Patrząc z rozterką w przyszłość,
której kontury zawiłe,
do Emaus zdążam – już blisko,
by tam odpocząć choć chwilę.
Spróbować ułożyć na nowo
plany na resztę życia,
lub stare składać ab ovo,
z nadzieją bez pokrycia.
Gdy w drodze Nieznajomy
przyłącza się do wędrówki,
toczymy z sobą rozmowy –
i mądre Jego wskazówki.
A potem, już przy wieczerzy,
spada zasłona z oczu,
znowu zaczynam wierzyć
i w sercu znowu pokój.
I mam już siłę by wrócić,
skąd uciekałem ukradkiem,
pora by z Emaus wyruszyć,
być Zmartwychwstania świadkiem…










