
Wolność słowa według Trumpa: albo jesteś z nami, albo znikasz z anteny
To miała być obrona „wolności słowa”. W praktyce coraz bardziej przypomina przejmowanie kontroli nad tym, kto w ogóle ma prawo mówić.
Trump wezwał do Białego Domu szefa Netflixa i zagroził konsekwencjami w związku z walką o przejęcie Warner Bros. Discovery. Stawka? Jedno z największych imperiów medialnych świata – w tym CNN, od lat będące dla Trumpa symbolem „wrogich mediów”.
Rozmowa miała dotyczyć dwóch kwestii:
• przejęcia WBD,
• żądania usunięcia z rady dyrektorów byłej doradczyni Baracka Obamy – Susan Rice.
To już nie jest zwykły polityczny spór. To sygnał: osoby kojarzone z Demokratami powinny zniknąć z kluczowych stanowisk w mediach.
Warner Bros. Discovery to nie tylko CNN – swoiste oczko w głowie Trumpa – ale także polski TVN, od dawna będący przedmiotem krytyki ze strony części środowisk nacjonalistycznych w Polsce.
Według doniesień zarząd WBD sygnalizował gotowość przyjęcia oferty konkurencyjnej wobec Netflixa – złożonej przez Paramount Skydance. Na jej czele stoi David Ellison, syn wspierającego Trumpa miliardera Larry’ego Ellisona, który demonstracyjnie pojawił się na orędziu prezydenta w Kongresie.
Trump ma domagać się, by ewentualna sprzedaż WBD doprowadziła do zmiany właściciela CNN. Trudno interpretować to inaczej niż jako próbę politycznego przeformatowania redakcji.
Rodzina Ellisonów objęła kontrolę nad Paramount Global, do którego należy m.in. CBS. Przejęto również kontrolę nad amerykańskim segmentem TikToka. W obu przypadkach pojawiają się zarzuty dotyczące ingerencji w treści na korzyść Trumpa. jeżeli te działania się potwierdzą, będzie to oznaczać coś więcej niż zwykły ruch biznesowy. To budowa medialnego zaplecza politycznego – z dostępem do milionów odbiorców.
„Wolność słowa” w wersji selektywnej
Trump od lat przedstawia się jako obrońca wolności słowa. Problem w tym, iż jego wizja wolności kończy się tam, gdzie zaczyna się krytyka.
Groźby wobec prywatnej firmy medialnej. Naciski kadrowe. Oczekiwanie zmiany właściciela stacji informacyjnej. To nie są elementy wolnego rynku ani pluralizmu mediów. To mechanizmy presji.
Jeśli władza zaczyna decydować, kto może zasiadać w radach dyrektorów i kto powinien być właścicielem redakcji, przestajemy mówić o sporze politycznym. Zaczynamy mówić o kontroli przekazu.
A wtedy „wolność słowa” staje się hasłem – nie zasadą.








![Koszykówka. El. MŚ: Łotwa - Polska. Gdzie i o której obejrzeć? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/-/000ME9HW0OIHV1JJ-C461.jpg)





