Prof. G. Berendt: jeżeli nie będziemy opowiadać o naszej historii, inni zrobią to za nas
8 lutego 2026 11:06
Radio Maryja
Ważne jest to, żeby przedstawiać historię w sposób zgodny z ustaleniami, już bez cenzuralnych ograniczeń, które występowały wcześniej i bez forsowania jakichś eksperymentalnych paradygmatów, zgodnie z którymi o pewnych rzeczach mamy mówić, a o innych nie. Moje stanowisko jest takie, iż trzeba mówić o wszystkim, ale rzetelnie – mówił w środowych „Rozmowach niedokończonych” na antenie TV Trwam prof. Grzegorz Berendt, historyk, specjalny przedstawiciel prezydenta RP do spraw dyplomacji historycznej. Naukowiec zaznaczył, iż jeżeli nie będziemy opowiadać o naszej historii, inni będą robić to za nas.
Funkcja przedstawiciela prezydenta RP do spraw dyplomacji historycznej jest stanowiskiem nowym, utworzonym przez Karola Nawrockiego w celu prowadzenia dialogu z partnerami zagranicznymi w kwestiach związanych z historią XX wieku. To jeden z wielu elementów kształtowania polskiej polityki historycznej.
– Państwo troszczy się o to, żeby w aktywność zawodową, naukową i edukacyjną wchodziły kolejne setki historyków. Każdego roku przecież taki rząd wielkości znawców przeszłości wchodzi do aktywności zawodowej z wydziałów historycznych na naszych uniwersytetach i uczelniach wyższych o innym charakterze. Część z tych osób zajmuje się właśnie nauką i edukacją, przybliżając obywatelom, ale także cudzoziemcom czy diasporze polskiej nowe ustalenia. Ważne jest to, żeby przedstawiać to w sposób zgodny z tymi ustaleniami, już bez cenzuralnych ograniczeń, które występowały wcześniej i bez forsowania jakichś eksperymentalnych paradygmatów, zgodnie z którymi o pewnych rzeczach mamy mówić, mamy te wersje upowszechniać, a o innych nie, bo tego typu tendencje występują, gdzie niektórzy przedstawiciele środowiska historyków mówią, iż o czymś nie powinniśmy w tej chwili mówić, iż może w przyszłości zaczniemy mówić. Moje stanowisko jest takie, iż trzeba mówić o wszystkim, ale rzetelnie – podkreślał prof. Grzegorz Berendt.
Przeciwnicy tego stanowiska podnoszą m.in., iż poruszanie pewnej problematyki może pogorszyć relacje z sąsiadami. Takie głosy pojawiają się m.in. w kontekście ukraińskiego ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Gość „Rozmów niedokończonych” zwrócił uwagę, iż jest to fałszywe wnioskowanie.
– Wskazałem moim rozmówcom z Ukrainy, iż to, iż miliony obywateli polskich dowiedziało się, jak straszne, przerażające wydarzenia o charakterze ludobójstwa miały miejsce w kilku województwach okupowanej Rzeczpospolitej (…), nie zahamowało gigantycznej ofiarności z roku 2022. Widziałem, iż dopiero się zastanowili, iż Wołyń był pokazywany wcześniej wielokrotnie, a mimo to dziesiątki tysięcy Polaków pospieszyło z pomocą trzem milionom obywateli Ukrainy, którzy przeszli przez nasz kraj, szukając bezpieczeństwa. Więc widać w tym, iż bardzo poważny segment naszego społeczeństwa chce znać przeszłość, mówić rzetelnie o przeszłości, ale to (…) nie powoduje negatywnego stosunku wobec naszych wschodnich sąsiadów – mówił historyk.
Rozmówca TV Trwam wskazał, iż badanie i popularyzacja najnowszych dziejów Polski ma nie tylko wymiar polityczny. Zostając przy tematyce rzezi wołyńskiej prof. Grzegorz Berendt wskazał, iż jest to żywa historia milionów Polaków, przekazywana w ich rodzinach przez świadków tamtych straszliwych wydarzeń.
Ci obywatele nie są zaniedbywani przez obecnego prezydenta. Karol Nawrocki obiecywał w kampanii, iż będzie zabiegał w relacjach z Ukrainą o ekshumacje i godny pochówek ofiar ludobójstwa dokonanego przez UPA. Od momentu objęcia przez niego urzędu widać, iż nie była to pusta obietnica. Głowa państwa otwarcie podnosi tę kwestię w rozmowach z Wołodymyrem Zełenskim, a na mapie Ukrainy pojawiają się kolejne miejsca, gdzie prowadzone są prace w tym zakresie.
– Mam nadzieję, iż też nasi partnerzy ukraińscy poprzez ten dialog dojrzeją do tego, iż te sprawy trzeba przedyskutować, ale przede wszystkim pochować niewinne ofiary. Ludzie będą wiedzieć, co się stało, będą dzięki temu mądrzejsi, ale to nie zaszkodzi polsko-ukraińskiemu sąsiedztwu, bo w tej chwili Moskale mogą tym zagadnieniem grać bardziej niż wtedy, gdy my po prostu te sprawy doprowadzimy do finału rozumianego jako godny pochówek bezbronnych ofiar zbrodni – zwrócił uwagę historyk.
Dyplomacja historyczna nie powinna być skierowana wyłącznie na Wschód. Niedawno opinię publiczną zbulwersowało niedopuszczenie prezydenta do głosu na obchodach wyzwolenia niemieckiego obozu Auschwitz.
– Wystąpienia głowy państwa nie są stałym elementem obchodów, które mają miejsce 27 stycznia. Natomiast wydarzeniem bez precedensu było pominięcie głowy państwa w powitaniu. To podkreśla między innymi minister Kolarski, który przecież od wielu lat uczestniczy w wielu wydarzeniach upamiętniających ofiary, (…) też jako bliski współpracownik prezydenta Andrzeja Dudy. W tym miejscu kierownictwo państwowego muzeum Auschwitz zdecydowało się na działanie bez precedensu, którego nie da się wytłumaczyć. (…) Mogę się tylko domyślać, dlaczego się na to zdecydowano. Łączę z tym faktem to, iż gdy prezydent odwiedził na terenie dawnego obozu Auschwitz ścianę, gdzie dokonywano egzekucji więźniów, celę, w której zagłodzono ojca Maksymiliana Kolbe i dziewięciu innych więźniów, nie towarzyszył mu nie tylko dyrektor, ale również żaden z wicedyrektorów. Towarzyszyli szeregowi pracownicy muzeum. Uznaję to za despekt. Oczywiście dyrektor główny w tak ważnym dniu ma różne zadania – musi przyjmować różnych gości, ale jako osoba kierująca jednostkami tego typu wcześniej, właśnie między innymi po to są wicedyrektorzy, aby w tym momencie odciążyć dyrektora. Żaden z wicedyrektorów państwowego muzeum Auschwitz nie towarzyszył prezydentowi w czasie wizyt w miejscach, które wcześniej wymieniłem. Jest to moja opinia. Być może odezwą się głosy znowu próbujące to podważyć, ale w mojej opinii nie był to przypadek. Ktoś zareagował tak, a nie inaczej, postąpił tak, a nie inaczej być może ze względu na swój osobisty stosunek do wyniku wyborów z 1 czerwca 2025 roku. Chciano okazać brak szacunku prezydentowi i to zrobiono. To jest moja nieoficjalna opinia, nie Kancelarii czy też pana prezydenta (…), niezależnie od tego, jakiego typu komunikaty na stronie internetowej muzeum (…) po mojej wypowiedzi się pojawią – mówił gość „Rozmów niedokończonych”.
Specjalny przedstawiciel prezydenta RP do spraw dyplomacji historycznej zaznaczył, iż jeżeli jako Polacy nie będziemy opowiadać o przeszłości ze swojego punktu widzenia, to pojawią się tacy, którzy będą to robili za nas. Dlatego też obowiązkiem polskich instytucji państwowych i środowisk opiniotwórczych jest realizacja misji edukacji historycznej.
I na tym tle - jakie mamy media w Polsce, jakie one były za ostatnie 35 lat?
Radio Maryja
Ważne jest to, żeby przedstawiać historię w sposób zgodny z ustaleniami, już bez cenzuralnych ograniczeń, które występowały wcześniej i bez forsowania jakichś eksperymentalnych paradygmatów, zgodnie z którymi o pewnych rzeczach mamy mówić, a o innych nie. Moje stanowisko jest takie, iż trzeba mówić o wszystkim, ale rzetelnie – mówił w środowych „Rozmowach niedokończonych” na antenie TV Trwam prof. Grzegorz Berendt, historyk, specjalny przedstawiciel prezydenta RP do spraw dyplomacji historycznej. Naukowiec zaznaczył, iż jeżeli nie będziemy opowiadać o naszej historii, inni będą robić to za nas.
Funkcja przedstawiciela prezydenta RP do spraw dyplomacji historycznej jest stanowiskiem nowym, utworzonym przez Karola Nawrockiego w celu prowadzenia dialogu z partnerami zagranicznymi w kwestiach związanych z historią XX wieku. To jeden z wielu elementów kształtowania polskiej polityki historycznej.
– Państwo troszczy się o to, żeby w aktywność zawodową, naukową i edukacyjną wchodziły kolejne setki historyków. Każdego roku przecież taki rząd wielkości znawców przeszłości wchodzi do aktywności zawodowej z wydziałów historycznych na naszych uniwersytetach i uczelniach wyższych o innym charakterze. Część z tych osób zajmuje się właśnie nauką i edukacją, przybliżając obywatelom, ale także cudzoziemcom czy diasporze polskiej nowe ustalenia. Ważne jest to, żeby przedstawiać to w sposób zgodny z tymi ustaleniami, już bez cenzuralnych ograniczeń, które występowały wcześniej i bez forsowania jakichś eksperymentalnych paradygmatów, zgodnie z którymi o pewnych rzeczach mamy mówić, mamy te wersje upowszechniać, a o innych nie, bo tego typu tendencje występują, gdzie niektórzy przedstawiciele środowiska historyków mówią, iż o czymś nie powinniśmy w tej chwili mówić, iż może w przyszłości zaczniemy mówić. Moje stanowisko jest takie, iż trzeba mówić o wszystkim, ale rzetelnie – podkreślał prof. Grzegorz Berendt.
Przeciwnicy tego stanowiska podnoszą m.in., iż poruszanie pewnej problematyki może pogorszyć relacje z sąsiadami. Takie głosy pojawiają się m.in. w kontekście ukraińskiego ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Gość „Rozmów niedokończonych” zwrócił uwagę, iż jest to fałszywe wnioskowanie.
– Wskazałem moim rozmówcom z Ukrainy, iż to, iż miliony obywateli polskich dowiedziało się, jak straszne, przerażające wydarzenia o charakterze ludobójstwa miały miejsce w kilku województwach okupowanej Rzeczpospolitej (…), nie zahamowało gigantycznej ofiarności z roku 2022. Widziałem, iż dopiero się zastanowili, iż Wołyń był pokazywany wcześniej wielokrotnie, a mimo to dziesiątki tysięcy Polaków pospieszyło z pomocą trzem milionom obywateli Ukrainy, którzy przeszli przez nasz kraj, szukając bezpieczeństwa. Więc widać w tym, iż bardzo poważny segment naszego społeczeństwa chce znać przeszłość, mówić rzetelnie o przeszłości, ale to (…) nie powoduje negatywnego stosunku wobec naszych wschodnich sąsiadów – mówił historyk.
Rozmówca TV Trwam wskazał, iż badanie i popularyzacja najnowszych dziejów Polski ma nie tylko wymiar polityczny. Zostając przy tematyce rzezi wołyńskiej prof. Grzegorz Berendt wskazał, iż jest to żywa historia milionów Polaków, przekazywana w ich rodzinach przez świadków tamtych straszliwych wydarzeń.
Ci obywatele nie są zaniedbywani przez obecnego prezydenta. Karol Nawrocki obiecywał w kampanii, iż będzie zabiegał w relacjach z Ukrainą o ekshumacje i godny pochówek ofiar ludobójstwa dokonanego przez UPA. Od momentu objęcia przez niego urzędu widać, iż nie była to pusta obietnica. Głowa państwa otwarcie podnosi tę kwestię w rozmowach z Wołodymyrem Zełenskim, a na mapie Ukrainy pojawiają się kolejne miejsca, gdzie prowadzone są prace w tym zakresie.
– Mam nadzieję, iż też nasi partnerzy ukraińscy poprzez ten dialog dojrzeją do tego, iż te sprawy trzeba przedyskutować, ale przede wszystkim pochować niewinne ofiary. Ludzie będą wiedzieć, co się stało, będą dzięki temu mądrzejsi, ale to nie zaszkodzi polsko-ukraińskiemu sąsiedztwu, bo w tej chwili Moskale mogą tym zagadnieniem grać bardziej niż wtedy, gdy my po prostu te sprawy doprowadzimy do finału rozumianego jako godny pochówek bezbronnych ofiar zbrodni – zwrócił uwagę historyk.
Dyplomacja historyczna nie powinna być skierowana wyłącznie na Wschód. Niedawno opinię publiczną zbulwersowało niedopuszczenie prezydenta do głosu na obchodach wyzwolenia niemieckiego obozu Auschwitz.
– Wystąpienia głowy państwa nie są stałym elementem obchodów, które mają miejsce 27 stycznia. Natomiast wydarzeniem bez precedensu było pominięcie głowy państwa w powitaniu. To podkreśla między innymi minister Kolarski, który przecież od wielu lat uczestniczy w wielu wydarzeniach upamiętniających ofiary, (…) też jako bliski współpracownik prezydenta Andrzeja Dudy. W tym miejscu kierownictwo państwowego muzeum Auschwitz zdecydowało się na działanie bez precedensu, którego nie da się wytłumaczyć. (…) Mogę się tylko domyślać, dlaczego się na to zdecydowano. Łączę z tym faktem to, iż gdy prezydent odwiedził na terenie dawnego obozu Auschwitz ścianę, gdzie dokonywano egzekucji więźniów, celę, w której zagłodzono ojca Maksymiliana Kolbe i dziewięciu innych więźniów, nie towarzyszył mu nie tylko dyrektor, ale również żaden z wicedyrektorów. Towarzyszyli szeregowi pracownicy muzeum. Uznaję to za despekt. Oczywiście dyrektor główny w tak ważnym dniu ma różne zadania – musi przyjmować różnych gości, ale jako osoba kierująca jednostkami tego typu wcześniej, właśnie między innymi po to są wicedyrektorzy, aby w tym momencie odciążyć dyrektora. Żaden z wicedyrektorów państwowego muzeum Auschwitz nie towarzyszył prezydentowi w czasie wizyt w miejscach, które wcześniej wymieniłem. Jest to moja opinia. Być może odezwą się głosy znowu próbujące to podważyć, ale w mojej opinii nie był to przypadek. Ktoś zareagował tak, a nie inaczej, postąpił tak, a nie inaczej być może ze względu na swój osobisty stosunek do wyniku wyborów z 1 czerwca 2025 roku. Chciano okazać brak szacunku prezydentowi i to zrobiono. To jest moja nieoficjalna opinia, nie Kancelarii czy też pana prezydenta (…), niezależnie od tego, jakiego typu komunikaty na stronie internetowej muzeum (…) po mojej wypowiedzi się pojawią – mówił gość „Rozmów niedokończonych”.
Specjalny przedstawiciel prezydenta RP do spraw dyplomacji historycznej zaznaczył, iż jeżeli jako Polacy nie będziemy opowiadać o przeszłości ze swojego punktu widzenia, to pojawią się tacy, którzy będą to robili za nas. Dlatego też obowiązkiem polskich instytucji państwowych i środowisk opiniotwórczych jest realizacja misji edukacji historycznej.
I na tym tle - jakie mamy media w Polsce, jakie one były za ostatnie 35 lat?
radiomaryja.pl/informacje/prof-g-berendt-jesli-nie-bedziemy-opowiadac-o-naszej-historii-inni-zrobia-to-za-nas/











