dni po śmierci Zenona Waśniewskiego, 15 kwietnia 1945 r., około godziny 3-ej po południu, bez walki, wyzwolili żołnierze 63. Pułku Artylerii Przeciwpancernej ppłk. Richarda Taylora z brytyjskiej 11. Dywizji Pancernej.

W obozie zginęło ok. 50 000 więźniów i ok. 20 000 jeńców wojennych – przede wszystkim sowieckich, belgijskich i francuskich.

Alianckich wyzwolicieli witał kilkudziesięciotysięczny tłum zagłodzonych ludzi, spośród których – mimo wielkich wysiłków uratowania ich życia – do końca kwietnia 1945 r. zmarło 9000, a do końca czerwca 1945 r.– 4000 osób.

Żołnierze w zbiorowych grobach i na placach przed barakami znaleźli tysiące zwłok, których hitlerowscy zbrodniarze nie zdążyli skremować.

**********

Zenon Michał Jan Waśniewski urodził się 11 grudnia 1891 r. w Tarnowie w rodzinie ziemiańskiej Kazimierza Waśniewskiego i Herminy z Właczyńskich.

Po ukończeniu nauki w gimnazjum w Tarnowie w 1910 r., wbrew własnej woli, zgodnie z oczekiwaniami ojca, rozpoczął studia na Wydziale Architektury Politechniki Lwowskiej, gdzie, rozwijając swoje zamiłowania do plastyki, pobierał dodatkowo lekcje rysunku u profesorów Sadłowskiego i Nalborczyka.

Studia na Politechnice przerwał po piątym semestrze.

We Lwowie poznał Brunona Schulza, autora Sklepów cynamonowych, z którym po latach w 1934 r., podczas wydawania „Kameny”, odnowił znajomość w Chełmie.

Początkowo Bruno Schulz nie mógł przypomnieć sobie kolegi ze studiów, jednak po kilku listach ich znajomość zacieśniła się, czego wynikiem było m. in. umieszczenie dwóch fragmentów prozy Brunona Schulza w „Kamenie” (Wiosna i Druga jesień, 1934, nr 1).

Obaj korespondowali ze sobą w latach 1934 –1938.

Ton listów stał się z czasem bardziej osobisty i Bruno Schulz zdecydował się choćby podzielić z Zenonem Waśniewskim ponurą refleksją o pracy w szkole, pisząc m. in. iż „Nauka w szkole zbrzydła mi do ostatnich granic. Nie umiem uczyć. Nie cieszą mnie te marne rezultaty, które można (podobno) osiągnąć”.

Bruno Schulz listy do Zenona Waśniewskiego (25 listów) rozpoczynał od słów Drogi Zenonie (np. list z 5 stycznia 1938 r.). Listy te oraz rękopis opowiadania Druga jesień wydał Jerzy Ficowski po ich zakupie od Michaliny Waśniewskiej, wdowy po Zenonie Waśniewskim.

Latem 1935 r. Bruno Schulz i Zenon Waśniewski spotkali się w Zakopanem. Zenon Waśniewski namalował wówczas portret Brunona Schulza w trzech ujęciach.

Znajomość przerwał wybuch II wojny światowej.

Niestety, ich wojenne losy zakończyły się tragicznie. Bruno Schulz zginął w Drohobyczu zastrzelony 19 listopada 1942 r. na ulicy getta. Zenon Waśniewski – w obozie koncentracyjnym Konzentrationslager Bergen-Belsen.

Zenon Waśniewski po wybuchu pierwszej wojny światowej przez rok jako ochotnik wstąpił do armii austriackiej. Z tego okresu pozostały jego rysunki młodych kolegów F. Mazarskiego i A. Sowy, biorących udział – jak on – w działaniach wojennych.

Po zakończeniu służby, od 1 października 1915 r. do 1 marca 1916 r., pracował w Urzędzie Budownictwa Miejskiego Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa. Był aktywnym uczestnikiem krakowskiego środowiska artystycznego, znał m. in. Jana Zawiejskiego, znanego architekta Krakowa i Juliana Fałata, wybitnego malarza i akwarelistę, za którego wstawiennictwem pod kierunkiem Juliana Makarewicza, artysty malarza, odnawiał malowidła ścienne na Wawelu, w kościele Św. Krzyża w Krakowie i kościele parafialnym w Bochni.

W październiku 1916 r. przystąpił do egzaminu w wymarzonej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, do której nie dostał się, ponieważ ówczesny jej rektor Józef Mehoffer uznał prace Waśniewskiego za dojrzałe, argumentując, iż do Akademii „przyjmowani są tacy, co nic nie umieją”, a „…Waśniewski ma już swoją manierę…”. (WAŚNIEWSKI Zenon (1891-1945), pedagog, artysta plastyk, poeta, tłumacz. (/w:/ Encyklopedia Chełma. Tom I Ludzie. Zespół redakcyjny: Zygmunt Gardziński, Paweł Kiernikowski, Zbigniew Waldemar Okoń, Andrzej Rybak. Autor biogramu: Wiktor Z. Sulimierski, s.313, 314).

Zniechęcony „na długi czas do ludzi” Zenon Waśniewski opuścił Kraków.

W 1917 r. przeniósł się do Oświęcimia, gdzie podjął pracę rysownika budowanych tam baraków.

Od 1919 r. mieszkał w Radzyniu: był inspektorem Powiatowego Biura Odbudowy Kraju oraz nauczycielem rysunku odręcznego, kaligrafii i języka niemieckiego w czteroklasowym gimnazjum realnym.

W 1920 r. uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej.

Pod koniec września tego roku, po powrocie do Radzynia, kontynuował pracę nauczyciela rysunku, kaligrafii i j. niemieckiego w tamtejszym gimnazjum.

W lipcu 1921 r. ożenił się z Michaliną Ryzińską. nauczycielką w radzyńskim gimnazjum, wielką i jedyną miłością swojego życia. Ślub odbył się w Sadowej Wiszni, rodzinnej miejscowości narzeczonej.

W 1921 r., po zdaniu egzaminu nauczycielskiego przed Komisją Egzaminacyjną przy Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w Warszawie, wraz z żoną – oboje postanowili pracować „na prowincji w większym miasteczku“ – przeniósł się do Chełma, gdzie był nauczycielem rysunku w Seminarium Nauczycielskim Męskim. Mieszkał przy u. Reformackiej 15„b”– w tej chwili nosi ona imię Zenona Waśniewskiego.

Tutaj poznał i zaprzyjaźnił się z Kazimierzem Andrzejem Jaworskim, nauczycielem w tymże seminarium, literatem, tłumaczem, publicystą, z którym w 1933 r. założył słynną „Kamenę”.

Po wybuchu drugiej wojny światowej Zenon Waśniewski prowadził działalność konspiracyjną.

We wrześniu 1939 r. został członkiem Straży Bezpieczeństwa Miasta Chełma.

Od listopada 1941 r. do października 1942 r. jako podporucznik rezerwy pełnił funkcję komendanta Chełma z ramienia Związku Walki Zbrojnej, od 1942 r. – Armii Krajowej. Był sekretarzem Związku Oddziału Polskiego Czerwonego Krzyża od 2 grudnia 1940 r. do 28 kwietnia 1941 r..

Po zdekonspirowaniu i aresztowaniu przez gestapo w nocy z 7 na 8 października 1942 r. przeszedł przez kaźnie hitlerowskiego więzienia na Zamku w Lublinie i obozów koncentracyjnych na Majdanku, w Oświęcimiu, Oranienburgu i Bergen-Belsen.

Krystyna Mart o pobycie Zenona Waśniewskiego w więzieniu na Zamku Lubelskim i obozach koncentracyjnych:

„Miał on uciekać w świat sztuki,… a jego myśl była wciąż swobodna, znów chciał w sztuce doznać zapomnienia w walce ze światem, tworzył niewielkie portreciki i karykatury współtowarzyszy niedoli. Rysował, kiedy tylko miał papier, ołówek czy kredkę i kiedy pozwalały mu na to warunki. Czuł się przez to potrzebny. Autoportret artysty (z 1944 r.) można zobaczyć w lubelskim Muzeum na Majdanku”. (K. Mart, Szkic o życiu i twórczości Zenona Waśniewskiego i Władysława Ukleji. Chełmskie epizody w okresie dwudziestolecia międzywojennego, /w:/ Artyści lubelscy i ich galerie w XX wieku. Red. Lechosław Lameński, Lublin 2004).

Zenon Waśniewski pisał wzruszające listy do żony, organizował w obozie konspiracyjne wystawy, m. in. karykatur i szkiców, malował portrety i karykatury współwięźniów, inscenizacjami literackimi umacniał ich wiarę w Boga, w istnienie i powrót normalnego świata i niedługie już odzyskanie wolności, przywracał im godność człowieka, ukazywał oczyszczającą, kreatywną, przynoszącą ulgę i nadzieję oraz zachowującą pamięć moc sztuki.

Grafiki i grypsy więzienne Zenona Waśniewskiego znajdują się w zbiorach Muzeum Martyrologii pod Zegarem w Lublinie oraz Muzeum Historii miasta Lublina Brama Krakowska.

**********

W okresie międzywojennym Chełm był miastem rozbudzającym się kulturalnie po latach wynaradawiających zaborów: działał tu pod kierownictwem jego założycieli Jadwigi i Jana Papużyńskich Teatr Ziemi Chełmskiej, ukazywało się kilka czasopism, ożywioną działalność publicystyczną prowadził Kazimierz Czernicki, pedagogiczną i kulturalną Kazimierz Janczykowski, rozwijało się kino (iluzjon), tworzono nowe szkoły, głośne sukcesy dydaktyczne i wychowawcze odnosili Wiktor Ambroziewcz i Jadwiga Młodowska.

Kazimierz Andrzej Jaworski jako polonista i Zenon Waśniewski jako nauczyciel rysunku i malarstwa, niemal równocześnie, w 1921 r., rozpoczęli pracę nauczycielską w Seminarium Nauczycielskim Męskim w Chełmie. Dla Jaworskiego był to powrót do rodzinnego miasta, do zamieszkałej tutaj rodziny; dla Waśniewskiego – wybór pracy „na prowincji w większym miasteczku”. Obaj stali się niedługo nie tylko przyjaciółmi, organizatorami działalności kulturalnej i pedagogicznej w szkole i w mieście, założycielami słynnej „Kameny”, włączającej Chełm w wartki i burzliwy nurt życia kulturalnego i literackiego Polski, ale także wielkimi autorytetami wśród skupionej wokół nich młodzieży: K. A. Jaworski w dziedzinie literatury, Z. Waśniewski w malarstwie, grafice i rysunku.

Ich uczniami byli m. in. Ignacy Igoń Gąsiorowski, Wacław Iwaniuk, Witold Kasperski, Wacław Mrozowski, Wincenty Okoń, Zdzisław Popowski, Kajetan Sosnowski, Tadeusz Ścibior, Jan Szczawiej.

Są to lata ogromnych sukcesów artystycznych Kazimierza Andrzeja Jaworskiego (to temat na oddzielne opracowanie).

Na lata te przypadają też sukcesy artystyczne Zenona Waśniewskiego, które zaczął odnosić nie tylko jako nauczyciela rysunku i malarstwa (np. prace jego uczniów prezentowane były na wystawach ogólnopolskich, m. in. w 1928 r. w Warszawie z okazji 10-lecia odzyskania niepodległości), ale głównie jako malarz i grafik, np. wystawy w warszawskiej Zachęcie w 1927, 1928 i 1931 r., w Lublinie w 1928 r., w Paryżu w 1931 r. oraz jako autor doskonałych wkładek linorytowych w „Kamenie” („Polska Zbrojna”, nr 3, styczeń 1933).

Rzeczowa recenzja francuskiego krytyka Clementa Morro na łamach „Le Revue Moderne IlIustree des Arts et le Vie” (nr 8 z 30 kwietnia 1931 r. – czasopismo poświęcone sztuce), oceniająca twórczość Zenona Waśniewskiego jako malarza, akwarelisty i pastelisty, wskazywała, jak istotną i znaczącą pozycję zajmował chełmski twórca wśród impresjonistów tego okresu oraz określała drogę rozwoju jego talentu, który „kieruje się ku formie bardzo czystej, ku szerszej idei w ramach mniej wyolbrzymionej rzeczywistości”.

Witold Sulimierski:

„Chełmski okres jego twórczości plastycznej obejmował akwarele, temperę, pastel, rysunek ołówkiem, karykatury i linoryty. Te ostatnie, umieszczane na łamach wydawanej wspólnie z K. A. Jaworskim „Kameny”, zdobyły wielkie uznanie czytelników. Linorytami ilustrował również wiersze włoskie Aleksandra Błoka, „Spowiedź chuligana” Sergiusza Jesienina i „Belladonnę” Mikołaja Grońskiego. Podejmował także próby w zakresie fotografii artystycznej. Ten okres twórczości plastycznej zamykają autoportrety oraz portrety jego żony Michaliny. Ponadto Z. Waśniewski był członkiem Związku Artystów Plastyków w Lublinie”. (WAŚNIEWSKI Zenon (1891-1945), pedagog, artysta plastyk, poeta, tłumacz. /w:/ Encyklopedia Chełma. Tom I Ludzie, op. cit. s. 313).

Kazimierz Andrzej Jaworski, podsumowując dorobek przedwojennej „Kameny”, wymienił Zenona Waśniewskiego wśród 160 autorów i tłumaczy drukujących w tym piśmie swoje utwory. Podkreślił też, iż w 60 numerach przedwojennej „Kameny” (50 zeszytów, 1232 strony) znalazły się 53 linoryty Zenona Waśniewskiego (Kazimierz Andrzej Jaworski, „W kręgu „Kameny”. Lublin 1973, s. 216, 218).

Omawiając „wydany na dwudziestolecie odzyskania przez Polskę niepodległości” podwójny numer „Kameny”, „poświęcony literaturze lubelskiej” K. A. Jaworski pisze, iż niektórzy poeci występowali również jako tłumacze. I tu wśród tak znanych nazwisk jak J. Czechowicz, F. Arsztajnowa, J. Bocheński, J. Łobodowski, B. Madej – jako tłumacza poezji niemieckiej wymienia Zenona Waśniewskiego (s. 168), co – przy uwzględnieniu poziomu artystycznego kamenowskich przekładów – stawia Waśniewskiego wśród wyróżniających się tłumaczy lubelskiego środowiska.

Podkreślmy: tłumaczenia Zenona Waśniewskiego stanowią najbardziej wartościową część jego dorobku literackiego i „przewiercone przez czas” nie straciły nic ze swych wartości artystycznych.

Był on bardzo dobrym i płodnym tłumaczem. Przetłumaczył ponad 600 wierszy poetów niemieckich i austriackich różnych generacji i epok kulturalnych. Tłumaczenie te zachowały się – nie w całości – w jego rękopisach.

Znamiennym potwierdzeniem wypowiadania się przez Zenona Waśniewskiego w sprawach tłumaczeń z języka niemieckiego jest znajdująca się w jego rękopisach „Nie ogłoszona odpowiedź p. Czernikowi”:

Zenon Waśniewski:

„Istnieje zasadnicza różnica między „notą” a „recenzją”. Sprawa nie do pogardzenia, skoro autor notatki „Okolicy Poetów” nr 5/26 nie /odróżnia/ zdaje sobie z tego sprawy. Czy mam tłumaczyć? Bezwzględnie znajomość oryginału będzie rzeczą pierwszorzędnej wagi dla „recenzenta”, natomiast w „nocie”, jak w tym przypadku, została tu zupełnie i celowo przemilczana. Dlaczego? Właśnie z racji notatki, która treściowo musiała być tylko informacją, nie recenzująca. Abstrahując od większości przekładów, zwróciłem tylko uwagę na polonizmy tłumaczeń jako sprawę nieapetyczną dla czytelnika polskiego… Proszę nie prowokować rozbioru krytycznego tłumaczenia, gdyż skończyć by się musiało na analizie dwudziestostronicowej jednego tylko wiersza „Jesieni samotnych” Trakla. Z noty p. Czernika dowiadujemy się, iż język tłumaczeń jest znanym językiem literacko-poetyckim Polski, jak ongiś „Sonety krymskie” w dobie Mickiewiczowskiej romantyki. Stwierdzenie godne nowej notatki, co na tym miejscu podkreślam”.

Zenon Waśniewski numerował swoje wiersze i tłumaczenia oddzielną numeracją.

Ostatnie, zachowane w rękopisach, tłumaczenie to wiersz Johanna Wolfganga von Goethego „Momento” (numer 616). Niestety, o ile tłumaczenia Reinera Marii Rilke`go (ulubionego poety Waśniewskiego) zawierają względnie uporządkowaną kolejność utworów od 1 do 100 (brak numeracji od 54 do 68), to bardzo duże luki występują przy innych utworach od 300 do 616.

Studiując rękopisy Zenona Waśniewskiego, m. in. jego notatki i pamiętniki, nie natrafiłem na wyjaśnienie tak wielkiej niekompletności i braków w tychże tłumaczeniach. Pozostanie to prawdopodobnie tajemnicą, tak jak nie wyjaśnione zostanę (najprawdopodobniej) powody, dlaczego nie wydał on tomiku poezji, mimo iż mógł to zrobić w wychodzącej od 1934 r. Bibliotece „Kameny”, czy od 1938 r. Małej Bibliotece „Kameny”.

Jest to tym bardziej zdumiewające, iż w rękopisach poety odnalazłem zeszyt ze stroną tytułową: „Zenon M. J. B. Waśniewski PRZYGODNE SPRAWY BIBLIOTEKA „KAMENY”, w którym znajdują się tylko dwa wiersze: Tęsknota (z 11 kwietnia 1938 r. i Wieczór z 1938 r.).

W 1962 r. A. W. Lewczuk w artykule Obrazom wcielił duszę poezji („Kurier Lubelski”. 27, 28 V. 1962) napisał:

„Dotychczas nie spełniło się życzenie poety, tłumacza literatury niemieckiej, świetnego karykaturzysty, grafika i artysty malarza, który w „Dyspozycji” prosił, by liryki jego w najlepszym razie wydać po jego śmierci…”.

Przytaczam powyższe fakty, odwołuję się też do wspomnień o Zenonie Waśniewskim jego uczniów (z niektórymi rozmawiałem) m. in. po to, aby wyrazić przypuszczenie, iż Zenon Waśniewski bardziej cenił swoją twórczość plastyczną niż literacką. I iż w okresie poetyckiej i plastycznej ekspansji jego uczniów, nie był zainteresowany publikowaniem swoich wierszy, tłumaczeń, artykułów, a także uczestnictwem w życiu literackim, którego przecież jako współwydawca i współredaktor „Kameny” był czynnym, twórczym i znaczącym udziałowcem.

Zabiegów takich nie odnajdziemy w jego korespondencji ani w innych dokumentach.

Wzmianek na ten temat brak jest także w wypowiedziach K. A. Jaworskiego mimo iż wielokrotnie w różnych publikacjach, m. in. w książce W kręgu „Kameny”, podkreślał on, jak wielką rolę odgrywał jego przyjaciel w redagowaniu jednego z najgłośniejszych w okresie międzywojennym w Polsce pisma literackiego.

Zenon Waśniewski pisał również pamiętniki – od 26 listopada 1939 r. do 5 czerwca 1940 r. Pod datą 26 maja 1940 r. zanotował: „dzisiaj mija pół roku moich zapisków”.

Niestety, pamiętnik nie zachował się w całości: ocalały strony od 14 lutego 1940 r. do 5 czerwca 1940 r. Trudno jest ustalić, ile stron, dlaczego i gdzie zaginęły. Pamiętnik liczy 27 kartek, pisany jest dzień po dniu, drobniutkim pismem, kratka pod kratką. Jest literacką dokumentacją i obrazem okupowanego przez Niemców Chełma.

Zenon Waśniewski:

„24. 02.1940, sobota… Niespodzianka. Niespodzianka terenowa grubszego kalibru. O godz. 18,20 dało się słyszeć, mimo wiatru i mocno zachmurzonego nieba, głośne warczenie. Z ganku (Z. Waśniewski mieszkał przy ul. Reformackiej – przyp. zwo) zobaczyłem samolot bombowy, ciężki, przelatujący wcale nisko nad miastem, tuż nad moim domem. Oświetlony pięcioma światłami: 4 pod skrzydłami a 1 na ogonie. Z frontu miał jeszcze szóste, czerwone. Zjawisko niecodzienne, frapujące. Była adekwatnie noc, gdyż ciemności nastają już o godz. 18,00 (…). Z wszystkich bram, niemalże i okien, wyglądały postacie ludzkie, komentując na swój sposób pojawienie się czynnego wysłannika sprzętu wojennego. Leciał od wschodu na zachód. Po niedługiej chwili powtarza się znowu warkot jakby z powrotnej drogi (…). Nie zobaczyłem już samolotu, gdyż w momencie mego wyjścia na ganek, był już poza linią domu. No i adekwatne spokój. Ale nie! Nie można usiedzieć na krześle, coś wypędza na powietrze: niepokój jakiś radosny nie pozwala na dalsze tłumaczenie Rilkego (…). I znowu ponury warkot, ale znacznie silniejszy. W lot przypominały się czasy wrześniowe. Eskadra bombowców, ale bardzo wysoko, rozpoczyna swą niesamowitą muzykę…

25.02.1940, niedziela… Wczorajsze samoloty okazały się jednym bombowcem (albo pasażerskim) niemieckim, który w nocy (było ciemno) wylądował w Pokrówce. Wysiadło z niego 5 lotników i podobno generał niemiecki. Szczęście mają jeszcze, gdyż o ½ m w bok, a byliby rozbili się o drzewo…

  1. 02.1940, wtorek….Nocą mróz dość silny – pewno – 15*C. Pogoda piękna. (…). Powiadają, iż samolot lądujący w Pokrówce, to pasażerski Moskwa-Berlin. Spędzono już około 500 Żydów do robienia startu, długiego na 1km, a szerokiego na 20 m. Wiosna zbliża się wyraźnie…
  2. 03. 1940, piątek… Dziś wypuszczono z więzienia lubelskiego na Zamku ks. Górkę, naszego prefekta, jednego z wielu zabranych księży. Pogoda psuje się – śnieg i poranki mroźne…
  3. 03. 1940, sobota… Mówią, iż Niemcy obawiają się powstania polskiego, które miało być przygotowane 15 bm. Śmieszni są oni z tym powstaniem. A może w związku z tym ustawili na Trubakowskiej, róg Lubelskiej, na balkonie karabin maszynowy? W każdym razie nie zazdrościmy im wywiadu. Pogoda zimowa…
  4. 03. 1940, wtorek… Na „dyrekcji kolejowej” wysiedlają z mieszkań. Dziś dano im 2 godziny czasu w wyniesienie się. Mówią o przymusowym wysiedlaniu mieszkańców z kilku ulic. Podobno Kolejowa i Lubelska koło przejazdu (…). Za Bugiem terror w stosunku do Polaków przybiera na sile. Wysyła się ich masowo na Sybir…
  5. 03. 1940, środa… W poniedziałek, 25.03.1940 r. aresztowano ponownie ks. Mrozka z Górki kat. za niesienie podczas procesji (wewnątrz kościoła) rezurekcyjnej chorągwi kościelnej z orłem polskim i napisem: „Bóg i Ojczyzna“…
  6. 04. 1940, wtorek środa… (9. 04. 1940, wtorek). W Chełmie uroczystości otwarcia gimnazjum niemieckiego w budynku naszego liceum pedagogicznego. Liczny zjazd gości z gubernatorem lubelskim (…). Dwa maszty z flagami hitlerowskimi na dziedzińcu szkoły, liczne patrole na ulicach, nowe twarze i dużo wojska niemieckiego, oto obrazki dnia codziennego…
  7. 04. 1940, środa… Gestapowcy biją. W Pobołowicach gospodarz jeden nie chciał dać córki na roboty rolne (zgłoszenie „ochotnicze!“), to zbili go w bestialski sposób, rękę kazali włożyć do drzwi i rozgnietli. Nieprzytomnego zakuto w kajdany i wywieziono do Chełma… Mówią o bombardowaniu 102 lotnisk i obiektów wojskowych w całych Niemczech (…). Czekamy z utęsknieniem na chwilę, kiedy będzie można nosić polski mundur i polski karabin. Cóż to za euforia gnać z bronią w ręku i tępić Zło! Słuchać polskiej komendy, trwać na posterunku i wypalać żelazem zanieczyszczone koszary, urzędy, fabryki, sklepy, mieszkania! Tylko, iż ogromna jest ta stajnia Augiasza.
  8. 04. 1940, poniedziałek… Jakoś nie łapano młodych. W mieście widać już mundury legionu ukraińskiego. Coraz częściej mówią o garnizonie ruskim. (…). Oberburgermeister (…) Hager nie lubi Polaków, gdyż „staną przed magistratem, ręce wsadzą do kieszeni, patrzą w niebo i czekają na Polskę!” (…). A jedna kobieta była u spowiedzi, pyta księdza, czy to grzech przeklinać Niemców, a co jej się często zdarza. Ksiądz jej tłumaczy, iż przecież to też ludzie, iż naturalnie grzechem jest takie postępowanie, iż choćby nie wypada (…). Ja, mówi ksiądz, robię inaczej, kiedy widzę Niemca, to pobożnie odmawiam: Wieczne odpoczywanie racz mu dać Panie, a światłość wiekuista…
  9. 04. 1940, piątek… Na dzień dzisiejszy pogotowie: karabiny maszynowe w różnych punktach miasta, w parowozowni – aż 6 i znowu spodziewali się powstania, a tu nic. Przypuszczam, iż się nie doczekają, aż wybije adekwatna godzina.…”. (Fragmenty pamiętnika z artykułu Z. W. Okonia Zenona Waśniewskiego pamiętnik z okupowanego Chełma. „Wieści Chełmskie”, nr 4(109). Kwiecień 2000, op. cit., s. 8).

W 2011 r. w I tomie serii wydawniczej Źródła Stowarzyszenia Rocznik Chełmski dr Andrzej Rybak, w opracowaniu, w którym zapiski Zenona Waśniewskiego wydał pod tytułem Dziennik wojenny, napisał:

„Dziennik” Z. Waśniewskiego jest wyjątkowo cennym źródłem historycznym.

Autor pragnął jak najwierniej oddać obraz życia w latach okupacji w Chełmie oraz regionie

chełmskim, nie stronił również od uwag dotyczących rozwoju sytuacji międzynarodowej.

Po ponad siedemdziesięciu latach obraz ten staje się dziś ważnym dokumentem epoki, z którego

mogą korzystać nie tylko historycy, ale również socjolodzy, psycholodzy oraz pisarze.

Waśniewski z niezwykłym wyczuciem historycznym oraz precyzją ukazuje koszmar okupacyjnych

dni. Z wielości zjawisk życia codziennego autor wybiera zdarzenia najistotniejsze, konstruując z

nich z jednej strony obraz narastającej grozy sytuacji, z drugiej zaś systematyczny wzrost oporu

psychicznego polskiego społeczeństwa. Twórca dziennika dał w nim obiektywną analizę polityki

okupanta nie tylko wobec Polaków, ale również Żydów i Ukraińców. (Z. Waśniewski, Dziennik

wojenny. Opracował A. Rybak. Chełm 2011, s. 7).

W 2000 r., w artykule pt. Zenona Waśniewskiego pamiętnik z okupowanego Chełma napisałem:

„Dla Chełma Z. Waśniewski jest postacią szczególnie istotną – i to nie tylko ze względu na jego twórczość plastyczną czy „Kamenę” z jej niezbywalnym miejscem w historii literatury polskiej. Twórczość poetycka Z. Waśniewskiego, z silnie zaznaczonym i artystycznie ukształtowanym katastrofizmem, jest niepowtarzalnym zjawiskiem w dziejach literatury chełmskiej. Tłumaczenia Z. Waśniewskiego poetów niemieckich i austriackich z różnych epok i generacji poetyckich (ponad 600 utworów), gdyby je wydać, co powinno nastąpić jak najprędzej, stać się mogą ze względu na ich artyzm znaczącym wydarzeniem literackim nie tylko na Lubelszczyźnie. Największą jednak zasługą Waśniewskiego dla Chełma okaże się zapewne, i to nie tylko w wymiarze artystycznym, jego pamiętnik, ukazujący życie mieszkańców naszego miasta w okupowanym przez hitlerowców Chełmie. (…). Pamiętnik ten jest nie tylko unikalnym dokumentem historycznym, ale przede wszystkim zapisem świadomości chełmian, ich myśli i uczuć, nadziei i zwątpień, których sens i głębię poznać możemy właśnie poprzez jego lekturę. Zapiski Z. Waśniewskiego, jak sam je nazwał, są niepowtarzalnym i jedynym tego rodzaju dziełem literackim w literaturze chełmskiej. Gdyby ukazały się w pierwszych latach po wojnie, dziś zajmowałyby prawdopodobnie ważne miejsce w polskiej literaturze faktu (dokumentalnej), poświęconej latom pogardy i śmierci”. (Z. W. Okoń, Zenona Waśniewskiego pamiętnik z okupowanego Chełma. „Wieści Chełmskie”, nr 4(109). Kwiecień 2000, s. 7-8).

**********

Zenon Waśniewski jest jednym z największych, ale i najtragiczniejszych twórców w dziejach chełmskiej oświaty i kultury, literatury i sztuki.

Zenon Waśniewski był, jak określił go Kazimierz Andrzej Jaworski w cytowanych tu już wspomnieniach (W kręgu Kameny, s. 13, 14) „pracowity, uczynny, łatwo entuzjazmujący się, choć na na pozór zamknięty w sobie i milkliwy, był dowcipny i miał poczucie humoru…”.

Dziś, gdy odczytuję listy Waśniewskiego, jego pamiętniki i wiersze, gdy przywołuję jego śmierć w obozie koncentracyjnym Konzentrationslager Bergen-Belsen, nieodparcie towarzyszy mi refleksja, iż miał on w sobie coś z katastrofizmu poetów, którym lata pogardy i upodlenia odebrały życie, z tragizmu, którego był już świadomy od swego nie najszczęśliwszego dzieciństwa. Osierocony przez matkę w wieku czterech lat, był, jak napisał w jednym z listów „jako liść smagany listopadowym wichrem, nie znając rodzinnego ciepła, ani bratniej duszy…Ciężko mi było na świecie”.

Są tacy ludzie, którzy swój tragizm obnoszą ze sobą na zewnątrz, obwołują w poezji i sztuce.

Zenon Waśniewski do takich cierpiętników nie należał. On chował go w sobie, milczał, rozładowywał w opowiadanych dowcipach, rysowanych karykaturach, mimo iż w chwilach zadumy tragizm ten tkwił w nim jak zadra w sercu.

Krystyna Mart:

„Jakże dramatycznie brzmią dziś słowa listu z roku 20, czytane teraz – czyżby przewidział artysta wcześniej swój fatalny los, kiedy zastanawiał się nad przyszłością: W chwilach zadumy i rozmyślań zadaję sobie pytanie, czy możliwe było, by, kiedyś mógł być szczęśliwym? (…). Przeznaczeniem mym jest widocznie tylko cierpienie i nie zaznać nigdy szczęścia”.

(…) taki już los przeklęty!

Cierpieć –wiecznie cierpieć!

i jak Żyd – wieczny tułacz iść dalej

i dalej, nie zaznawszy rozkoszy,

spokoju…

Czy to nie męka? (Krystyna Mart, op. cit., s.14).

Katastrofizm pojawiał się w wielu wierszach Zenona Waśniewskiego; najtragiczniej zabrzmiał w wierszu pt. *** (stanąłem na szczycie!):

Serce zamarło w piersi! Zamknąłem powieki!

Czekałem zrozpaczony, kiedy w ślad kamienia

Runę w przepaść. Sekundy liczyłem za wieki…

Lęk rośnie. Widzę przeszłość… Jutro: kraj Cierpienia…

Mróz kości przeszył. – Żyję! Patrzę! Świat daleki

Sprzed oczu zniknął.

Zenon Waśniewski wychowywał się na poezji młodopolskiej, zafascynowany był romantykami, żywo reagował na kłótnie i waśnie poetyckie przeróżnych awangard poetyckich okresu międzywojennego, pozostawał pod urokiem poezji Józefa Czechowicza (np. wiersze Postój, Zawsze), bliski mu był prosty, intelektualnie głęboki i lirycznie szczery sposób wypowiadania się skamandrytów, którzy – mimo nie wyszukanych ataków na nich wyznaczyli najważniejszy – jak się później okazało – najtrwalszy kierunek poezji polskiej tamtego czasu.

Był człowiekiem ogromnie oczytanym, zgromadził bogaty i niezwykle różnorodny księgozbiór.

Najprzyjemniejsze chwile miałem przy książkach – napisze w jednym z listów (w 1920 r.) do swej przyszłej żony Michaliny Ryzińskiej.

Odczytując jego poezję, bez zbyt pogłębionej analizy, odnajdziemy w niej nuty romantycznej miłości i zafascynowania ukochaną kobietą, zaczerpnięte z wierszy Słowackiego czy Mickiewicza.

Tak jest na przykład w pięknym liryku zaczynającym się od słów:

Choć cudne strofy piękności Natury

oko me cieszą barwami i krasą,

choć gwiazd tysiące zabłysło na niebie

– smutno bez Ciebie!

Bardzo czytelne w jego lirykach są też próby określenia własnej poezji i swego miejsca w literaturze, co widać w jego „wierszach programowych”, tak modnych w okresie Młodej Polski czy dwudziestoleciu międzywojennym. Utwory te pochodzą przeważnie z 1922 r. Jest rzeczą charakterystyczną, iż Zenon Waśniewski potrafił w nich odnaleźć własny, oryginalny dialog ze sztuką, nie widząc jednocześnie dla siebie w obcowaniu z muzami „miejsca na ziemi”. Na przykład: w wierszu bez tytułu zaczynającym się od słów: Sztuko! Ty jak młodości potęga…wykrzyknie:

Święta Pani! Miejsce dla Ciebie w Niebie…

Weź mnie ze sobą. – Na ziemię. Bóg jest świadkiem

Nie chciałbym wrócić!

W twórczości literackiej Zenona Waśniewskiego nie odnajdziemy wyszukanego i świadomie zakładanego artyzmu czy konceptualizmu formalnego. Pisał on wiersze, które odzwierciadlały nurt jego wewnętrznego życia, głębokich rozważań i przemyśleń filozoficznych i etycznych, moralnych rozterek, przemienności duszy, tak jak malował obrazy ukazujące nie tylko zewnętrzne piękno natury, ale jej „duszę, ulotną jak muzyka” (określenia K. Mart).

Mimo wielkiego zafascynowania literaturą Zenon Waśniewski nie związał z nią swego życia, nie eksponując swoich utworów w prasie literackiej czy na spotkaniach autorskich.

Być może nie chciał przeżyć goryczy i rozczarowania, jakich doznali na początku swojej drogi literackiej dwaj bliscy mu twórcy: Józef Czechowicz, któremu zarzucano m. in grafomaństwo (pisze o tym m. in. Czesław Miłosz w wydanej w Lublinie w1981 r. książce Czechowicz to jest o poezji między wojnami) i o sześć lat młodszy K. A. Jaworski, o którego „jakby kompleksie niższości” pisał Stanisław Czernik (wypowiedź tę wydrukował K. A. Jaworski W kręgu „Kameny”, s. 271).

Zenon Waśniewski był twórcą, o którym można powiedzieć, iż nie mieścił się w sobie, gdy jako pedagog z troskliwością i oddaniem przekazywał swym uczniom swoją wiedzę, talent i doświadczenia w oświacie i kulturze, w sztuce i literaturze; gdy jako pisarz wypowiadał się w różnych formach i gatunkach literackich; gdy grał na wiolonczeli, fortepianie i skrzypcach; gdy śpiewał w chórze; gdy jako współredaktor „Kameny” tkwił w centrum burzliwego życia literackiego przedwojennej Polski.

A gdy nadeszły zbrodnicze lata okupacji ideały swojego życia, wyrażane tak pięknie w pracy zawodowej, pedagogicznej i literackiej, realizował z największym poświęceniem, bohaterstwem i odwagą w działalności konspiracyjnej.

Gdy wzruszającą korespondencją do żony przywracał nadzieję najbliższym, gdy w obozach koncentracyjnych malowaniem portretów i karykatur współwięźniów, inscenizacjami literackimi przywracał towarzyszom niedoli godność człowieka, wiarę w istnienie i powrót normalnego świata.

Gdy swoją bohaterską i niezłomną postawą wynoszącą człowieka ponad śmierć, udowadniał, iż człowieka, jego wiary w Boga, w drugiego człowieka, w moc i pamięć sztuki, złamać, upodlić i zniszczyć w człowieku nie potrafili choćby najwięksi zbrodniarze i oprawcy obozowi.

Gdy udowadniał, iż sztuka, której twórcą i odbiorcą jest człowiek, jest zawsze wolna, a śmierć człowieka tak bezsensowna i niewyobrażalnie tragiczna jak w obozie koncentracyjnym wynosi człowiek ponad zbrodnię, umacnia i uszlachetnia jego duszę, jednoczy z Bogiem, wyzwala w człowieku bohaterstwo, nadaje mu cechy heroicznego czynu, dramatycznej ofiary poniesionej w imię szczęścia i wolności ludzi nie izolowanych zasiekami kolczastego drutu.

„Kiedy przypuszczenia rodziny, przyjaciół, uczniów i kolegów Zenona Waśniewskiego, co do jego śmierci, okazały się bolesną prawdą“, Kazimierz Andrzej Jaworski w Ostatnim liście, „który otwierał rocznik ósmy miesięcznika (powojennej „Kameny” – przypis zwo), tak pożegnał przyjaciela i współtwórcę „Kameny”:

„Więc do tego przyszło. Łudziliśmy się do ostatniej chwili, czekali na powrót, na list przynajmniej. Dziś wiemy, iż już nie wrócisz nigdy. (…).

A piszę Ci ten list na kartce „Kameny”, naszej „Kameny”, wznowionej w odrodzonej Polsce, dla której się męczyłeś, dla której życie oddałeś.

Pamiętasz początki naszego pisma? Które powstało z niczego, ze skromnych naszych i koleżeńskich składek, z naszego entuzjazmu, z bezinteresownej życzliwości współpracowników literatów? To wystawanie godzinami w prymitywnej drukarence i mustrowanie zecerów – Żyda i Rosjanina, którzy dobrze języka polskiego nie znali? Te żmudne korekty i walkę o każdy przecinek? I euforia naszą, iż „Kamena” nie będzie efemerydą, iż się rozwija, iż jej wygląd graficzny jest coraz lepszy? A te Twoje linoryty, początkowo jeszcze skromne, boś dopiero terminował w tym kunszcie, a potem wciąż doskonalsze? Czy wiesz, iż było ich 54? (…).

A wrzesień, tragiczny wrzesień 1939 r.? Ból serc naszych, iż wszystko się wali, niebo zieje ogniem słońca i pocisków wroga, ziemia rozstępuje się pod nogami, a państwa nie ma. A potem moje uwięzienie, obóz koncentracyjny i lakoniczne listy do rodziny, w których nie omieszkałem załączyć pozdrowień dla Ciebie. Oranienburg. To była dla Ciebie nazwa egzotyczna. Czyś przypuszczał kiedy, iż i dla Ciebie stanie się on tragiczną rzeczywistością i iż zwiedzisz tych obozów więcej ode mnie?

Mój powrót i Twoja radość, iż jestem znowu w Polsce, iż żyję. Czyś myślał choć przez chwilę wtedy, iż role niedługo się zmienią, a mnie nie będzie sądzone cieszyć się Twoim ocaleniem? (…).

Widzę Cię dobrze tam za drutami. Stoisz na apelu w jednej z piątek, głód skręca Ci kiszki, prężysz się na baczność przed smarkaczem esesmańskim i na komendę posłusznie ściągasz czapkę z ogolonej głowy… A potem śpiewasz z tysiącami towarzyszy idiotyczną piosenkę w języku Rilkego, którego tak pięknie tłumaczyłeś. W oczach Twych pogarda, w sercu nabój nienawiści, ale z ust spływają słowa głupiej pieśni, bo wiesz, iż śpiewać trzeba, bo przetrzymają na apelu, a tam w baraku stygnie upragniona brukwianka… Dziś oni są górą, ale jutro wiesz, co ich czeka. Byle tylko przetrwać i wrócić do Polski, do ukochanej żony, do bliskich, do swoich książek, do stalugi. Ach, przetrwać, przetrwać”. (K. A. Jaworski, W kręgu „Kameny”, op. cit., s. 234-236).

**********

W dziejach polskiej kultury są tacy twórcy, którym literatura i sztuka od początku ich twórczości wyznaczały ścieżki na swoich obrzeżach, skazywały na artystyczną samotność, na milczenie potomnych, chociaż szli oni z innymi twórcami pełnym uznania i blasku najszerszym gościńcem poezji i malarstwa. Odbierała im poczucie „bycia prawdziwym poetą”, rekompensując im jednocześnie tkwiące w nich przeświadczenie pomniejszające artystyczną i ideową wartość ich twórczości literackiej, sukcesami i uznaniem w innych dziedzinach sztuki: w przypadku Zenona Waśniewskiego, osiągnięciami w malarstwie i grafice.

Zenon Waśniewski to już zamknięta karta w chełmskiej kulturze i oświacie, literaturze i sztuce – dziś nie przekazana potomnym i historii w wymiarze, na jaki zasługuje.

Czy tak jest rzeczywiście?

I tak, i nie.

Tak – bo wynika to – nazwijmy to najogólniej – poniekąd ze świadomego, „programowego” zamierzenia Zenona Waśniewskiego, wyrażającego się w drugorzędnej obecności poezji w jego twórczości artystycznej.

Nie – bo sensem jego twórczości była sztuka i literatura, w których widział piękno świata i piękno człowieka, i który potrafił połączyć to piękno w malarstwie i poezji, odnajdywał w nim człowieczeństwo, siłę życia i siłę przetrwania w najtragiczniejszych momentach człowieczego życia.

Zenon Waśniewski drukował niewiele. Pomijając twórczość plastyczną, która przyniosła mu najwięcej uznania i satysfakcji, jego wiersze, przekłady z języka niemieckiego, artykuły na różne tematy, np. plastyczne, społeczne, czystości języka drukowane były m. in. w „Kamenie” (1933-1939), „Kronice Nadbużańskiej” (1935), „Kurierze Porannym” (1934), „Zwierciadle” (1926), emitowane były w Polskim Radiu (1931,1934).

Niestety, takie stanowisko Zenona Waśniewskiego ma dzisiaj niekorzystny wpływ na ukazywanie jego twórczości na tle zjawisk literackich w latach 1919-1939 na Lubelszczyźnie. O ile w opracowaniach chełmskich (m. in. Z. Lubaszewskiego, K. Mart, L. J. Okonia, Z. W. Okonia, Z. Popowskiego, K. E. Steszuka, J. Szczawieja) omawia się go również jako poetę, o tyle w opracowaniach lubelskich, często, pomijany jest jako literat.

Nie chciałbym uogólniać tego spostrzeżenia, ale w większości opracowań Zenon Waśniewski wymieniany jest w kontekście działalności Kazimierza Andrzeja Jaworskiego jako współzałożyciel i współwydawca „Kameny” oraz malarz, który „każdy numer „Kameny” ozdabiał wkładkami linorytowymi” (A. Grychowski, Lubelszczyzna w życiu pisarzy polskich od średniowiecza do 1968 roku (1974, s. 315). Pojawia się np. w opracowaniu pod redakcją S. A. Łukowskiego pt. Z dziejów ruchu literackiego na Lubelszczyźnie. Szkice i wspomnienia (1997) w szkicu Wandy Kozy Chełm literacki 1918 -1998. Natomiast w wydanym w 1984 r. Lublinie literackim 1932-1982 (pod redakcją W. Michalskiego i J. Zięby) nazwisko jego nie występuje.

**********

W latach 1971–1974 wydane zostały w Lublinie Pisma. Wdanie jubileuszowe Kazimierza Andrzeja Jaworskiego. Twórczość Zenona Waśniewskiego nie została w pełni opracowana.

Proponuję władzom Chełma, o co już w latach minionych zapobiegali pisarze i regionaliści chełmscy, wydanie Dzieł wszystkich Zenona Waśniewskiego (poezji, prozy, akwarel, pasteli, rysunków ołówkiem, karykatur, linorytów).

W 2031 r. przypada 140 rocznica urodzin Zenona Waśniewskiego.

Udokumentowanie twórczości artystycznej, literackiej i plastycznej Zenona Waśniewskiego, wydanie jej i opracowanie w całości, ukazałoby twórcę, który żył i tworzył całym sobą, którego sensem życia była sztuka i literatura, piękno świata i piękno człowieka, który potrafił połączyć to piękno w malarstwie i poezji, odnajdywał w nim człowieczeństwo, siłę życia, bohaterstwo i siłę przetrwania w najtragiczniejszych momentach człowieczego życia.

Читать всю статью