

W ostatnim odcinku podcastu „Fronty Wojny” prowadzący poruszyli temat tzw. rozmów pokojowych pomiędzy Rosją i Ukrainą za pośrednictwem Stanów Zjednoczonych. Marcin Wyrwał podkreślił, iż Rosja nie jest zainteresowania zakończeniem wojny. Świadczy o tym, chociażby to, iż w skład jej delegacji weszli Siergiej Besieda i Grigorij Karasin.
Policzek dla Ukraińców i Amerykanów
— Siergiej Besieda w tej chwili jest doradcą dyrektora FSB, ale przed 2022 r., kiedy w piątym wydziale FSB planowana była inwazja na Ukrainę, to Besieda był szefem tego wydziału. Rosjanie lubią symbolikę — zaznał Marcin Wyrwał. — Ale to nie koniec. Kiedy w 2014 r. kończyła się zwycięska rewolucja na Majdanie, ostatniego dnia, doszło do masakry ludności cywilnej na ulic Instytuckiej. W tamtym momencie Siergiej Besieda był w ścisłym kontakcie ze służbami reżimu Janukowycza. Potem Ukraińcy próbowali się dowiedzieć, żądali wyjaśnień od Moskwy, co on tam robił i jaki był w tym jego udział. Nie dowiedzieli się.
Grigorij Karasin również jest ciekawą postacią. — W 2014 r., kiedy Putin formalnie potrzebował zgody Rady Federacji Rosyjskiej na wprowadzenie wojsk rosyjskich do Ukrainy, to Grigorij Karasin był jego reprezentantem w tej Radzie. I to jest dwóch facetów całkowicie nieprzypadkowych, którzy generalnie na politykę Kremla mają bardzo niewielki wpływ, ale zostali wysłani jako swoisty policzek dla Ukraińców, ale też trochę dla Amerykanów. Amerykanie po prostu tego albo nie chcą zrozumieć, albo nie rozumieją.
— My wiemy, iż Rosja i Putin sobie Ukrainy nie odpuszczą i będą chciały ją ukarać. I pokazują to bardzo wymownie. Ale jak w tym wszystkim jest rola Amerykanów, którzy na to pozwalają? — zastanawia się Edyta Żemła. — o ile Witkoff mówi językiem Putina, to się trochę boję, iż administracja Trumpa, powiedzmy wprost, została kupiona przez ludzi Putina i dotarła do nich ta narracja, iż Ukraina to adekwatnie jest takie pseudo państwo i trzeba tutaj zrobić wszystko, żeby tę wojnę zakończyć. A o ile się zakończy dla Ukraińców źle, no to trudno — dodaje.
— Albo jest większy deal pomiędzy Amerykanami i Rosjanami, albo Amerykanie wciąż nie zrozumieli, co się do nich mówi — podsumowuje Marcin Wyrwał.