Страх перед Америкой толкает Исландию в объятия Европы

manager24.pl 3 часы назад

Islandczycy zdecydują 29 sierpnia, czy ich kraj powinien wznowić negocjacje o członkostwie w Unii Europejskiej. Sondaże nie wskazują wyraźnego faworyta – różnica między zwolennikami a przeciwnikami mieści się w granicach błędu statystycznego. Do powrotu debaty o akcesji przyczyniły się amerykańskie roszczenia wobec Grenlandii i obawy o bezpieczeństwo Arktyki. Przeciwnicy z kolei ostrzegają przed kosztami członkostwa i objęciem islandzkiego rybołówstwa wspólną polityką UE.

Temat referendum w sprawie powrotu do rozmów o członkostwie Islandii w Unii Europejskiej wrócił z dwóch powodów. Po pierwsze, koalicja rządowa wpisała do umowy koalicyjnej przeprowadzenie referendum do końca 2027 roku. Po drugie, na przełomie 2025 i 2026 roku nasiliły się amerykańskie groźby i żądania dotyczące przynależności Grenlandii. Wzbudziło to niepokój Islandczyków i obawy o rolę Stanów Zjednoczonych jako gwaranta bezpieczeństwa w regionie. Zaczęli więc poszukiwać innych gwarancji, a taką gwarancją może się okazać Unia Europejska – mówi agencji Newseria Tomasz Żornaczuk, analityk ds. rozszerzenia UE w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.

Islandia złożyła wniosek o członkostwo w UE w lipcu 2009 roku, po kryzysie finansowym, który doprowadził do załamania tamtejszego systemu bankowego. Negocjacje rozpoczęły się rok później. Do czasu ich zawieszenia w 2013 roku otwarto 27 z 35 rozdziałów negocjacyjnych, z czego 11 tymczasowo zamknięto. W 2015 roku islandzki rząd zwrócił się do Unii o niewymienianie kraju wśród państw kandydujących, jednak wniosek o członkostwo nie został formalnie wycofany.

W referendum zaplanowanym na 29 sierpnia Islandczycy odpowiedzą na pytanie, czy kraj powinien wznowić negocjacje akcesyjne z Unią Europejską. jeżeli negocjacje zakończą się uzgodnieniem warunków członkostwa, Islandczycy ocenią je w kolejnym referendum. Według memorandum islandzkiego resortu spraw zagranicznych rozmowy mogłyby się rozpocząć jeszcze pod koniec 2026 roku i potrwać 18–24 miesięcy.

Wyniku referendum nie można przesądzić na podstawie dostępnych badań opinii publicznej, ponieważ różnica mieści się w granicach błędu statystycznego. Jeszcze niedawno było dokładnie po równo, w przeszłości bywała nieco większa przewaga jednej lub drugiej strony. o ile chodzi o wynik, trzeba więc poczekać do przeprowadzenia referendum i podania oficjalnych wyników – wskazuje Tomasz Żornaczuk.

W badaniu przeprowadzonym przez pracownię Maskína między 21 a 25 sierpnia wznowienie negocjacji poparło 51,3 proc. ankietowanych, a 48,7 proc. było przeciw. Jeszcze 13 sierpnia proporcje wynosiły 52,2 do 47,8 proc. Z kolei opublikowany 17 sierpnia sondaż Gallupa wskazywał na 51,5 proc. zwolenników i 48,5 proc. przeciwników rozmów, przy marginesie błędu wynoszącym 2,5 pkt proc.

Eurosceptycy wskazują na szereg różnych argumentów, przede wszystkim gospodarczych i suwerennościowych. Islandia jest krajem bogatszym niż przeciętne państwo Unii Europejskiej, wobec tego przystąpienie do niej powodowałoby, iż kraj byłby płatnikiem netto, ergo generowałoby realny koszt członkostwa. Szczególną uwagę zwracają tutaj na rybołówstwo, które jest zasadniczą częścią gospodarki Islandii, w zależności od roku generuje od 10 do choćby kilkunastu procent przychodu – tłumaczy analityk PISM.

Rozdział poświęcony rybołówstwu nie został otwarty podczas rozmów prowadzonych w latach 2010–2013. Ryby i produkty rybne odpowiadają w tej chwili za blisko 40 proc. islandzkiego eksportu towarowego, a dla wielu mniejszych nadmorskich miejscowości połowy i przetwórstwo są podstawowym źródłem dochodów. Przeciwnicy członkostwa obawiają się przede wszystkim ograniczenia samodzielności Islandii w ustalaniu kwot połowowych i zarządzaniu zasobami morskimi.

Część argumentów dotyczy kwestii suwerennościowych i tożsamościowych. Dotychczas Islandia prowadziła czy przez cały czas prowadzi niezależną politykę zagraniczną, a po przystąpieniu do Unii Europejskiej musiałaby ją prowadzić w ramach członkostwa w Unii Europejskiej – ocenia Tomasz Żornaczuk.

Islandia już dziś jest silnie związana z Unią Europejską. Od 1994 roku należy do Europejskiego Obszaru Gospodarczego, dzięki czemu uczestniczy w jednolitym rynku, a od 2001 roku znajduje się w strefie Schengen. Przyjmuje znaczną część przepisów dotyczących rynku wewnętrznego, nie ma jednak prawa głosu podczas ich uchwalania w instytucjach UE.

Zwolennicy również wskazują na argument gospodarczy, mówiąc, iż skoro i tak jesteśmy już w Europejskim Obszarze Gospodarczym, spełniamy wiele warunków członkostwa i ponosimy też pewne koszty tego uczestnictwa, to warto by było przynajmniej siedzieć przy tym samym stole i mieć wpływ na decyzje – mówi ekspert. – W przeciwieństwie do rozmów, które na początku poprzedniej dekady były efektem kryzysu gospodarczego, zwolennicy powrotu do rozmów z Unią tym razem wskazują głównie na kwestie bezpieczeństwa – coraz agresywniejszą na przełomie roku retorycznie politykę amerykańską wobec Grenlandii, a także niepewność co do przyszłości bezpieczeństwa Arktyki.

Pełne członkostwo zapewniłoby Islandii udział w podejmowaniu decyzji w instytucjach Unii Europejskiej. Oznaczałoby również wejście do unii celnej i otworzyłoby drogę do przyjęcia euro.

Islandia jest bardzo dobrze przygotowana w tych wszystkich obszarach, w których państwa kandydujące mają największe problemy, czyli te dotyczące wolności, sprawiedliwości, bezpieczeństwa, praw człowieka i sądownictwa. W tych kwestiach Islandczycy od dekad są bliscy standardom unijnym, więc w dopasowaniu prawa i praktyk do unijnych nie byłoby większych wyzwań – mówi Tomasz Żornaczuk.

Mimo wysokiego stopnia dostosowania do unijnych standardów ewentualna akcesja wymagałaby od Islandii zmian w kilku obszarach. Oprócz rybołówstwa dotyczyłoby to m.in. polityki handlowej i rewizji niektórych umów międzynarodowych.

O ile rybołówstwo ma najważniejsze znaczenie dla tworzenia PKB kraju, o tyle w małych miejscowościach stanowi często kilkadziesiąt procent dochodu tych wspólnot, a większość przemysłu i usług jest nastawiona na rybołówstwo. pozostało jeden element, mianowicie niektóre umowy międzynarodowe wymagałyby rewizji i korekty. Jedną z nich jest umowa o wolnym handlu z Chinami, z której Islandia musiałaby zrezygnować przed przystąpieniem do Unii Europejskiej – podkreśla analityk ds. rozszerzenia UE w PISM.

Читать всю статью