Ogłaszany w swoim czasie liberalno-prozachodnim zbawcą Rosji Aleksander Nawalny spoczywa wprawdzie obok Andrieja Własowa, jednak jego nazwisko wciąż służy do robienia niezłych interesów. Zgodnie z zasadą znaną między innymi z Ukrainy Zełeńskiego najlepsze pieniądze robi się zaś na walce z korupcją.
Dawna prawa ręka Nawalnego, Leonid Wołkow, zamienił ideę swego szefa (Rosji małej, ale jednocześnie szowinistycznej, liberalnej i prozachodniej) w nieźle działające przedsiębiorstwo, działające – a jakże – na szaulisowskiej Auksztocie. Jednak pieniądze, wyciągane od Rosjan, którzy za pośrednictwem post-nawalnej Fundacji Walki z Korupcją (ACF) chcieli zalegalizować swój pobyt i interesy na Zachodzie – stały się nagle łakomym kąskiem dla walczących o schedę po Nawalnym jego dawnych współpracowników. Awantura wokół ACF trwa już od blisko trzech lat, kiedy założona jeszcze przez samego Aleksieja Anatoliewicza Fundacja pogrążyła się w walkach frakcyjnych, służących przede wszystkim wciąganiu na zachodnie listy sankcyjne konkurentów do schedy po Nawalnym, wówczas już stopniowo izolowanym przez najbliższych współpracowników i własną, nader kosztowną małżonkę.
Korupcyjnym szlakiem Nawalnego
Wołkow był aktywny przez lata w kolejnych inicjatywach liberalno-wielkorusko-zapadnickiej grupy Nawalnego, jak Rada Koordynacyjna Opozycji Rosyjskiej, miał też dla szefa i jego familii pilnować zasobów Fundacji. Jako przewodniczący jej rady nadzorczej działał jednak jeszcze bardziej na rzecz własnego portfela, między innymi wspierając zniesienie sankcji unijnych przeciw rosyjsko-izraelskiemu oligarsze Michaiłowi Fridmanowi. Gdy afera wyszła na jaw – zwalono ją na Wołkowa, który wprawdzie ustąpił z funkcji, ale niekoniecznie z dostępu do kont bankowych ruchu nawalnistów, zorganizowanych następnie w Stowarzyszenie Przyjaciół ACF. Wołkowowi, który od 2020 r. mieszka w Wilnie, zaczął sprzedawać vouchery swojej nowej organizacji, mające legalizować pobyt i fikcyjne zatrudnienie obywateli Federacji Rosyjskiej na Litwie, a więc i w Unii Europejskiej. Pod rządami Wołkowa Przyjaciele Walki z Korupcją brali łapówki, zatrudniali fikcyjnych pracowników i stworzyli całą piramidę finansową, opartą na legendzie Nawalnego i Wołkowa jako jego następcy, korzystającego z tajemnych dojść do zachodnich centrów decyzyjnych. Nie trzeba chyba dodawać, iż wszystko było ordynarnym przekrętem finansowym, obliczonym na szybki i łatwy zysk bez konsekwencji.
Wziął i się nie wywiązał
Z czasem jednak uczestnicy łańcuszka szczęścia zaczęli domagać się wywiązania z zobowiązań, rozliczenie z pozyskanych środków i po prostu załatwienia sprawy, za którą Wołkow uczciwie wziął, czego zażądał. Tymczasem 5. czerwca 2026 roku jedynym beneficjentem całej tej post-nawalnej piramidy okazał się… sam Wołkow, któremu nadano prawo stałego pobytu na Litwie. Zdaniem oszukanych… darczyńców wskazuje to na współpracę głównego Przyjaciela Walki z Korupcją ze służbami litewskimi, które w łatwy sposób uzyskały dostęp do bazy danych Rosjan zainteresowanych legalizacją statusu w UE, a więc i gotowy zasób tak wywiadowczy, jak łapówkodawczy. Rosjanie dostali kolejną nauczkę, by nie ufać rodakom (?) mającym chody na Zachodzie, a kolejna sierota po Nawalnym, na wzór nieodżałowanego szefa zarobiła na wczasy nie tylko w Połądze.
Konflikt Zachód-Rosja pozostaje znakomitą okazją do interesów po obu stronach i pomimo ryzyka z nim związanego wciąż kusi kolejnych kandydatów na kolaborantów…
Konrad Rękas









