Amerykańskie siły zbrojne przeprowadziły wczesnym rankiem w sobotę naloty w aglomeracji Caracas, zatrzymując prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro i jego żonę. Oboje zostali przetransportowani do stanu Nowy Jork, gdzie mają stanąć przed sądem w sprawach związanych z przestępczością narkotykową i terroryzmem.
Celami amerykańskich ataków były najważniejsze obiekty strategiczne. Jak podał amerykański dziennik New York Times, naloty objęły Fort Tiuna w Caracas - siedzibę ministerstwa obrony i dowództwa armii, a także port w La Guaira i lotnisko w Higuerote.
Kolejki i pustki na ulicach
Sytuacja w stolicy Wenezueli zmieniła się dramatycznie. Niezależne wenezuelskie media mówiły w sobotni wieczór o «pierwszym dniu bez Nicolasa Maduro». Jak informowało Radio Fe y Alegria: «Na ulicach Caracas króluje cisza. Ludzie w niepewności siedzą w domach lub wyczekują w długich kolejkach na możliwość zakupienia żywności; na zapas».
Kolejki formowały się «na długo przed otwarciem placówek handlowych», a wenezuelskie radio podawało, iż «Ludzie robili zakupy, po czym gwałtownie wracali do swoich domów». Niezależny dziennik El Nacional pisał o tym, iż obywatele robią zapasy na «niepewne czasy».
W ciągu dnia w Caracas dochodziło do awarii prądu. Większość stacji benzynowych w stolicy pozostawała zamknięta. choćby pro-reżimowa stacja TeleSUR w Caracas informowała o niepokoju obywateli po amerykańskich atakach i «pustkami na ulicach».
Zarówno niezależne, jak i pro-rządowe media zgodnie opisywały ulice Caracas i innych głównych miast jako wyludnione. Mieszkańcy reagują na nagłą zmianę polityczną, przygotowując się na niepewne czasy.
Uwaga: Ten artykuł został stworzony przy użyciu Sztucznej Inteligencji (AI).










