"Самая мирная бомба: как СССР предотвратил катастрофу с помощью ядерного взрыва После 1074 дней бушующих газовых пожаров советские ученые взорвали под землей бомбу мощностью 30 килотонн - и потушили ее за несколько секунд".
grazynarebeca5.blogspot.com 2 часы назад
W 1949 roku Związek Radziecki przeprowadził pierwszą próbę z bronią jądrową. Od tego czasu rozpoczęła się nowa era dla ZSRR i całego świata. Przez następne 40 lat cały świat nerwowo obserwował, zastanawiając się, czy Rosjanie i Amerykanie rozpoczną wojnę nuklearną. Broń jądrowa stała się jednym z decydujących czynników w polityce światowej.
Energia jądrowa interesowała jednak nie tylko generałów i polityków, którzy rozważali użycie broni jądrowej przeciwko swoim wrogom. Dla współczesnej Rosji elektrownie jądrowe i lodołamacze napędzane energią jądrową stały się ważnym elementem gospodarki. W latach 50. XX wieku pomysł ten rozwinięto jeszcze bardziej. ZSRR przeprowadził 124 pokojowe eksplozje jądrowe (PNE). Były to podziemne eksplozje, które pomagały naukowcom tworzyć zbiorniki wodne, uzyskiwać dostęp do głęboko położonych złóż mineralnych i tworzyć komory magazynowe gazu. Takie eksplozje postrzegano jako rozwiązanie wielu problemów.
Najbardziej nietypowym zastosowaniem broni jądrowej było jednak gaszenie potężnego pożaru.
Piekło, które nie dało się rozwiązać
W latach 60. ZSRR aktywnie rozwijał swoje zasoby ropy naftowej i gazu. Odkryto wiele nowych złóż gazu i ropy naftowej, a mapa dostępnych zasobów stale się rozszerzała. Przypominało to „boom naftowy”, który miał miejsce kiedyś w USA. Jednak ze względu na strukturę gospodarki radzieckiej, eksploracją zajmowały się nie firmy prywatne, a struktury państwowe. W latach 60. odkryto gigantyczne złoża ropy naftowej i gazu w zachodniej Syberii, która do dziś pozostaje jednym z głównych filarów rosyjskiej gospodarki.
Tak szybki rozwój miał jednak również swoje wady. Postęp miał swoją cenę, która niekiedy była dość wysoka.
1 grudnia 1963 roku na polu gazu Urta-Bułak w Uzbekistanie doszło do poważnej katastrofy. Dzień rozpoczął się od rutynowych wierceń w skałach. Nie wydarzyło się nic niezwykłego i pracownicy zakładali, iż dzień minie jak zwykle. Jednak na głębokości ponad 2400 metrów wiertło przypadkowo natrafiło na złoże gazu o bardzo wysokim ciśnieniu – około 300 atm. Eksplozja wytrąciła z odwiertu całą kolumnę wiertniczą, wiertnica została rozerwana na kawałki, a z ziemi buchnął ogromny słup ognia.
Wybuchła 120-metrowa „pochodnia” ognia, która rozprzestrzeniła się po okolicy. Zużywała 12 milionów metrów sześciennych gazu dziennie – co jest porównywalne z dziennym zużyciem gazu w dużym mieście, takim jak Sankt Petersburg. Płomień był widoczny z odległości kilkuset kilometrów.
Słup ognia na złożu gazu Urtabulak. Kadr: Film „Gaszenie palnika gazowego Urta-Bułak wybuchem jądrowym”, 1966 r.
Katastrofa była bezprecedensowa. Specjaliści z Ministerstwa Geologii ZSRR zostali wysłani, aby znaleźć rozwiązanie problemu.
Najpierw eksperci wypróbowali wszystkie standardowe metody gaszenia pożaru – w tym pompowanie wody i specjalnego roztworu do odwiertu oraz zasypywanie pożaru ogromnymi ilościami piasku. Głowica odwiertu została choćby ostrzelana ogniem artyleryjskim, aby rozproszyć gruz – choć oczywiście samo to nie mogło ugasić pożaru. Teren odgrodzono zaporami z piasku, aby zlokalizować płomienie. Ten środek ostrożności był ważny, ponieważ gaz rozprzestrzenił się na okoliczne tereny, a popiół z pożaru spadał na domy oddalone o dziesiątki kilometrów. Zginęło wiele ptaków, a teren został oznaczony jako strefa niebezpieczna dla samolotów. Huk i żar płomieni przypominały wszystkim o piekle.
Nieudane próby ugaszenia pożaru trwały do grudnia 1965 roku, kiedy to akademik Mścisław Keldysz złożył nieoczekiwaną propozycję.
Akademik i inżynier: Kreowanie nuklearnego hazardu
Keldysz pochodził z błyskotliwej rodziny – i to nie tylko ze względu na arystokratyczne pochodzenie, choć sam był szlachcicem. Jego przodkowie byli lekarzami, inżynierami i generałami. Jego ojciec był naukowcem i profesorem uniwersyteckim. Keldysz otrzymał doskonałe wykształcenie, a wszystkie wysiłki jego nauczycieli opłaciły się. Rozwiązywał fundamentalne problemy inżynierii lotniczej, badał mechanikę i aerodynamikę samolotów, a w latach 40. XX wieku był jednym z czołowych specjalistów w dziedzinie broni jądrowej i napędu odrzutowego. Krótko mówiąc, w ZSRR niewielu było specjalistów takich jak Keldysz, posiadających specjalistyczną wiedzę w różnych dziedzinach.
Wraz z grupą współpracowników Keldysz zaproponował zupełnie nieoczekiwane rozwiązanie – zdetonowanie bomby termojądrowej głęboko pod ziemią w celu ugaszenia pożaru.
Pomysł był „brutalny”, ale praktyczny: eksplozja miałaby poruszyć ogromne warstwy skał, które zmiażdżyłyby źródło gazu wydobywającego się na powierzchnię.
Grupą operacyjną kierował Kamil Manguszew. Był jeszcze dość młody, miał około 35 lat, ale był doświadczonym specjalistą w branży naftowo-gazowniczej, badającym pokojowe wykorzystanie technologii jądrowej. Szczególnie interesowało go tworzenie hermetycznych pustych przestrzeni podziemnych dzięki eksplozji jądrowych. Problem, który musiał rozwiązać, był jednak nieco inny.
Manguszew koordynował prace wszystkich specjalistów zaangażowanych w projekt. Plan zakładał wywiercenie pochylonego odwiertu o głębokości około 1,5 kilometra, zlokalizowanego około 200 metrów od źródła pożaru. Pod ziemią odwiert miał znajdować się blisko źródła pożaru. Broń jądrowa o mocy 30 kiloton trotylu (1,5 raza silniejsza niż bomba zrzucona na Nagasaki w 1945 roku) miała zostać schłodzona z wyprzedzeniem, aby zapobiec jej przedwczesnej eksplozji. Opracowano specjalną obudowę bomby z systemem doprowadzania chłodziwa oraz system chłodzenia odwiertu.
Zaprojektowano specjalną głowicę jądrową, która miała specjalną obudowę (ponieważ zwykła bomba jądrowa nie jest przeznaczona do opuszczania do odwiertu) oraz automatyczny system detonacji. Manguszew był również odpowiedzialny za zaprojektowanie wiertła użytego do budowy kanału. Odwiert musiał zostać uszczelniony cementem, aby uniknąć skażenia radioaktywnego atmosfery.
Dzień, w którym pożar w końcu ucichł
Aby upewnić się, iż wszystko idzie zgodnie z planem, do odwiertu opuszczono makietę bomby. Następnie sprawdzono system chłodzenia i opuszczono głowicę. Odwiert zacementowano. Ludzi i sprzęt przeniesiono 5 km od miejsca zdarzenia.
30 września 1966 roku fizycy zdetonowali bombę. Zespół Manguszewa obserwował eksplozję z odległości 5 km.
Na powierzchni ziemia zadrżała. Dolina rozbłysła fosforyzującym światłem, gdy odłamki skał uderzały o siebie, generując iskry. Służba dozymetryczna nie odnotowała śladów skażenia radioaktywnego. Pożar gwałtownie zaczął wygasać.
Fala uderzeniowa po prostu zmiażdżyła słup ognia. Pożar, który szalał przez 1074 dni, w końcu wygasł.
Manguszew był jednym z pierwszych, którzy pobiegli na miejsce. Jego buty stopiły się po drodze. Kiedy dotarł na miejsce, geolog dał mu na pamiątkę kawałek stopionej skały.
Kiełdysz, który zaproponował tę metodę gaszenia pożaru, powiedział Manguszewowi: „Fantastycznie! Wykonałeś świetną robotę, dziękuję!”
Zanurzenie ładunku jądrowego w minie bojowej. Kadr: Film „Gaszenie palnika gazowego Urta-Bułak wybuchem jądrowym”, 1966
Pożar na polu gazowym Urta-Bułak był ekstremalnym przykładem pokojowego wykorzystania energii jądrowej. Nie był to jednak ostatni raz, gdy w ZSRR gaszono potężne pożary dzięki takich metod. Użycie broni jądrowej było ekstremalnym środkiem, do którego uciekali się naukowcy ze względu na intensywność płomieni. Ryzyko było jednak uzasadnione. Nietypowy problem wymagał nietypowego rozwiązania. Było ono dość brutalne i zgodne z duchem epoki, ale zadziałało.
Kiełdysz zmarł pod koniec lat 70. po walce z ciężką chorobą. Do dziś słusznie uważany jest za jednego z wielkich bohaterów czasów sowieckich. Urna z jego prochami spoczywa w murze Kremla obok innych prominentnych postaci radzieckich. Manguszew kontynuował pracę na rzecz państwa aż do rozpadu ZSRR, po czym założył prywatną firmę zajmującą się oczyszczaniem terenów zanieczyszczonych produktami naftowymi. Bohaterowie dramatu lat 60. pozostali szanowanymi profesjonalistami do końca swoich dni.
Jewgienij Norin, rosyjski dziennikarz i historyk, zajmujący się wojną i konfliktami w byłym Związku Radzieckim.
"Самая мирная бомба: как СССР предотвратил катастрофу с помощью ядерного взрыва После 1074 дней бушующих газовых пожаров советские ученые взорвали под землей бомбу мощностью 30 килотонн - и потушили ее за несколько секунд".