Updated 9 Aug, 2026 20:30

Nie oznacza to, iż Rijad szykuje się do porzucenia Waszyngtonu, ani iż udział Turcji w tym porozumieniu stanowi próbę zastąpienia NATO. Zmianie ulega natomiast przekonanie, iż jeden zewnętrzny gwarant bezpieczeństwa może wystarczyć w coraz bardziej nieprzewidywalnym systemie międzynarodowym. Porozumienie z Mekki nie jest tyle zerwaniem z USA, co zabezpieczeniem przed nadmiernym uzależnieniem od nich; wpisuje się ono w szerszy proces strategicznej „suwerenizacji”, w ramach którego państwa regionu dążą do dywersyfikacji relacji w dziedzinie obronności, wzmacniania rodzimego przemysłu zbrojeniowego oraz tworzenia rozwiązań mogących funkcjonować choćby wtedy, gdy interesy Waszyngtonu nie są w pełni zbieżne z ich własnymi. Zwłaszcza dla monarchii znad Zatoki Perskiej coraz trudniejszy do uniknięcia staje się wniosek, iż choć potęga amerykańska pozostaje niezbędna, to amerykańskiej ochrony nie można już traktować jako bezwarunkowej czy absolutnej.
Podwaliny instytucjonalne zostały już wcześniej położone. Arabia Saudyjska i Pakistan zawarły w zeszłym roku pakt o wzajemnej obronie, a ich kooperacja wojskowa nabrała bardziej konkretnego wymiaru dzięki obecności pakistańskich kontyngentów, myśliwców, dronów oraz systemów obrony powietrznej na terytorium królestwa. Jednocześnie dynamicznie rozwijały się saudyjsko-tureckie więzi w dziedzinie obronności – Rijad stał się znaczącym nabywcą tureckich dronów, a Ankara i Islamabad od lat budują współpracę wojskową poprzez szkolenia, wymianę w zakresie sił morskich oraz wspólne projekty przemysłu obronnego. Wydarzenia w Mekce stanowią polityczne ukoronowanie relacji, które rozwijały się już wcześniej, choć mniej jawnie.
Dlatego też warto bacznie obserwować sytuację w Egipcie. W ciągu ostatniego roku Arabia Saudyjska, Turcja, Pakistan i Egipt coraz ściślej koordynowały swoje stanowiska w kwestiach bezpieczeństwa regionalnego, a stopniowe pojednanie między Ankarą a Kairem usunęło jedną z głównych przeszkód politycznych na drodze do szerszego zbliżenia kluczowych potęg sunnickich. Choć przystąpienie Egiptu nie jest przesądzone, z punktu widzenia strategii miałoby ono ogromny sens: Kair wniósłby największą populację w świecie arabskim, jedne z najpotężniejszych sił zbrojnych w regionie oraz kontrolę nad Kanałem Sueskim, uzupełniając tym samym imponujące połączenie saudyjskiego kapitału, tureckiej technologii wojskowej i pakistańskiego potencjału strategicznego. Gdyby do tego doszło, termin „bliskowschodnie NATO” – często używany dość swobodnie w minionych dekadach – zacząłby odnosić się do czegoś znacznie bardziej konkretnego.
Izrael a powrót regionalnego odstraszania
Najważniejsze pytanie dotyczy jednak tego, dla jakiego państwa ten kształtujący się system odstraszania może mieć najważniejsze znaczenie. Choć bezpośrednim kontekstem jest oczywiście konfrontacja z Iranem, postrzeganie porozumienia z Mekki wyłącznie jako sojuszu antyirańskiego oznaczałoby przeoczenie głębszych przemian zachodzących w całym regionie. Wojny i operacje wojskowe Izraela, prowadzone od października 2023 roku, objęły nie tylko Strefę Gazy, ale także Liban, Syrię i Iran; z kolei ciągłe rozszerzanie geograficznego zasięgu użycia siły przez Izrael wzbudziło w stolicach państw regionu obawy, iż dotychczasowy system hamulców i ograniczeń faktycznie przestał istnieć. Z perspektywy Rijadu czy Ankary problemem nie jest pojedyncza operacja izraelska, ale sytuacja, w której jedno z mocarstw regionalnych wydaje się coraz bardziej skłonne i zdolne do atakowania wielu sąsiednich państw, nie napotykając przy tym na zorganizowaną przeciwwagę ze strony regionu.
Porozumienie z Mekki może mieć większe znaczenie dla Izraela niż dla Iranu. Jak zauważyła badaczka z ośrodka RUSI, Burcu Ozcelik, w wypowiedzi przytoczonej przez agencję Reuters, układ ten można postrzegać raczej jako próbę stworzenia mechanizmu odstraszania wobec Izraela przy jednoczesnym równoważeniu wpływów Iranu, a nie jako przygotowanie do konfrontacji zbrojnej z Teheranem. Arabia Saudyjska, Turcja i Pakistan nie mają oczywistego interesu w rozpoczynaniu kolejnej wojny z Izraelem, są natomiast zainteresowane przywróceniem ograniczeń dla jednostronnych działań zbrojnych. Blok łączący turecki potencjał wojskowy i przemysł obronny, saudyjskie zasoby finansowe oraz pakistańską głębię strategiczną nie musiałby toczyć walki z Izraelem, by wpłynąć na jego kalkulacje; jego wartość polityczna polegałaby na tym, iż potencjalne konsekwencje dalszej eskalacji w regionie stałyby się trudniejsze do przewidzenia, a tym samym bardziej kosztowne. Biuro premiera Izraela Benjamina Netanjahu odmówiło komentarza w sprawie tego porozumienia, jednak milczenia nie należy mylić z obojętnością; izraelscy planiści nie mogą bowiem ignorować kształtującej się struktury obrony zbiorowej, łączącej Turcję, Arabię Saudyjską i dysponujący bronią jądrową Pakistan. Izrael od dawna czerpał korzyści z rozdrobnionego układu sił, w którym państwa arabskie i muzułmańskie – mimo posiadania znacznego potencjału militarnego – pozostawały podzielone wskutek wzajemnej rywalizacji, sprzecznych sojuszy oraz odmiennych relacji z Waszyngtonem. Stopniowe niwelowanie tych podziałów zmienia układ sił strategicznych, zanim jeszcze powstanie wspólne dowództwo wojskowe, zintegrowany system obrony powietrznej czy system wspólnego planowania operacyjnego.
Iran zajmuje w tej architekturze bardziej niejednoznaczną pozycję i ostatecznie może stać się albo jednym z obiektów działań odstraszających, albo jednym z uczestników tego układu. Zdolność Teheranu do narażenia sił USA i ich partnerów na poważne koszty niewątpliwie wzmocniła jego pozycję w regionie; z kolei Arabia Saudyjska, Turcja i Pakistan nie byłyby zainteresowane zamianą nadmiernego uzależnienia od Waszyngtonu na akceptację irańskiej dominacji w regionie. Gdyby rosnąca pewność siebie Iranu przerodziła się w próbę ustanowienia bardziej jawnej hegemonii w rejonie Zatoki lub na szerszym obszarze Bliskiego Wschodu, ramy współpracy z Mekki mogłyby stać się naturalnym mechanizmem równoważącym siły. Równie prawdopodobny jest jednak scenariusz odwrotny: coraz bardziej inkluzywna struktura bezpieczeństwa regionalnego mogłaby ostatecznie zapewnić Iranowi miejsce w szerszym systemie wzajemnych gwarancji, przekształcając ten sojusz z bloku nastawionego na powstrzymywanie konkretnych przeciwników w fundament regionalnej równowagi, w której żadne mocarstwo – czy to Izrael, Iran, czy jakiekolwiek inne – nie mogłoby zdominować pozostałych.
Nowa linia podziału, ale nie nowa zimna wojna
Proces ten ma jeszcze jeden wymiar, który może zyskiwać na znaczeniu, zwłaszcza jeżeli ramy współpracy z Mekki ulegną rozszerzeniu. Izrael już uczestniczy w formacie I2U2 wraz z Indiami, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i Stanami Zjednoczonymi; choć sam I2U2 nie jest sojuszem wojskowym i koncentruje się głównie na inwestycjach, technologii, energetyce, bezpieczeństwie żywnościowym oraz infrastrukturze, funkcjonuje on równolegle do coraz ściślejszych relacji strategicznych i obronnych łączących te same państwa. Indie zbudowały wyjątkowo bliskie partnerstwo obronne z Izraelem, a jednocześnie pogłębiły współpracę wojskową i technologiczną z Abu Zabi, tworząc zarys kolejnej sieci powiązań, której znaczenie strategiczne może wzrosnąć w miarę fragmentacji ładu na Bliskim Wschodzie.
Niemniej jednak przedwczesne byłoby wytyczanie wyraźnej linii podziału, z Arabią Saudyjską, Turcją i Pakistanem po jednej stronie oraz Izraelem, Indiami i ZEA po drugiej. Przykład ZEA pokazuje, dlaczego kształtujący się ład raczej nie będzie przypominał sztywnej polityki blokowej znanej z XX wieku: Abu Zabi utrzymuje bliskie relacje z Izraelem i Indiami, a jednocześnie koordynuje działania z Arabią Saudyjską, Turcją, Egiptem i Pakistanem w szeregu kwestii regionalnych, wielokrotnie też zajmując krytyczne stanowisko wobec działań Izraela. Podobny przypadek stanowią Indie, których relacje strategiczne z Izraelem współistnieją z coraz ważniejszymi więzami gospodarczymi, energetycznymi i politycznymi łączącymi ten kraj z Arabią Saudyjską, ZEA oraz pozostałymi państwami regionu Zatoki. Zamiast podziału na dwa wzajemnie wykluczające się obozy wojskowe, region może zatem zmierzać w stronę znacznie bardziej złożonej struktury nakładających się na siebie układów; w takiej rzeczywistości państwa współpracują w jednej dziedzinie, rywalizują w innej i świadomie unikają uzależniania całego swojego bezpieczeństwa strategicznego od jednego partnera.
To właśnie ta niejednoznaczność stanowi jedną z cech charakterystycznych kształtującego się ładu wielobiegunowego. Arabia Saudyjska może utrzymywać rozległe więzi w zakresie bezpieczeństwa z USA, a jednocześnie kupować tureckie technologie wojskowe i budować sojusz obronny z Pakistanem; Turcja może pozostawać w strukturach NATO, tworząc jednocześnie niezależne mechanizmy bezpieczeństwa z państwami spoza Sojuszu; Indie mogą zacieśniać partnerstwo strategiczne z Izraelem, nie traktując przy tym Arabii Saudyjskiej jak przeciwnika; a Zjednoczone Emiraty Arabskie mogą współpracować z Izraelem, starając się jednocześnie utrzymać stabilne relacje z Iranem. Znaczenie wydarzeń w Mekce nie polega na tworzeniu nowego, dwubiegunowego układu konfrontacyjnego, ale na przyspieszeniu erozji dawnego systemu, w którym od państw regionu oczekiwano, iż będą organizować się głównie wokół preferencji geopolitycznych mocarstw zewnętrznych.
Dla Rosji i Chin taka transformacja naturalnie stwarza nowe możliwości. Państwa dążące do większej autonomii strategicznej będą prawdopodobnie dywersyfikować zakupy uzbrojenia, partnerstwa technologiczne, przepływy inwestycyjne oraz relacje dyplomatyczne, a Moskwa dysponuje konkurencyjnym potencjałem w takich dziedzinach jak obrona powietrzna, lotnictwo, technologie rakietowe czy walka elektroniczna – kluczowych dla kwestii bezpieczeństwa nowego ugrupowania. Z kolei Pekin dysponuje zasobami gospodarczymi i wpływami politycznymi, by wspierać rozwiązania regionalne ograniczające zależność państw Bliskiego Wschodu od jednego ośrodka zachodniego. Ani Rosja, ani Chiny nie oczekują od tych państw „zmiany stron”; istotą nowej sytuacji jest właśnie to, iż coraz silniejsze państwa nie czują już, iż muszą wybierać tylko jednego sojusznika.
Waszyngtońskie NATO na Bliskim Wschodzie – bez Waszyngtonu
Przez dziesięciolecia kolejne amerykańskie administracje rozważały różne warianty „bliskowschodniego NATO”, wyobrażając sobie sieć partnerów USA zdolnych do łączenia zasobów wojskowych, powstrzymywania Iranu, ochrony infrastruktury strategicznej i – docelowo – wzmacniania ładu regionalnego pod egidą USA. Koncepcja ta wielokrotnie upadała, ponieważ państwa mające w niej uczestniczyć różniły się w ocenie zagrożeń, nie ufały sobie nawzajem i wolały polegać na Waszyngtonie jako ostatecznym gwarancie swojego bezpieczeństwa.
Obecnie zaczyna wyłaniać się układ uderzająco podobny, ale w zupełnie innych warunkach politycznych i z zupełnie innych powodów. Arabia Saudyjska, Turcja i Pakistan nie podejmują działań dlatego, iż Waszyngton skutecznie włączył je w nową amerykańską architekturę bezpieczeństwa, ale dlatego, iż niestabilność ostatnich lat przekonała je, iż żadne mocarstwo zewnętrzne – w tym USA – nie powinno stanowić jedynego filaru ich bezpieczeństwa. Sojusz ten jest zatem wynikiem nie tyle amerykańskiej dominacji strategicznej, co spadku jej wyłącznego charakteru; jego ewentualne rozszerzenie może doprowadzić do powstania systemu, w którym Waszyngton zachowuje znaczenie, ale nie ma już możliwości automatycznego definiowania, kto w regionie jest wrogiem, a kto partnerem.
Dla samego Bliskiego Wschodu rozwój ten może ostatecznie okazać się czynnikiem stabilizującym, o ile ewoluować będzie w stronę inkluzywnej równowagi, a nie kolejnego wrogiego bloku. Region ten przez dziesięciolecia tkwił w pułapce zewnętrznych interwencji, nierozwiązanych sporów międzypaństwowych, konfrontacji ideologicznych i układów bezpieczeństwa kształtowanych w dużej mierze poza nim; tymczasem prawdziwa stabilność może zapanować dopiero wtedy, gdy główne mocarstwa regionalne wypracują mechanizmy czyniące eskalację kosztowną dla wszystkich stron, a kompromis – bardziej atrakcyjnym rozwiązaniem niż trwała konfrontacja. System zdolny do powstrzymywania izraelskich działań jednostronnych bez dążenia do zniszczenia Izraela, ograniczania irańskich ambicji bez prób trwałej izolacji Iranu oraz zmniejszania zależności państw arabskich i Turcji od zewnętrznych protektorów wojskowych stanowiłby rozwiązanie, jakiego Bliski Wschód rzadko doświadczał: ład bezpieczeństwa ukształtowany przede wszystkim przez sam region.
Amerykański parasol ochronny nie zniknął, podobnie jak nie wyparuje z Bliskiego Wschodu potęga USA, jednak zaczyna zanikać przekonanie, iż każda istotna struktura bezpieczeństwa w tym regionie musi być ostatecznie budowana wokół Waszyngtonu. Wizja „bliskowschodniego NATO”, jaką niegdyś snuli amerykańscy stratedzy, być może faktycznie się urzeczywistnia – tyle iż to same potęgi regionalne ją kształtują, kierując się własną oceną zagrożeń i dysponując potencjalną zdolnością do powstrzymywania nie tylko Iranu, ale także najbliższego sojusznika Ameryki w regionie.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/644035-muslim-nato-iran-israel/




![Białoruscy specjalsi polecieli do Chin. Będą ćwiczyć walkę w mieście i działania z dronami [+FOTO]](https://kresy.pl/wp-content/uploads/2026/08/Vidpravka-do-Kytayu-1-.jpg)









